niedziela, 31 stycznia 2010

jagoda kontra Jagoda



te ptaszki to jery :)


Jagoda kontra jagoda

Ale mnie nosi od pokoju do kuchni, od jednego okna do drugiego.Spacer bez spaceru.
Oddech bez powietrza. Powietrze bez temperatury dodatniej. Nawet w godzinach szczytu.
Obiadem się objadłam i chodzę. To siądę, to znów abarot.To siedzę, to wstaję. Już rady nie daję. Nic się nie klei oprócz oczu.
Dlatego chodzę. Czy się niepokoję? I owszem, nawet bardzo. Chociaż lód ma pokrywę twardą. I tak się boję. Dlatego raz po raz przy oknie stoję. Od rana bardzo wczesnego.
Poszedł mąż na ryby do jeziora pobliskiego. Na łapanki podlodowe. Jezioro zamarzło, ale są miejsca tak zwane odparzeliny, tam jezioro faluje. To przez te fale tak źle się czuję. I miejsca znaleźć nie mogę. Taką w sercu mam trwogę. Fala się zbiera i naciera, cholera jedna, psiakrew, na psa urok. Fala zdenerwowania.
- Uspokój się frania, nic się nie stanie.
- A jak stanie? Co wtedy?
- Eee, nie bój się on twardy, jak korzeń młodego drzewa. Nie załamie się.
- I tak się boję.
- Kiedy to się zaczęło?
- Co kiedy?
- No, strach, czujesz kiedy nadchodzi?
- Wtedy kiedy pojawia się lęk.
- A może się nie pojawić?
- Może, wtedy jest od razu strach. Zależy od tego, ile wiemy.
- A jeśli nie wiemy, że wiemy , to wtedy wiemy, że jest lęk?
- Ech, nie wiem. Ale to podobnie jak z bramkami w sklepie, mimo iż nic nie zwędziłeś I tak boisz się, że zapiszczą. Idę do okna.
- I co tam widzisz?
- Pustynię, dużo śniegu i wiatr robi kurzawę, przesypuje śnieg, jak piasek w mojej klepsydrze.
Bardzo szybko, za szybko.
- Chodź, nie stój tak! Pod tą szybką.
- Chodzenie też nie pomaga.
- Chodź, nie dla chodzenia, tylko chodź drynkniemy coś na twoje smutki, dobry kieliszek wódki. Od relanium lepszy.
- Nie łykam relanium, już niemodny.
- Tu cię boli.
- Nie boli, swędzi...
- Ale słońce świeci.
- No to ze słońcem pod rękę wypijemy troszeńkę. Żubróweczkę ze sokiem jabłkowym.
- Brrrr , nawet nie wspominaj, do dziś mam drętwy język i spalony przełyk.I pod każdym drzewkiem jarzynową....
- Co z ciebie za baba, tylko do narzekania i zamartwiania się nadajesz.
- Wypij w takim razie wino czewone na wypłukanie grzechów obżarstwa i lenistwa, doskonale wypłukuje cholesterol.
_ Ale po czerwonym konia z kopytami bym zjadła.
- Masz ci babo placek i tak źle, i tak przemarsz wojska. Nie marudź , dostaniesz jednorożca, tylko poczekaj, aż z jeziora wróci.
*
- Co znowu robisz?
- Nurkuję.
- A gdzie skafander?
- W głowie.
- Coś cię boli?
- Twoja myśl.
*
- Kurwa......
- Kto?
- Stary, wrócił. nie lubi odgrzewanych kotletów, więc klnie.
- To niech zje mrożone ryby.
- Jak myślisz, pęknie, czy nie?
- Kto?
- Stary ze złości.
*
- Jagodo, powiedz coś o miłości.
- Między kim a kim?
- No, takiej normalnej, kiedy dwoje ludzi tuli się do siebie...
- Nie teraz, latem.
- Dlaczego?
- Bo teraz mam zmrożone serce.Terapia słowem nie przyniosła rezultatów.
Potłukłam szklankę, wysypałam sól, upuściłam nóż.
- To zabobony, magia.
- Jestem fatalistką, wierzę w przeznaczenie, w znaki.
Dwoje ludzi, którzy kiedyś tulili się do siebie, są pomnikiem rozczarowania i zniechęcenia.
Zaprzepaścili szansę na dobry wyrok. Nie poszli po ratunek dla siebie.
- To dlaczego się martwisz?
- Z przyzwyczajenia.
*
Prawda jest taka: odmawiam sobie praw do istnienia na serio. Głosy zagłuszyłam pobożnymi życzeniami z serii :- " chciałabym", "może potem" , "jakoś to będzie" i na tym wszystko się kończy.
- Co się kończy?
- Proces chcenia. Możesz czekać na pierwszego, na wypłatę, na dzieci, ale nie na odmianę losu. Jeśli żyjesz jak żyjesz i godzisz się z tym. Jest okej. Niczego nie oczekujesz od losu.
Ale jeśli się nie godzisz i tylko biernie czekasz na zmiany. To jest choroba, jak alkoholizm i "seksizm" . Nigdy nie będziesz lwem, choćbyś poznał wszystkie jego zwyczaje.

- Jutro wyjeżdżam.
- A twoje ptaki?
- To ja sieję i orzę...
Porozmawiamy jak wrócę.
- A wrócisz?
- Jak wrócę, to będę.

sobota, 30 stycznia 2010

jak dwa brzegi obcej rzeki




jesteśmy jak dwa brzegi obcej rzeki
na nowej galaktyce
spotykaliśmy się po to by budować tamy
blokując dostęp wody
rozlewają się na pobliskie łąki
zatapiając roślinność i owady

wznosimy na nich wyspy pustynne
układamy kopczyki naszych rozczarowań
ziarenkami odliczając dni
osamotnienia i tęsknoty

założyliśmy własną galaktykę
z pękniętych luster kręci się kula
w księżycowym pyle

tyle z nas

A śnieg sypie, sypie


a mnie się coś pie... w głowie od tej bieli.


Pies podkulił ogon pod siebie,
kot pazury ostrzy na drzewie,
wiatr śniegiem kurzy w oczy
i niech mi ktoś powie, że świat nie jest uroczy.

Ja zamknieta w sobie rozpinam się powoli.
Swiat oddycha i wylewa mi na głowę sok grejfrutowy.
Kot otulony wiatrem o wiośnie bredzi,
pies ze słońcem na kopie śniegu siedzi.

Bałwan spod śniegowej górki wystawił nosa,
sarny go jeszcze nie obgryzły,
a to dla nich wielka jest pokusa.

Dookoła zabieliło się jak zupa łyżką śmietany.
Nie mam programu
wysiadła satelita, albo popękały druty,
program nie zasysa.
Widzę, co widzę,
czyli nic nie widzę.
Czarny ekran.

Zerkam do lusterka.
Widzę.
To co myślę o zimie i jej fanaberiach.
Tylko jakoś w oczach
za dużo błysku.
Widzę.
"Dom nad rozlewiskiem " ostatni nabytek Klubu Książki.
Trzymam posterunek przy pełnym świetle.
- Sasza, co robisz?
-_ Nie widzisz?
- Widzę, czytasz.
- To dlaczego pytasz?
- Bo się dziwię, nie oglądasz?
- Nie! Ta książka nie ma obrazków.
- Acha, dlatego.
- Ano.Przybywam
na wadze.
- Wiadomo, przez to, że nie chodzisz.
- Nie chodzę, bo siedzę.
- To posiedzisz dłużej, śnieg zasypał drogi.
- Ja jestem drogą
dla moich dzieci.

Nie otwieram wizjera.
Wiem
- za drzwiami zima.

Krótko z dowcipem

Coś z życia



1. Bramki w sklepie - mimo że nic nie zwinąłaś, i tak boisz się, że zapiszczą.

2. Babcie - pod blokiem mogą sterczeć dwie godziny, ale w tramwaju pięciu minut nie ustoją.

3. Sprawiedliwość - jazda na rowerze pod wpływem alkoholu: 5 lat, molestowanie seksualne: 3 lata w zawieszeniu.

4. Potrzeba jednej iskry, by spalić las, ale całej paczki zapałek, by rozpalić grilla.

5. Kiedyś będę tak bogaty, że jednorazówką będę golił się tylko raz.

6. Polsat - oglądasz sobie z rodzinką reklamy, a tu nagle film.

7. Polska - tutaj nawet kryzys się nie udał.

8. Bill Gates - okrada go 75% ludzkości, a i tak jest najbogatszy.

9. Podawanie pensji brutto to jak podawanie długości członka wraz z kręgosłupem.

10. Leżakowanie w przedszkolu - kiedyś kara, a teraz każdy chciałby te 2Â godziny snu w ciągu dnia.

11. Mleko na gazie tylko czeka, aż się odwrócisz.

12. -Mamo, co to znaczy orgazm? -Ja nie wiem, zapytaj taty.

13. Łacina - jedyny język, w którym nawet "gówno" brzmi mądrze.

14. Nawet, jakby papier toaletowy miał 8 warstw, to i tak złożysz go na pół.

15. A4 - jedyna płatna jednopasmówka na świecie.

16. Najlepszym dowodem na to, że w kosmosie istnieje inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują.

17. Tesco - nigdzie indziej nie znajdziesz wody LEKKO NIEGAZOWANEJ za pół ceny.

18. Jak Polacy uniknęli korków na autostradach? Nie wybudowali autostrad!

19. Seks jest jak skok na bungee - dodaje adrenaliny, a gdy pęknie guma, masz przerąbane.

20. Jeżeli trzeci dzień nie chce ci się pracować, to znaczy, że to już środa.

21. Kość piszczelowa - urządzenie do znajdywania mebli w ciemnym pokoju.

22. Polska: jak kupisz mi spodnie, to zrobię ci loda. Azja: jak kupisz mi loda, zrobię ci spodnie.

23. Chleb - zero marketingu, najwyższa sprzedaż.

24. Britney Spears: "Jestem za karą śmierci. Przestępca powinien mieć nauczkę na przyszłość."

25. Egzamin - na korytarzu każdy wmawia ci, że nic nie umie.

26. Szacunek do nauczyciela - istnieje wtedy, gdy uczniowie po usłyszeniu dzwonka pozwalają mu dokończyć wypowiedź.

27. Paradoks seksualny - seks można uprawiać od 15 roku życia, a oglądać - od 18.

28. Okres i wypłata - jedno i drugie jest co miesiąc, a jak nie ma, to znaczy, że ktoś was zdrowo wyruchał.

29. Paradoks Szymborskiej - dla testu napisała maturę, interpretując swoje wiersze - i dostała 60%.

30. Studenci pierwszego roku - spieszmy się ich poznawać, tak szybko odchodzą..

31. Piesek - u nas słodki, w Azji słodko-kwaśny.

32. Gdy umrę, rozsypcie moje prochy pod Tesco - wtedy będziecie mnie odwiedzać co niedzielę.

33. Pieniądze szczęścia nie dają. Ale pozwalają wygodnie być nieszczęśliwym.

34. Mały palec u nogi powstał tylko po to, by boleśniej walnąć się o szafkę.

35. Kanapka studencka - chleb posmarowany nożem.

36. Pieniądze z pierwszej komunii - do dziś nie wiesz, gdzie się podziały.

37. Nimfomanka - kobieta, która pragnie seksu tak często jak przeciętny mężczyzna.

38. Polska waluta - tylko tutaj złoty jest miedziany.

39. Na uczelni poranna fizyka zagina czas. Po 30 minutach jest 08:05.

40. Feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść szafę na 8. Piętro

świerki w czapach



sroży się zima
świerkom coraz większe nakłada
czapy
przynajmnie o nie dba

NFZ- dowcip

wyniki

Pan Nowak udał się do szpitala po wyniki badań żony. Pracownik szpitala mówi:
- Bardzo nam przykro, ale mieliśmy tu trochę zamieszania i niestety wyniki
pańskiej żony wróciły z laboratorium razem z wynikami jakiejś innej pani Nowak i
teraz nie wiemy, które są które. Szczerze mówiąc, ani te, ani te nie są
nadzwyczajne.
- Co to znaczy?
- Jedna z pań ma alzheimera, a druga
uzyskała pozytywny wynik testu na AIDS.
- Ale chyba badania można powtórzyć?!
- Teoretycznie można, ale te badania są bardzo drogie, a
Narodowy Fundusz Zdrowia nie zapłaci za dwa testy dla tego samego pacjenta.
- To co ja mam robić?
- Narodowy Fundusz Zdrowia zaleca w takiej sytuacji, by zawiózł pan żonę do śródmieścia i tam zostawił. Jeżeli trafi sama do domu, po prostu proszę zrezygnować ze współżycia.

:):):)

a zima wciąż trzyma


Dzisiaj jest sobota, przedostatni dzień stycznia.
Patryk wszedł na dach odśnieżać, przekręcił satelity talerz i dziewczynki nie mogą oglądac bajek. Paulinka poszła z nimi na dwór, na pewno zahaczą o sklep, bo jakżeby inaczej, hihi, one nie darują, już po drodze wybierały sobie, co sobie kupią.
A śnieg ciągle sypie. Na dachu jest pół metra, trzeba odśnieżyć,bezwarunkowo, bo jak przyjdzie odwilż, to nas zaleje. Muszę również postrząsać z cyprysów, bo się połamią, tak zasypane, że czapy mają większe od mikołajowych.
Na dworze jest pięknie, ale i niebezpiecznie. Tomasz ma przyjechać po dziewczynki, ciekawe czy drogi są odśnieżone, bo inaczej nie dojedzie.Te główne z Koszalina na Czaplinek, na pewno, ale te nasze 4 kategorii, wątpię.Musi sobie jakoś poradzić, łopata pójdzie w ruch,jeśli się zakopie.
Pamiętam taką zimę w latach 80, wyjechaliśmy do Swidwina i niestety nie dojechaliśmy Ciągnikiem przyciągnięto nas do domu.Utknęliśmy za Nowym Worowem , staliśmy w tej śnieżycy 5 godzin, dopóki nie zjawił się traktor, odmroziłam wtedy palce u nóg i rąk, a dzieci z DOmu Dzieckka, które wieźliśmy do DD w świwdinie również poodmrażały sobie palce, posikały się, bo nie można było wyjść z samochodu, tak był zasypany. Och, to było straszne.
Ale dosyć wspominek, mam nadzieję, że Tomasz dojedzie szcześliwie. Czekamy na niego.

piątek, 29 stycznia 2010

jeszcze raz o radości - Rozważania

CZY MYŚLISZ CZASEM O TYM
że dzisiejszy dzień
już jutro stanie się dniem
wczorajszym?

•.
DLATEGO ŻYCZĘ CI WYCISZENIA
Tylko w ciszy można spokojnie podsumować dzień,
wymierzyć subtelną wagę słów.
Tylko w ciszy usłyszysz wołanie
drugiego człowieka .
Pozwól, aby z Twojego serca wypływała radość
z każdego dobrze spędzonego dnia.
z dobrych uczynków niesionych innym ,
z dobrego słowa bez złości.

Śmiej się z innymi ludźmi, niech
sprawia Ci radość,nawet mały, ale
udany żart.

Radość zmusza do działania.
Kiedy w Tobie rośnie,
rozkrzewia się tak bardzo,
że gdy zaczyna owocować –
żywi wszystkich, którzy stykają się z Tobą.
To właśnie jest ta Twoja dobra energia,
która przysparza wielu przyjaciół.


http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=pl&v=tLRk3gWwtf8&feature=related

rozważania o mądrości jako celu życia (m.inn)

Dzięki mądrości człowiek umiejętnie wykorzysta w życiu
poznane wcześniej zasady. Można zatem dużo wiedzieć, ale wiedzy tej
nie umieć wykorzystać dla dobra,a to przecież powinno być w życiu
najważniejsze.

Czy człowiek ma się uczyć na własnych
błędach?
Ten, kto na serio podchodzi do zdobywania
mądrości, robi wszystko, by nie popełnić
w życiu drugi raz tego samego błędu. Można
śmiało stwierdzić, że własne błędy bardzo nas
bolą i często płacimy za nie wysoką cenę, ale wiele z nas popełnia jednak ciągle te same błędy. Dlaczego? czy nie stać ich na logiczne myślenie?
W życiu codziennym można spotkać
wiele takich przykładów, które zwyczajnie trzeba
przemyśleć, wyciągając właściwe wnioski, aby
w przyszłości nauczyć się prawidłowej i mądrej
reakcji na podobną sytuację.


Jak nazwiemy człowieka, kóry się uczy? Dla młodszych używamy słowa Uczeń, a jeśli dorosły człowiek pragnie zdobywać wiedzę, uczyć się w szkole? dlaczego jego nie nazywamy uczniem?

Definicja ta, jak się wydaje, znacznie zawęża
treść i sens pojęcia „uczeń”. Sugeruje, że tylko
młody człowiek, i to tylko w określonym wieku,
może być uczniem. A przecież wszystkim znane
jest przysłowie mówiące, że „Człowiek uczy się
całe życie”. Zawsze jest więc czas na naukę. Coraz
częściej słyszymy o tzw. uniwersytetach trzeciego
wieku. Na niektórych uczelniach organizowane są
kierunki przeznaczone dla osób przeżywających
jesień swojego życia, bowiem na naukę nigdy nie
jest za późno. Dzięki nauce zdobywamy wiedzę a ona
prowadzi do dobrych wyborów, kiedy dobrze nia pokierujemy, czyli musimy byc mądrzy.
Skąd więc mądrosć? Mnie się wydaje , ze człowiek rodzi się z mądrośćią a tylko nauka i lata doświadczeń kształtują ją bardziej.

Aby się czegoś nauczyć, nie potrzebujemy przecież
tylko krzesła, biurka i dobrego podręcznika.
Współczesny świat albo utożsamia
wiedzę z mądrością, albo preferuje wiedzę, nie
zważając na mądrość. Tymczasem mądrość jest
twórcza,ponieważ nie pozostaje na poziomie
rozstrzygnięć: wiem – nie wiem, ale szuka dobra.

Każdy powinien pamiętać, że mądrość to wielki dar i człowiek musi podchodzić
do niego z pokorą.Pycha bardzo często prowadzi do rozłamu mądrości.Człowiek mądry nigdy nie będzie pyszny, zarozumiały.

Sposobem nabywania mądrości
jest szukanie mądrych ludzi. Jeśli
prosimy człowieka mądrego o radę,
to wiele z jego mądrości, często
nieświadomie, przelewa się do
naszego serca.

czwartek, 28 stycznia 2010

garść wspomnień przy Laskowskim

co by to było gdyby nie było…

Kiedy już w sobie poukładałam wszystko
znalazło miejsce

przyszła jesień z zabłąkaną tęczą
przyniosła zmienność aury, marzenia
tkane babim latem, otuliła pledem
zerwanych liści.

Wtedy słońce nabrało rumieńców.
Nabrzmiały owoc kasztana pękł
pod dotykiem palców
sokiem ociekały śliwki

Ptaki poszybowały ponad chmury gnane
porywami zapomnianymi chętnie
dałam się unieść
poezji

…jesieni
*

a kiedy
porywami niechcenia
dałaś się unieść poezji
wsłuchaj się w ciszę
odmieniaj
nieopisany sen pierwszy

a kiedy
kapryśna aura jesienna
zaspanym brzaskiem się mieni
ty swoją ciszę
odmieniaj
pozwól poezją się cieszyć

(amehob)
*
odmieniam ciszę przez wszystkie przypadki
życia w niedostatku
ciepła pod kołdrą
modrą
nakrapianą gwiezdnym odpadem
żółci
słonecznej przestrzeni
brakiem
ciebie
w poezji


http://www.youtube.com/watch?v=btomkMXQ3_k&feature=related

Moje Rozterki


baba bez głowy

powiadają ty masz głowę tylko do bujania
w chmurach
a ja marzę żeby mieć trzy
wymienne jak buty
- to dopiero

ta codzienna uporządkowana
wyszufladkowana i bezwzględna
nie da się zaskoczyć zgubioną stówką
lub gorzkim brakiem sumienia

druga - z godnością pawiana dźwigałaby
zapach markowych
butów

ta trzecia
pachniałaby wiosennie mchowo
trawą i zielonym wiatrem
tylko dla ciebie

*

a co mam ( za co mam?)
głowę z wytatuowanym grymasem
jak kursywa gnącą się na każde skinienie
pochylonej nad sobą

zastanawiam się czy kiedyś
odważę się nałożyć taką z nadrukiem

kobieta
ma prawo
mieć

trzy wymienne nie do narzekania
- to jest to

martwa na tura?

minęła wiosna rozkosznych wrażeń

zdzieram paznokcie o mur między nami
drążę korytarze do twoich zmysłów
w ciemność twardo zapadam dłońmi
szukając ciepła i miłość czystą

chłód wcisnął się w nasze ciała
niszcząc żądze tchnieniem marnym
w naszym cieniu nie ma żaru
rozdmuchał go wiatr polarny

i tak jedno obok drugiego
ze zwiazku które jednym było
wegetujemy szukając tego
co w przeszłości się skryło

gdy zima nadchodzi i ciepła brak...

...pragnę pieca kaflowego
tak żebraczo i zachłannie
pragnę tulić się do niego
a ty dajesz mi centralne

dzień ma szarą barwę pragnień
nawet deszcz gra nutę tęskną
w jasyr wzięta więdnę malwą
gdy się patrzę nań za często

pokręciłeś moje życie
niezliczoną chmurą nacięć
ja rozliczam teraz chętnie
twoich czynów - moja pamięć

część 2

głupia garnie się do ciepła
jak żebraczka pod kościołem
wymoknięta w deszczu życzeń
wali jeszcze pokłon czołem

wypuszczone pod wiatr tęski
snują się melodią cichą
czasem kapną słowomiodnie
częściej jednak brzydko zgrzytną

pokręcone ścieżki życia
bardzo szybko czas omotał
z przeznaczeniem się nie targuj
bierz za ogon, wiąż do płota

środa, 27 stycznia 2010

Dowcipy z netu

Osioł

Bogaty pasażer wchodząc po trapie na pokład spacerowego statku pyta się ironicznie witającego go kapitana:
- Czy ta przedpotopowa Arka Noego jest już pełna?
- Tak proszę pana, brakowało nam właśnie tylko osła.

Drzemka

Dyrektor firmy wchodzi niespodziewanie na halę produkcyjną i zastaje tam praktykanta.
- Czy majster zlecił ci jakąś robotę chłopcze?
- Tak panie dyrektorze.
- A jaką?
- Mam go obudzić gdyby się pan pojawił

Czarny baran

Dwaj turyści idąc szlakiem górskim dotarli do polany a na niej znajdowała się
stara studnia. Jeden mówi do drugiego:
-Stary jaka studnia!!! Ciekawe jaka jest głęboka?
Znaleźli kamień i wrzucili do środka. Zaczęli nasłuchiwać a tu cisza. Wzięli zatem większy kamień ,wrzucili do środka a tu...cisza. Powtórzyli taką akcje jeszcze dwa razy z większymi kamieniami i efekt zawsze był ten sam czyli cisza. Stwierdzili że to niemożliwe , że studnia musi mieć dno. Zauważyli na polanie ogromną szynę kolejową i postanowili ją wrzucić do środka. Jak postanowili tak też zrobili. Przytachali i resztką sił wrzucili do środka. Słuchają a tu... cisza. Ale dzieje się rzecz niezwykła; mija około minuta a po polanie biegnie a w zasadzie podskakuje do tyłu czarny baran i wskakuje do studni.Turyści zgłupieli. Po kilku chwilach podchodzi do nich stary góral i się pyta:
-Panowie! Nie widzieliście może gdzieś na polanie czarnego barana?
Oni na to:
-No tak właśnie widzieliśmy... Biegł do tyłu i wskoczył do studni.
Na to góral:
-Niemożliwe przecież był przywiązany do szyny!

Haiti, smutek Karaibów

ostanio znalazłm przejmujący artykuł o tragedii trzęsienia ziemi, gorszej niż tsunami;
Haiti, smutek Karaibów
Autor tekstu: Elżbieta Binswanger-Stefańska
polecam :

http://www.racjonalista.pl/pdf.php/s 7091

DZIECIOM




dziecko to uwidoczniona miłość- Novalis


Gniazdko o poranku

świt przegląda się odbity
światłem moich myśli
naciąga sukienkę

dzień wpadł wesoło
przecierając wczorajszy kosmetyk
przeciwzmartwieniowy

cisza przeciągnęła się kocio
leniwym grzbietem ciepłego mleka
wiem skąd zapach

pobiegłam
utulić twój sen delikatnie
by nie spłoszyć

wyfrunąłeś ptaszku
za rzeki. za morza odnajdę cię
w moich wierszach
kochanie




Przedwiośnie z Szopenem

spacerek z Julcią i Roksanką- luty 2007

mrozy nie zamrożą-
powiedział spiker-
i jak mam nie wierzyć, skoro nadzieją promienieje

samotności uśpione w ramionach
wykluwają radość w rozgardiaszu ptasim
otwarta na słońce tęsknota za
kwitła liliowo

rannik w cierniowych żółciach
niewinnie wabi goniących za niczym
spod młodych palców pierwiosnków
Chopinem spływa na ziemię nieśmiały dźwięk
ukochanej melodii

krecie domki są tarasami dla nóg przechodniów
sznurówki tańczą na wietrze wiążąc w pary
zamiłowanie do wędrówek
szepczą z czułością do dziurek od butów
kocham świat



śnieg, czyli z górki bez trzymank
i 2006 grudzień

gęstnieje. gdzieś wrony pogubiły gniazda
w puchu główka dziecka
strząsa moje zmartwienia
za przyzwoleniem
napycha w kieszonki białe szaleństwo

z kącika mnie promyk
zlizuję z ust błyszczyk
uśmiechając się całą szerokością ramion
tulę filigranową postać
zaproszenie do przewietrzenia zadumy

< mojej wnuczce Julci >



pierwsze kroczki w przedwiośnie


Roksanie w rocznicą pierwszych urodzin – 29 grudzień 2005


piąstki ściskają kapotę wiatru
sprężynki nóg podążając za ważnym
zmiatają niedawny śnieg
zsunięty na brzeg słońca

w odwrotności do kroczków tupiących
z wielkim zaangażowaniem po płycie
chodnika zabrakło jakoś tak szybko
i zajączek nie dał się złapać

drży w piersiach grudka uczucia
zacieśnia się bliskość palców
przekornie do sytuacji tańczymy
choć płyta nie ta
a świat się śmieje buziami pierwiosnków

serce uczy się drżenia na nowo
a ręce sprawności


wio- wiosno z Londynu do Polski

w leciutkich dotykach wchodzę cala w krystaliczną woń

na spoacerze z Nikitką


pachnie kwieciem obcojęzycznie
nie ma czystej wody
w trawach fontanny różnokrokusów
hiacyntowa perfumeria w parku

wiatr stroszy krzewy z zaangażowaniem
zbieram czerwone kulki jakiejś rośliny
pełno ich tu
wszelkiego rodzaju puchów piórek
rozumiemy się doskonale w przelocie
między jednym kęsem a kwileniem
jasnej ptaszyny w wózku
wyciąga ręce do strzępiastych promieni
żonkile łaskoczą noworodka wiosny

huśtam istotkę cierpliwie na gałęzi
sikorki godują znajomo
pogwizduje kos
nie muszę szukać tłumacza
wszystko rozumiem

przyszła wiosna
'ofkors'


kołysanka dla Nikitki

Zanurz się w sen spokojny
Nim gwiazdy księżyc policzy -
uśmiechem ciepłym i słodkim
rozjaśnij przedsenne oblicze.

Zanurz się w sen kolorowy
lekki jak skrzydła motyla
unoszą się wokół głowy
gdy usta w uśmiechu rozchylasz.

Zanurz się w sen nierozkwitły
Niech chóry aniołów wzrastają
słysząc równy Twój oddech
marzenia moje czuwają


słodka niewinność

uchylam niewinnie zapłakane drzwi
w uścisku ciepłych słów znika niepewność
drobnymi paluszkami łapie kurczowo
moje oddychanie
apsikiem daję upust małej natarczywości

codzienność piskliwie rozdwaja się
za drugimi drzwiami nie czuję zapachu kawy
pod dotykiem miękka materia ciąży wymaganiem
próchnicy z tego nie będzie
raczej wieloznaczności komfortu dzisiejszej mody



dzieciom w posagu

dzieciom moim dałam
- korzenie
twardo stoją na ziemi
w białoczerwonej poświacie

- skrzydła
wyfrunęły z gniazda
w pogoni za niebem

- nadzieję
tę mocną co wierzy
w prawdziwość marzeń

- wiarę
przodków jednością silną

- przystań
z dachem chlebem
i czekaniem

czy dałam im miłość?
tego się pragnę dowiedzieć
nim moja gwiazda spadnie



Ks. Opaliński

Tak bym chciał się nauczyć
pogodnego uśmiechu starców
z którym idzie się do nieba
jak do siebie

AFORYZMY



....⊱⊰•இ•⊱⊰

Gdy uśmiech słoneczny,
Ten, o którym marzysz,
W sposób ostateczny,
Zepchnie chłód z twej twarzy,

....⊱⊰•இ•⊱⊰

Będziesz mogła ludzi,
Swym uśmiechem witać,
By w dobroci cudzie,
Zaczął świat rozkwitać.

....⊱⊰•இ•⊱⊰

Żadna zła przygoda,
Nie może się zdarzyć,
Bo z dobrą pogodą,
Zła nie chodzi w parze.

....⊱⊰•இ•⊱⊰

Dobroć porozjaśnia,
Wszystkie życia cienie,
Przez co stare waśnie,
Pójdą w zapomnienie.

....⊱⊰•இ•⊱⊰

Będzie się żyć raźniej,
Z wesołym uśmiechem,
Rozkwitną przyjaźnie.
ze zdwojonym echem.

•══★•⊱⊰•இ•⊱⊰•★⊱══•

"Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne."

•══★•⊱⊰•இ•⊱⊰•★⊱══•

wtorek, 26 stycznia 2010

niechaj to narody wżdy postronni znają


iż Polacy nie gęsi swój język miłości też mają ( aj Lavju :P)

"Kocham Cię" w różnych językach. ;]

ALBAŃSKI- TE DUA
ANGIELSKI- I LOVE YOU

ARABSKI- OHIBOKA
BUŁGARSKI- OBICZAM TE

CHIŃSKI- WO AI NI
CZESKI- MILUJI TE

DUŃSKI- JEG ELSKER DIG
ESPERANTO- MI AMAS VIN

ESTOŃSKI- MINA ARMASTAN SIND
FILIPIŃSKI- MAHAL KA TA

FIŃSKI- MINA RAKASTAN SINUA
FRANCUSKI- JE T'AIME

GRECKI- S'AGAPO
HISZPAŃSKI- TE QUIERO

HOLENDERSKI- IK HOUD VAN JOU
IRLANDZKI- TAIM I'NGRA LEAT

JAPOŃSKI- WATAKUSHI WA ANATA O AISHINASU

łaciński - TE AMO lub VOS AMO
niemiecki - ICH LIEBE DICH

portugalski- TE AMO
rosyjski - JA LJUBLJU TIEBJA

rumuński - TE JUBESC
serbski- VOLIM TE


szwedzki- JAG ALSKAR DIG
turecki- BEN SNI SVIYORUM

węgierski - SZERETLEK
włoski - TI AMO

poniedziałek, 25 stycznia 2010

kiedy się idzie pod wiatr, łzy są niepotrzebne

Żyję na tyle długo, by zacząć się rozliczać z nadwagi dokonań. Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział, że będę pisać wiersze, zrobiłabym seppuku w czoło. Nie miałam takich planów, tym bardziej wiary
nie miałam wtedy sprzyjających gwiazd
nałogów żadnych.
Nie kosztowałam taniego wina, za to z maślanki
robiłam ciągutki.
Z wiatrem nie wychylając głowy poza atmosferę
kształtowałam plastelinę wpuszczając na manowce
coraz to nowe pokolenia analfabetów.
Uczyliśmy się puszczać kółka z dymu, nigdy nie opanowałam tej sztuki a tak mam ochotę dmuchnąć komuś prosto w zapatrywania .
W pracy siadywałam tam, gdzie mogłam
zagrać(nieodpowiednim) na nosie.
Sceny teatralne nie dla mnie. Tym bardziej słuchowiska.

Przyjaciółki bywały i owszem wcale zabawnie
dogadywałam się z chłopakami. I wtedy pojawiła się miłość.
Motocykl" Panonia", zapach "zielonego wiatru” za skórą.. oczyska ogniście zapatrzone. Wybrałam inne wydanie.

I stało się słowo ciałem. A właściwie trzy.
Tylko dzięki nim nie wyskoczyłam ze złotego kółka
na zielone trawy niezależności od uzależnień.
Popatrz. Jak przypadki potrafią nadać sens życiu.

Przed ostatnim zachodem półwiecza spotkałam
wszystko to, co mogło się zdarzyć długo przed.
Najpiękniejsze. Dzieło przypadku? Zagrywka losu?
Cokolwiek to było. Nie narzekam .Wprost. Przeciwnie.
Mój przyjacielu. Połączyłeś mnie z życiem.
*

kilka słów powiedzianych przez telefon
włożonych w kopertę wysłanych na adres
kogoś kto samotność zna bardzo dokładnie
na każdej drodze potyka się o nią


góra nie wpasuje się w tło lodowca



szukałam pocieszenia a zobaczyłam dno
w słowach które do żywego dotykają miejsc
niezamieszkałych z braku wyrafinowanej perwersji
sztuczna porcelana tylko z wyglądu jest taka sama
jak chińska laleczka tłucze się nocami
nabiera rumieńców pod wpływem ciepła
wystarczy dotyk
by nie rozstawać się ze złudzeniami
dzwonię pod numer zaufania

Panwkratkę zminiaturyzuje moje duchy niespokojne
na wszelki wypadek przysiądę fałdy
plisowanej spódnicy
moda na kanty nie minęła

posiedzę dłużej




Smutność walentynkowa

niebo co miało być rajem
w piekło zmieniło się
- szare
nie chcę więc nieba
ni piekła
- ot rzekłam
w zawieszeniu
między i pomiędzy bez

chcesz
to bierz



Kołysanka Alicji Wysockiej


Dziś nawet czajnik na mnie nie gwiżdże,
w kominie zasnął zziębnięty świerszcz.
Tuż przy zegarze wystaje cisza
jak gwóźdź zrdzewiały, jak z płotu żerdź.

I księżyc w pełni drąży po nocy
srebrzystą smugę za cieniem rzęs.
Nie powiedziałeś, chciałam usłyszeć
dobranoc Alu, ja ciebie też.






piesdomni


- Pokaż mi takie miejsce, gdzie sen nie jest snem, a życie jest jak sen.

w małych miasteczkach nie ma mostów
odpowiednich dla psa z kulawą nogą
z wyboru lub pierwszego kontaktu
do ostatniego balastu

z prawdą której nigdy nie stać
na słowa mówione w oczy prosto z mostu
tutaj nigdy nie było

w małych miasteczkach nie ma mostów
które dzielą bogobojnych
i łączą żałosnych w supermarketach
kupiono- sprzedano do ostatniego wina
zawsze leży po stronie
najmniej sobie winnych
pod mostem
tylko szkło nie ulega rozkładowi




Megazyny


upłynniam procenty optymizmu ukrytego w setce
kolorowych gazet oferujących bezpruderyjność w łóżku
najlepiej obsadzać role dwu lub czteroosobowe mówić
o fantazjach mocno wczuć się w apetyt na miłość
bez medali i zobowiązań zrodzić się do szczęścia
lub tańca wybór traktować serio aż

mdło się zrobi od sekretnych ujęć klatki
małp z bananami
zroszonymi rozprutą truskawką
zazdrostki wypalone kolejnym dymkiem srebrnej ciszy
zaczytanej w ciąg dalszy
nie nastąpi

o nie.
otwieram zsyp …..



re'animacja czyli space'rek


zimowy

wypuściłam się na białą scenę
drobię kroczki, taki balet w kozakach na sztywnych stopach
i nagle piruet zawrotny
brwi ułożyły się w wykrzyknik usta - w koło ratunkowe
ciszę przeciął świst, zgrzyt i krzyk - łaj
wszystkie gwiazdy i świetliki rozjaśniły mrok przed oczami
mącę kryształową taflę speszonym oddechem , zaklinam
> a niech to cholera<
granat rozrywa mi pewną część ciała
rośnie limonka
dojrzewać będzie zmieniając kolory z czerwieni
poprzez fiolet na żółtozielony
w zaciszu wymuszonego reanimowania, zagęszczam się
w pokrywie lodu
wstać nie mogę

muszę czekać
na jezioro łabędzie?

i że cię nie opuszczę aż do śmierci

2009 ROK Herbertowski

Herbert przewraca się w grobie

odchodzisz starcze, ustępując młodemu,
wydaje ci się że nabyłeś doświadczeń
w zmarszczkach na czole
naiwna to wiara
dla raczkującego
w rodzime destrukcje
obrzezane ze świadomości religijnej

egzystowałeś w oderwaniu od świata dawnej kultury
mawiałeś że tylko karły moralne nurzają się w przeszłości
pamiątki sztambuchy i rodzinne archiwa
zjada źle pojęty kurz historii
niedojrzałym owocem zawisły wszystkie twoje
zabawy samolocikami
wielkie dmuchanie w balony kryzysu
i globalnego ocieplenia
(...)

narodowy Alzhaimer to nie tylko problem z celebracją
pamięci

zapisane w testamencie
czeka na kolejne chrzciny
Roku Herberta

2009

Moje rozważania o cierpieniu poparte fragm. z Biblii

Człowiek wobec cierpienia

Cierpienie jest wpisane w porządek świata tak samo głęboko i nieuchronnie jak radość, zadowolenie, miłość, życie i śmierć.
Cierpienie doświadcza nas zarówno w sposób osobisty, jak i przeżywane jest przez najbliższych. Sytuacja cierpienia odsłania tajniki ludzkiego serca, ukazuje prawdę o człowieku, „ukazuje moc wiary albo bezsilność wynikającą z jej słabości, braku”. Wyróżniamy dwa rodzaje cierpienia: fizyczne i psychiczne.
Cierpieniu fizycznemu możemy zapobiec, fizyczne, to stan ducha, umysłu i serca. Czasem jednak oba rodzaje cierpienia łącza się ze sobą.
I takie cierpienie jest najgorsze- tak uważam.
Cierpienie należy znosić po ludzku, dopuścić do siebie uczucia i łzy.
Taką postawę charakteryzuje świat chrześcijański. Propaguje pokorę wobec wyroków boskich, zaniechanie złorzeczeniu, a zawierzenie miłosierdziu bożemu. Człowiek świata chrześcijańskiego nie złorzeczy Bogu, nie szuka winnych, jest pokorny i silnie wierzy w Opatrzność boską.
Biblia zapewnia nas, że wszystko w historii dokonuje się nie tylko za wiedzą Boga, ale także za Jego przyzwoleniem .
W Biblii bardzo dokładnie przedstawione jest cierpienie Abrahama: Bóg wystawił swojego sługę na próbę żądając, aby złożył w ofierze jedynego,
umiłowanego syna (Rdz 22, 1-12). Ileż emocji towarzyszyło Abrahamowi, jednak nie poddał się zwątpieniu w wyroki boskie,
w Jego miłosierdzie .Bóg jest solidarny z cierpiącym człowiekiem i nigdy nie pozostawia go samemu sobie.
Nikt więc nie cierpi w całkowitym osamotnieniu, bo Bóg zawsze jest świadkiem jego bólu i nie pozostaje obojętny.
Abraham doświadczył mocy Boga i wiara jego była jeszcze silniejsza.

Człowiek cierpi z powodu zła, które jest jakimś brakiem, ograniczeniem lub wypaczeniem dobra” (SD 7).
Cierpi, kiedy zostaje pozbawiony lub sam się pozbawia dobra, które winno być jego udziałem.
Stary Testament nie zna cierpienia przypadkowego: jest ono zawinione (każdy zły czyn mści się na człowieku)
albo pochodzi z dopustu Bożego. Przykładem może być Hiob- mieszkaniec miasta Uz, człowiek silnie wierzący, pokorny wobec praw boskich. Stwórca nagradzał go swoim błogosławieństwem, obdarzył majątkiem i liczną szczęśliwą rodziną.
Hiob dziękował bogu za opiekę i stosował się do Jego praw. Jednak Szatan nie mógł na >to patrzeć i zesłał na niego najgorsze nieszczęście.

"okrył Hioba trądem złośliwym
Od palca stopy aż po wierzch głowy"


Postanowił sprawdzić jaka jest moc wiary Hioba. Srodze doświadcza nieszczęsnego, zsyła na niego trąd, pozbawia rodziny i majątku, przyjaciół.
Hiob nie złorzeczy, nie wyklina Boga, wierzył w Jego Dobro i Miłosierdzie, bo wiedział , ze się nie sprzeniewierzył Bogu.
Dzięki swojej pokorze i silnej wierze Hiob pokonał Szatana.

Cierpienie może być rodzajem kary,ale i wówczas jej wielkość łagodzi świadomość, że stoi za nią miłosierny i dobry Bóg,a nie bezlitosny tyran. "Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę, a Jego łaskawość przez całe życie" (Ps 30, 6; por. Jr 10, 24; 30, 11;( czyż my ludzie nie mamy podobnie?)
Lm 3, 32-33; Mdr 3, 5). Cierpienie może być także sprawdzianem wierności względem Boga (Hi 1, 9-11).13
W krańcowej sytuacji, stwarzanej przez cierpienie, człowiek deklaruje się za Bogiem albo przeciw Niemu.
Hiob zadeklarował się z Bogiem.

Nowy Testament ma inne poglądy na cierpienie ludzkie. Nie jest ono karą za grzechy, nie Bóg zsyła cierpienia,lecz człowiek sam sobie jest winien, nie żyjąc według praw boskich, w zgodzie z przyrodą i sobie samym.
Bóg posłał Swojego Syna Jedynego, by odkupił grzechy ludzkie własnym cierpieniem, zarówno fizycznym jak i psychicznym.
Jezus nie poddał się ani mocy Szatana ani własnemu lękowi. Silnie wierzył w Ojca Swojego i Jego Miłosierdzie..

Ukrzyżowanie Syna Bożego ukazuje prawdziwe oblicze Boga, który będąc wszechmocnym, z miłości do ludzi nie zawahał się podjąć uniżenia,
cierpienia i haniebnej śmierci. Okazał swoją wszechmoc w niemocy na krzyżu, swój majestat okrył szatą uniżenia,odsłonił swą istotę jednocześnie ją ukrywając. "Jego wszechmoc objawia się właśnie w tym, że dobrowolnie przyjął cierpienie."
Mógł nie przyjąć. Mógł okazać swoją wszechmoc w momencie ukrzyżowania. Mógł sztąpić z krzyża i iśc wolny.
To, że pozostał do końca na krzyżu, to, że na tym krzyżu mógł powiedzieć do Boga tak, jak wszyscy cierpiący:
- «Boże mój, czemuś Mnie opuścił» (Mk 15, 34) – właśnie to pozostało w dziejach człowieka jako najsilniejszy argument.
Gdyby zabrakło tego konania na krzyżu, prawda, że Bóg jest Miłością zawisłaby w jakiejś próżni”.23 Bóg jest miłością (1 J 4, 8).
Tak umiłował ludzi i świat, który stworzył, że dla jego odkupienia wydał swojego Syna na ukrzyżowanie (por. J 3, 16).
Czy mógł pozostać obojętny na to, co działo się z Jego Synem? Nie, Bóg Ojciec nie zostawił Syna w samotności cierpienia; nie przestał być z Nim w przedziwny sposób zjednoczony, bo On zawsze jest blisko tych, którzy cierpią, jak był z Abrahamem i Hiobem.

***
Ani Stary Testament, ani nawet Nowy Testament nie dają odpowiedzi na pytanie, dlaczego cierpieniu przypadła tak istotna rola w Bożym planie zbawienia świata.
Niemniej jednak w świetle objawienia w Chrystusie ujawnia się tajemniczy sens, znaczenie i celowość cierpienia.
Na pytanie, czy Bóg niejako „usprawiedliwił” siebie wobec ludzkiego cierpienia, jest odpowiedź pozytywna: tak, – przez krzyż swego Jedynego Umiłowanego Syna.
. Dla ludzi zbuntowanych wobec Boga, cierpienie pozostaje nieusprawiedliwione, ale dla wierzących w Chrystusa znalazło swe tajemnicze „usprawiedliwienie”
w krzyżowej męce Jego Syna.

dlaczego "szczurołap?

ostatnio na moim forum czytałam wiersz pana o nikcku Lecter, który napisał wiersz
pt. czas szczurołapa
zaintrygoała mnie ten wiersz i dltego zwróciłam uwagę na film- "szczurołap"

a oto wiersz:

czas szczurołapa

budzę się
coraz bardziej nie do końca
coraz bardziej od początku
i być może nie byłoby warto
gdyby nie brak powodów
i być może nie widziałem tego nigdy

ludzie schodzili z gór
szli w moim kierunku
milkło za nimi tło cichły kontury
wmieszałem się w tłum
w moich rękach zapaliła się trąbka

ludzie ciągle schodzili z gór

Lecter- www.poezja org.

niedziela, 24 stycznia 2010

DOWCIPY


Uważaj ,Anioł Cię widzi

Włamuje się złodziej do pewnego domu. Wchodzi przez okno i słyszy głos:
- Uważaj ,Anioł Cię widzi.
Rozgląda się i nic nie widzi. Zrobił dwa kroki i znów głos:
- Uważaj, Anioł Cię widzi.
Zapalił latarkę, patrzy a w klatce siedzi papuga i mówi:
- Uważaj, Anioł Cię widzi.
Złodziej tak patrzy i pyta rozbawiony papugi:
- Jak się nazywasz?
- Kleopatra - odpowiada papuga.
- Co za idiota nazwał papugę Kleopatra??
Pyta złodziej. A papuga na to:
- Ten sam, który nazwał dobermana Anioł.

zima




Przyszła piękna i niewinna
pierzyną śniegu okryła drogi
wyniosła nieprzystępna zimna
zmroziła moje ogrody

biega boso po srebrnym lesie
strumienie wstrzymuje w rozbiegu
niebiesko-biały zmrok niesie
kryje zieleń pod czapami śniegu

siedziała z nami przy białym obrusie
ubrana w zwiewną długą suknię
odwiedziła karnawałowe bale
a wiosną gdzieś za morza umknie

mitycznie

pokusą Adama nie jabłka były

z piersi Ewy wydobył się jęk
gdy wężowym ruchem
po pniu zsunął trójkątnogłowy
przykuł wzrokiem czerwień
kusząc słodyczą ekstazy
po same myśli
pod sam kołnierz nocy
rozrzuciła Ewa nasiona
tysiące
a
tylko jedna pokusa
jeden
grzech
nieunikniony
zrzucam

sobota, 23 stycznia 2010

kłótnia o 'rap' i jego idee

ostatnio na jednym z forów poetyckich rozgorzał spór o rap, jedna z uczestniczek zwóciął uwagę, że młodzi używają wulgaryzmów w piosenkach uznawanych za rap, czy hip-hop.
wiele było różnych głosów, przytoczę:
Przy każdej okazji walczę o niezawężanie w żadnen sposób definicji tego słowa. Rap to forma ekspresji, to melorecytacja jakiegoś tekstu do podkładu muzycznego. Nie wolno narzucać mu jako formie żadnej ideologii. Fakt, że w większości jego jężyk jest, jaki jest, wynika z faktu, że tworzą go głównie młodzi ludzie i dla młodych ludzi. Teksty pełne są języka potocznego, kolokwializmów i wulgaryzmów. Nie znaczy to, że w tej formie nie ma ludzi próbujących dotrzeć do słuchacza o bardziej wysublimowanym guście. Koledzy wyżej podali już przykład Eldo. Ja może też umieszczę kilka utworów będących potwierdzeniem tego, co napisałem:

www.youtube.com/watch?v=WY48wHy1xV0

(z bardzo ładnym nawiązaniem do wiersza Rilkego)

www.youtube.com/watch?v=aayiPSMUJug&feature=related
www.youtube.com/watch?v=r-U3YvS_7FM

inny głosw dyskusji:

Tak to już jest na tym świecie, że są rzeczy, które nas drażnią i nic nie możemy na to poradzić. To tak jakby ktoś się oburzał i drażniło go to, że są ludzie, którzy wybierają polityków, których uważa za złodziei albo cynicznych aparatczyków.

A co do samego hiphopu, który niegdyś też mnie drażnił a dziś już tylko śmieszy, to istotę tego zjawiska uświadomił mi kiedyś pewien gość, którego zapytałem, jaka jest wartość w hiphopie, bo zazwyczaj i oprawa muzyczna i tekstowa są żałosne. Powiedział mi, że hiphop jest prawdziwy. I miał rację. Hiphop jest taki jak życie tych, którzy go słuchają. Mierny, beznadziejny, monotonny, ubogi, upstrzony wulgarnymi atrakcjami i w klimacie prymitywnego buntu. Po prostu bez aspiracji.

I tak samo teksty, o których napisałaś - one wyrażają pewną prawdę na temat jakiegoś elementu rzeczywistości, od którego można być dalej lub bliżej, ale jest i jest prawdziwy. Oczywiście wiadomo, że człowiek o określonych oczekiwaniach i aspiracjach nie przychodzi na portal poetycki, żeby czytać takie rzeczy, bo widzi je codziennie pod blokiem. Ale nie można mieć pretensji do autora, że nie zdaje sobie z tego sprawy. On wyraża swoją prawdę, która nie wchodzi w ogóle w takie rejony. A że wulgaryzmy... to kwestia lingwistyczna. Są ludzie, dla których wulgaryzmy stanowią rdzeń językowy, a zdanie typu "Spierdalaj, kurwa, weź mnie nie wkurwiaj" jest elementem codziennej konwersacji.


następny :
(...) mam wrażenie, że niektórzy sądzą, że ci kolesie z przypadku, co rapują o blantach i jak to im źle na ławce przed blokiem albo wielki tłusty murzyn nawijający o tym, ile panienek zaliczył, to cały rap. Zmartwię was - to nie jest esencja rapu, kto zresztą na poważnie traktuje tę muzykę, ten takie dziadostwo unika jak ognia.

Do posłuchania trochę prawdziwego rapu:

www.youtube.com/watch?v=wnONw6YgekE&feature=related

www.youtube.com/watch?v=IwWWUsHRZ6k

www.youtube.com/watch?v=g53nActB9c0

www.youtube.com/watch?v=ENsKMsaOe-4&feature=related

www.youtube.com/watch?v=cuvBpGVANYA

(polskie)

www.youtube.com/watch?v=Hy1tMKLyQnU

www.youtube.com/watch?v=7wwxd7IVUME

LIST DO OJCZYZNY!!!!

W oczach kalendarze przepełnione jak rzeki
gotowe do powodzi czekają na dogodność.

Mam dosyć wskazówek,"im więcej tym bardziej..",
nie ominę praw toczących się "ku lepszemu",
a ciągle pod górę.

Po kolejnych bruzdach ciemności,
ciągle po omacku stając na głowie,
wmawiam sobie, że jest mi z tym dobrze.

Robię odpowiednie wrażenie
do ambitnych planów wspomagania pańskiej biedy
rozrzucając na lewo i prawo gorzki uśmiech.

Pogrążani w coraz większej nędzy
na własne życzenie z wyboru
życzmy sobie,

by się nie dać naciągaczom, wszelkim populistom
i tym co nie potrafią mnożyć i dzielić dla reszty.

Wszystkiego dobrego Rodacy

2008

od pewnego momentu przestałem

być sobą

W życiu kończy się...
A jak się kończy, to
dopiero się zaczyna!

w głowie jakieś fanaberie
kosztem zdrowego odżywiania
włosów

i nie ma z kim pogadać
o wypadaniu
ta przy której budziłem się
teraz patrzy inaczej

przez okno na niewidoczne drzewa

w parku wróble kłótliwIe z gołębiami
wydzierają kawałek chleba
łabędzie coraz bardziej napuszone
ODpływają na głębię

coś we mnie iskrzy
i coś sieję pod wiatr

coś jakby politycznie

,,,,,,,$$$▒▒▒▒
´´´´´$$$$ ▒▒▒▒▒
´´$$$.$$$$ ▒▒▒
´´$$$$$$$$$$.▒▒▒▒
´´´´´´´$$$$$$.▒▒▒▒
´´´´´´$$$$$$$.▒▒▒▒▒
´´´´´$$$$$$$$▒▒▒▒
´´´´´$$$$$$$.▒▒▒
´$$$$$$$$$$$$▒
$$$$$$$$$$$$$$$$
´$$$´´$$$$$$$$$$$$$$▒
$$´$$$´$$$$$$$$$$$$.▒▒
´$$´$$´´´$$$$$$$$$$▒▒▒▒
´´▒´´´▒´´´´$$$$$$$$´▒▒▒▒
´´´´´´´´´´´´´´$$$$$$´´▒▒▒▒
´´´´´´´´´´´´´$$$$$´´´´▒▒▒▒
´´´´´´´´´´´´´´$$$$$´´´´▒▒▒
´´´´´´´´´´´´´´´´$$$$´´´▒▒▒
´´´´´´´´´´´´´´´$$´$$````▒▒
`````````````▒`````▒`````▒▒


koń Incinatusa
( senator rzymski)

prosty człowiek nie szuka wyrafinowanych konkluzji
lecz czytelnych recept dla zdrowego stylu życia

egzekucja komornicza - spuścić lanie komornikowi
nie spłacony kredyt - olać bank
powstrzymać import - barykady na tory

jak przystało na prostolinijność
trzeba mówić co się wie
- zbanalizować zbagatelizować

uproszczona myśl Lenina
że kucharka może rządzić państwem
stała się reality show logikantów Konopielki

nawet bez cytatu Bułhakowa
rozlega się śpiewka ludowa:
z nizin pod niebiosa niosą lep erosa
kultur pierwotnych wzór

historia kołem się toczy radośnie
zaczyna i kończy na wiośnie
2005.

brama Auschwitz

( minęło sporo czasu od czynu kradzieży metalowej bramy.
Sprawna akcja policji i straży granicznej doprowadziła do odnalezienia
złodzieji. Chcieli ją wywieźć do Niemiec.
- uleżało się a pamięci, powróciło)

był czas apokalipsy
zostało znamię
wrota zapowiedź strachu
ktoś utrącił im ramię


za cenę strachu cena w złocie

napisy zardzewiałej apokalipsy chrypią
przyuczamy je do przeszłości
kiedy wyciągamy kolec zdrady i kłamstwa
tkwący głęboko w pamięci
smak krwi pokąsanych kolczastymi różami
zostaje na zawsze
za drutami
użyźniona krzyżami gleba
i ręce gotowe do nowej zdrady

analogie śmiertelności powracają

Witam nowych znajomych na bloggerze


Dzisiaj zajrzałam do nawigacji i bardzo się ucieszyłam, że mam znajomych bloggerów. bTo bardzo miłe,że mogę czegoś od was się nauczyć. Stawiam pierwsze kroki na glogu, nie wiem jeszcze wszystkiego, u was mogę podpatrzyć conieco :P
pozdrawiam ciepło, miłego łykEndu.Jeszcze karnawałowego :)

Bezpański? obrazek

**


za oknami


w nierównym oddechu
szron osadza się pod nosem
chichocze
odgryziony kawałek
przywiera do języka łaskocze gardło
przełykam
i całe mnóstwo szklistych wyroczni
znowu zapowiada się
jutro
zimne łóżko z przeciągiem
w otwartych drzwiach
trzeszczą tysiące


i przyjdzie odwilż


w kawałku nieba
zabarwię seledynem
ziemię
chuchnę w dłonie
otworzy się wiosna


i przystroję

włosy w mlecze
trawą wzburzą się łąki
zakwitną stokrotkami sznurowadła
wiązać będą kokardy następnym krokom
zawtórują ptaki

i zakwitną dłonie w ciszy
zmartwychwstałej zieleni

skalnik we fiołkach zadurzy się
przyprawiając o zawrót głowy
kreta pod świeżym wzniesieniem

przemówią

oczy niebem

.2009

bardzo poważnie o niepoważnej

***

myślisz że mam we włosach gniazdo os
zdobi mnie gałązka kwitnącej wiśni

suknia - tulipan na biodrach
bose stopy w stokrotkach tylko nos
do góry zaczepia listki lipy

seledyn
zadziwia a ja bez kapelusza

idziemy na luzie ja i wiatr
do rytmu gwiżdżąc na promienie
zaglądające przez sito w twarz

mam ochotę podskoczyć i kopnąć
kamyk z całych sił żeby poczuć
kto wie kiedy powtórzy się
taki udany dzień

tak naprawdę mam dosyć piegów
i czkawki po twoim milczeniu
przez ciebie moja bezsenność

***
2006

autoironicznie

***

za ryczaną drogą do domu
kuleję z odciskami żalu
zamieniona w wykrzykniki
wyzwalam z życia pomału:

- wędrówki w za ciasnych butach
łzy wciśnięte do gardła
usta skrzywione boleśnie
- zasłu-żona ...jak żadna

do lasu między paprotki
ułożę się ze spokojem
krople sięgające ziemi
szumu kołyską ukoję

czas rzeką jak w porzekadle
nowy świt wstanie gotowy
powędruję w świat odległy
by stare zaliczyć progi


Wystarczy do szczęścia

bo wypłakać swe bóle
też trzeba mieć komu'

wszechświat kurczy się nagle
do czterech ścian domu
dziejowe posłannictwo
spada z piedestału
w czarną bez mleka
gorycz powszednich dni

zaślepieni własną ciemnotą
nie dostrzegamy blasku
nadziei w cudzych oczach

oprawieni w ramy przepisów
w ciasnych garniturach poglądów
zapominamy o odrobinie dobrej woli

a wystarczy jedno słowo
co ulgę niesie
dotyk co nie boli
pod którym kark nie gnie się
****
2008

Przypowieść

*****~~~~
Ślady stóp
~~~~*****
Którejś nocy przyśnił się pewnemu człowiekowi dziwny sen. Śniło mu się, że spaceruje z Panem Bogiem brzegiem morza, a na nieboskłonie rozbłyskują sceny z jego życia. Z każdą odsłoną na piasku pojawiały się ślady stóp - jedne należały do niego, drugie do Boga. Gdy zgasła ostatnia scena, mężczyzna obejrzał się za siebie i postrzegł, że wielokrotnie na ścieżce widać jedynie ślady jednej pary stóp.
Działo się tak w najtrudniejszych, najbardziej smutnych chwilach jego życia.
Zaniepokojony spytał Boga:
- Panie, obiecałeś, że jeśli będę kroczyć twoimi ścieżkami, zawsze będziesz przy mnie. Tymczasem w najczarniejszych momentach mojego życia widzę na piasku tylko jedne ślady stóp. Nie pojmuję, dlaczego opuściłeś mnie, gdy potrzebowałem Cię najbardziej?

- Najdroższe dziecko - odparł Bóg - za bardzo cię kocham, by cię opuścić.
W chwilach próby i cierpienia, tam, gdzie widać jedynie pojedyncze ślady,
niosłem cię na ramionach."
....ooO
....(....)......Oooo....
.....\..(......(....)......
......\_ )......)../......
...............(_ /........

piątek, 22 stycznia 2010

co przyniesie jutro


Co przyniesie jutro


życie nie kołysze
żelazną obręcz toczy

kolejny dzień

marzysz o ukojeniu
w piasku nad morzem
ślady zostaw co chcesz rób
z tymczasem

wyśnij jutro
albo wypij do dna

dla odprężenia

**((***)))***

w kąpieli

Leżysz w wannie jak na łące
Wdychasz olejki pachnące
Czujesz świeżość jakby wiosny
Nawet uśmiech masz radosny

Cała skóra odświeżona
Jakby nowo narodzona
Już wyglądasz super pięknie
Wyłaź szybko, bo rozmiękniesz!

i wylazłam z wanny szybko
bo mi mokro gdzieś za szybką
w oko mydło się dostało
oj, jak brzydko mnie bolało

olaboga wrzeszczę srogo
wszak nie wyszłam lewą nogą
za co wszystkie te katusze
czy ja zawsze cierpieć muszę


mało nogi nie skręciłam
kiedy z wanny wychodziłam
pośliznęłam się nieboże
gorzej chyba być nie może

czy boimy się spełnienia marzeń?

***(((***)))***


bo nigdy nie wie co z tego wyniknie

oparta o ścianę z punktem ciężkości na piętach
gotowa w każdej chwili do pozycji na baczność

na przeciw hologram prostych, ludzkich pragnień
wiruje w przestrzeni zbyt wysokiego napięcia

nie wyciąga ręki by nie spłoszyć sygnałów
więzionych w zielonych jabłkach

zostaje z marzeniami
cenne na dziś na jutro
na zawsze

bez odbioru
a może jednak

nie zawsze ludzie są przyjaźni

***(((***)))***

Beznadzieja - jeśli nie wiesz o co chodzi to wiedz…

serce Eryniom oddałaś
za życie przespane w półprawdzie

przywiodło mnie na te bezdroża
dookoła wody, lasy, pola, kilka domków
jeszcze niewygładzonych cywilizacją
chybotliwe wiejskie zapatrywania
przelewają się i łamią falami
czasem okoniem stają rozpaczliwie zasysając
powietrze spierzchniętymi dłońmi
zawężają drogę do nikąd
zatapiają palce głęboko
w horyzont gęsty od piany

tyle z nich do dziś

dźwięk telefonu otwiera mi oczy
wykrwawiam się
rozdzierana na strzępy
wrogością a może bógwieczym
zaszyfrowanym w języku nibyprzyjaciółki

… że chodzi tylko o pieniądze?

wartości zmienne nietrwale
na ołtarz wyniosłe pychą
w przyjaźni z oślepłą Temidą

idę na szczaw

nie każdy ma święta we własnym domu

***(((***)))***

święta. gwiazdka.
zapachy pieczonego. ciasta.
choinka jak tęcza. życzeń naręcza
i nowa rodzinna opowiastka

anioł w długiej sukience
opłatkowe nadzieje zrodzone w stajence

***
święta. gwiazdka
choinka bez ciasta
samotność i pustka
smak goryczy w ustach
wędrówki po kryjomu
marzeń stół zastawiony
udawany toast
śmiech bez cynamonu
zapach obcego domu

grudzień 2004

jeszcze choinkowo do 2 lutego

***(((***)))***

choinka

jak kwiat paproci
zakwitła szczęściem
płonąc w błyskotkach
unosi ramiona w majestat nieboskłonu
w tajemną moc tej dziwnej nocy

pachnącym łańcuchem życzeń
strojna. każdym nerwem
zielonego krwioobiegu
drży pod ciężarem oczekiwań

tyle w niej szczęścia i radości
z nadziei spełnień

anioł niemodny w liberii
układnej zadumy
spogląda z troską

mój aniele
czy już teraz myślisz o tym
co się z nią stanie?





2005

dla moich dzieci

***(((***)))***

Dom pachnący jodłą

ma zawsze otwarte ramiona
pachnie piernikiem i pastą do podłogi
wciśniętą w naskórek
dom z ogródkiem, a w nim ...
ze świeczkami w oku
z bielą obrusa
łuską na szczęście
z jemiołą na miłość

z dalekiej drogi
przyjdziesz znużony z opłatkiem w dłoni
siądziesz przy talerzu podróżnika
zawsze w tym samym miejscu
ciągle czeka

na ciebie

w moim Betlejem

***(((***)))***

Betlejem

szukaj mnie Panie w Twoim Betlejem
w krnąbrnym ciele bez skrzydeł anielskich

pokój temu światu nim Herod ogłosi
nim rzeź obwieszczą niewinnych dziatek

za warkoczem gwiazdy co promiennie prosi
podążę pokłon oddać zrodzonemu nie w porę

szukaj mnie wśród trzody pasterzy zlęknionych
wśród żłobu i siana z darem skromnie złożonym

nie mam nic takiego dla Ciebie
prócz dłoni szerokiej i miękkiego serca
to moje prywatne Betlejem
w nim znajdziesz Panie dużo ciepłego miejsca

Fanaberka z www. poezja.org

Nie był taki jakim oczekiwano

***(((***)))***


ludzie chętnie biegną do żłobu
ale są wściekli
gdy znajdują tam dziecko

miał być mocarzem - był maleńką dzieciną
miał trząść światem- to Nim trzęsło zimno
miał rozpierać się na złotym tronie
a tu taki wstyd - leży na sianie w żłobie

Bóg wszystko stawia na głowie
obiecywał tron dawidowy
tymczasem daje szopę
uchronił przed skalpelem herodowym
a zgotował Golgotę

tymczasem
kluczem ukrytym w stajence
odmieniło świat cały
to Dziecko betlejemskie

styczeń- czas życzeń

***((()))***((()))


Z Nowym Rokiem

reniferów mglisty zaprzęg
smugą wije się wśród gwiazd
księżyc Nawet z drogi schodzi
i rozprasza zimny blask.

marzeń ciepły szal
tuli nas do snu luli luli laj

choinkowych lampek rewia
w oknach tworzy barwny szlak
przy latarni w kręgu światła
w rytmie walca tańczy mgła

marzeń ciepły szal
tuli nas do snu - luli luli laj

cicha noc, miasto nie śpi
echem kolęd mury drżą
pastorałki płyną gdzieś
z zapomnianych życia stron

marzeń ciepły szal
tuli nas do snu luli luli laj

i mróz trzeszczy w znanym rytmie
wiatr w kominie cicho gra
i ja nucę pastorałkę
luli luli -laj, luli-laj

Wizerunek z Monopello

obraz, który nie nosi śladów farb

...” co tak naprawdę możemy wykrzyknąć
jakie przysięgi złożyć i komu
podajesz mi dłonie a ja kładę własne
na ich tkaninie..."
- ( Satkowski z www.poezja.org)
wizerunku z Manoppello

twarz na bisiorze
tkaninie cienkiej jak nić pajęcza
pojawia się i znika
pod odpowiednim kątem
z płótna żywo patrzą oczy
duże i jasne przenikają
z bliska
złamany nos
wydarty kawałek brody

- dlaczego On taki brzydki

stałam z kamieniem u nogi
było to jak spotkanie z żywą osobą
poruszyło

On wiedział
widzimy to co mamy w sercu

2007

bez Boga ani do proga

Pieśń proszalna

są dobrzy ludzie pamiętam poznaje
nie wnikam w obronę Boga nie trzeba,
pewne kwestie nie potrzebują obrony
pewne kwestie są ponad naszą miarę
schylam się nisko (...)* Michał Krzywak

Moje drzewo rozrasta się,
w rozgałęzieniach coraz więcej gniazd
- wylęgarnie aniołów,
w ich skrzydła kiedyś złożę mój sen.

Zawczasu splatam gałęzie zanim spłoną. w ciemności
przerzucam łuk nadziei pod kopułą kościoła
w rozmachu neogotyku zatrzymała się pieśń .

Bóg otwarł mi drogę przez Morze Czerwone
a ja krzyczę że jestem na dnie

mów, Panie
ale najpierw otwórz uszy moje
i z oczu zdejmij zaćmę,

będę słuchać może
obrócę dni w jasną stronę


2008

ballada o pękniętym dzwonie- z cyklu- moje schizy

(*)(*)(*)

nie, panie doktorze, jak długo można udawać
gwiazdę
leczteraz nie jestem kranem
a tym bardziej obłąkanym
czy pękniętym dzwonem,
- że nie swoim głosem bimbam
olewam czy cykam lub jak pan chcesz
nazwij to sobie
przygotowany jestem na ewentualności obie
na najgorsze a może najlepsze
mówisz pan, że psuję powietrze
i owszem nie trawię
czuję wściekłość prawie
gdy ktoś ponad nos długi wynosi
wtedy złość szalona
mnie ponosi

myślę wtedy -intensywnie -
jakby od tego zależała
cała moja przyszłość
pieprzona

w rytm bim, bam, bum
zaraz komuś wpi...w powietrz
będzie w mediach szum?

bajka o wietrze

Bajka o wietrze


W ciemnym lesie, echo niesie
szum gałęzi, śpiewy ptaków


Wiatr w gałęziach ma huśtawkę
fale morskie drzewom robi
nagle rzuca tę zabawkę
biegnie zwiedzać polne drogi.

Na polanie sarnę spotkał,
która trawę tam skubała
przez chwileczkę przy niej postał
lecz ta słuchać go nie chciała.

Na pagórku zawirował
porwał w górę trochę liści
pognał prosto nad jezioro
rybakowi w sieć podrzucił

Wtem zobaczył czarną chmurę.
Zrobił trąbę, dmuchnął mocno
chmurze zrobił wielką dziurę
teraz ludzie w deszczu mokną.

Na gałęziach jak na flecie
melodyjnie sobie nuci
szpak rozćwierka to po świecie
rankiem do nas wroną wróci

cisza

****
cisza
to czekanie
na kres myśli
wygniatają kolejne wschody
łagodnie chwytając w locie słońce
wstępujemy w zachód

zamarznięte na szybie obrazy
odtają ptaki nawołujące śmierć

w zdławionych szczelinach
mrok zgasi oddech

cisza

mam coś z fioletu

nie było burz bez drżenia powiek
to rzeczywistość zawisła nad nami
lampa. twoje dobranoc. skulone
gwiazdy lśniły

w świetle.twarz
o barwie fioletu.nie mówiłeś
o miłości.chyba śniłam
że mam coś
z fioletu.

a może bieli
śnieguliczki chronionej
ze względu na rozrost

okazja do gubienia liści.mówiłeś
zrobię ci zdjęcie.
.

trochę wspomnień

wtedy dziś jutro

jesteś?
byłam w milczeniu
ładowałam napięcie obrazom
bez wyrazu
obok miękkiej kanapy
dokładnie tam
gdzie sprężyny podskakiwały
ktoś dotykał moich wzruszeń
farbował lisa potarganym pędzlem
odgrzewał pytania
a potem studząc nieład rozrzucony o Ciebie za
-biegałam względnie normalnie
- dzisiaj tak myślę

kilka twoich słów
chowałam za szafę nagromadzone życzenia
niezdecydowana jak zawsze
nabijałam odciski wędrując w krajobrazy złudzeń

bąble przekłuwało życie
i trudno zaprzeczyć że nie jest dobrze
pomimo


•. .ஜ۩۞۩ஜ. •. .ஜ۩۞۩ஜ.

Przyjaźń to piękne słowo


o przyjacielu

Człowieka, który ma przyjaciół, nigdy nie złamią wichry losu.
Ma on w sobie dość sił, by pokonać trudności i iść dalej naprzód.
Nie sposób rozwinąć się w samotności, z dala od przyjaciół.
Można wybrać samotność, ale nie można paść jej ofiarą.
Żaden człowiek nie jest samotną wyspą.
Aniołowie udzielają nam rad ustami naszych bliźnich.


wczorajszym solenizantom Babci i dziadkowi

Każda Babcia Czarodziejka,

dziś jej wielkie święto jest,
więc dla niej te piękne kwiaty,
niech się cieszy, jest the best:-)

Teraz Babcie są odlotowe,
do wyrzeczeń wciąż gotowe,
mówią spoko, albo nara,
a ich uśmiech nas zniewala.

Babciom nie są obce...żarty,
to-ć to człowiek wesół, hardy,
jeździ nawet na rowerze,
znam tę Babcię, ja jej wierzę

Teresa Czapczyńska



DZIEŃ BABCI

babciu kochana
wezmę cię na kolana
kiedy dorosnę
kiedy przerosnę sosnę
ty będziesz jak maczek
wezmę cię na ręce
zobaczysz moje serce:)
nie zapłaczesz :)

hauku, bajki i o sobie troszkę

z autopsji

nie ma domu dach
nad głową niebo
we mnie
*
mam fundament ogniska
ciepło w sercu w głowie
puste kieszenie.
*
Nie mam talentu grosz
w kieszeni pustka
we mnie.

o grzybie

domek pod lasem
zagrzybione mieszkanie
starego grzyba

***
słoneczna plaża
ślady na mokrym piasku
fale zmywają

haiku wiśniowe

śnieżne ogrody
wiatr rozwiewa biały puch
przekwitły wiśnie

***

himerykowa emerytura


Emerytura, cóż to takiego,
czy oznacza koniec wszystkiego.
Cztery ściany pokoju,
dla świętego spokoju?
Koniec plotek przy kawie,
- ja się tak nie bawię!

Portfel cienki, aż płaski.
O rachunki niesnaski.
Koniec zagranicznych wojaży,
koniec spełnionych marzeń.?

*

emerytura Stasiu to coś pięknego
można wywalić wszystko do kosza
i zacząć nowe życiowe wątki
znając z autopsji złego początki

że kasy nie ma? A było za wiele?
niech tylko starczy na ''chleb i wodę''
wesoła dusza nie musi kucharzyć
ubierzmy w radość naszą swobodę

(Cecylia Serocka)
***

Haiku zimowe


Zimowy zmierzch.
Odciski stóp w piasku
na plaży w Gąskach.
*
Haiku jesienne

w jesiennym słońcu
listek na pustym drzewie
ptak na gałęzi

***
jesienny deszczyk
głowa pod kapeluszem
stary grzyb w lesie

***
pochmurne niebo
złociste aksamitki
słońce ogrodów
***

haiku z kluczem

błękitne niebo
czarną kreską znaczone
klucz dzikich gęsi

haiku śnieżne

kulka śniegowa
w pokoju na dywanie
biała angora


kiszenie kuszenie

na moim stole
pod baldachimem kopru
letnie przetwory

na moim stole
sezon ogórkowy
pod szklanym kloszem

lub

na moim stole
sezon ogórkowy
zamknięty w słoju

Fraszki , haiki, bajki

o końbiecie

Czemu mam się wstydzić
Że konia dosiadam
Wszak jestem kobietą
Dobrze pejczem władam

***


taka sobie bajka o celu życia

kiedy cel życia wiedzę przemyca
to jest to najlepszy cel dożycia

Po kłodach życia kroczysz wytrwale
z mozołem dzięcioła wykuwasz swój los
syzyfową codzienność przed sobą tocząc
cierpliwie napełniasz dziurawy wciąż trzos

na barkach dźwigasz los tego świata
z klapkami na oczach przed siebie gnasz
na narzekaniu mijają ci lata
- co z tego życia, ,człowieku masz!

Ileż w życiu człowieku ci trzeba
nie ważne co robisz , co masz
gdy sięgnie twoja drabina nieba
ziemskie rządy Bogu i tak zdasz.

2004 rok

***

Fraszka o bańce


moje serce jak szare mydło
leczy rany lecz się zmydla
bańką w pianę płynąc szumnie
znosi wiry bardzo dumnie


jak bańka mydlana
znikła
nim dojrzała
i tylko kropelka tęsknoty
łza na szyi
mała

***


jak się nie bać zimy- himeryk


pieszczotą złocistą ,drogą promienistą
odjechało słońce na żółtej biedronce

zmilkły ptaki marzeń
poryw serca- karzeł
miłości naparstek
i snu kilka garstek

niebo ziemię miesza
we mgłach lazurowych
w powłóczystej szacie
zima do nas schodzi

gwiazdom wzrok zaostrza
w odwrotności do mnie
księżyc wybałusza
oczyska ogromne

nieba nie opuści
wielki wóz gwiaździsty
mleczną drogą zjedzie
tylko mróz siarczysty

komu się pożalę , komu powiem troski
kiedy zima zmrozi drogę matce boskiej

czwartek, 21 stycznia 2010

luźne dywagacje O SZCZĘŚCIU

***

Pewien człowiek, który był wciąż smutny i nie potrafił odnaleźć w życiu radości, usłyszał podczas przechadzki w parku śpiewającego cudnie ptaka:
- Zazdroszczę Ci - powiedział, stanąwszy pod drzewem - Musisz być bardzo szczęśliwy, skoro tak pięknie wyśpiewujesz swoja radość.
- Ale ja nie dlatego śpiewam, że jestem szczęśliwy - odpowiedział ptak - jestem szczęśliwy, dlatego że śpiewam. Liczy się chwila, która trwa.

Nie pytam co to jest szczęście, nikogo, bo każdy ma swoją regułę, warto być szczęśliwym bodaj przez minutę, oczyścić duszę z zakłamania i fałszu zgryzot i zazdrości. Być szczęśliwym mimo mijającego czasu. Nie liczyć mu zmarszczek i plam na rękach.

A czas płynie w jednym kierunku .Z przeszłości zostawia wspomnienia. Biegnie bez wytchnienia, narzuca swoje warunki. Po co? Dla kogo? Wyznacza bariery uczucia. Nie wiemy jaki los nam zgotuje, od niego wiele zależy, Czy jest czas słońca, czy pora gwiazd? Nie daje nam możliwości wyboru .
Za to ja mam.
Mocne postanowienie.

moje podróże

Londyn

wyleciałam w obce słowa i własne myśli
z dużymi oczami szłam przed siebie
obok ty zawsze omijasz nieistotne - wiedziałam

gdy wrócę opowiem o domach i ogrodach z hortensjami
fuksjami co nawet zimą mają kolor czerwony
o morzu odsłaniającym ukryte w skałkach muszle
wdeptywałam w piasek
żółte liście moich kalendarzy
pokażę
fotografie i te wszystkie miejsca
którymi zachwycałam się pisząc: "szkoda że tego nie widzicie”.

opowiem o tym ile musiałeś znieść by dźwigać
osamotnienia
czerwień kojarzyłeś z domem ojczystym
teraz
marzenia przybrały kształt
znajomego punktu na mapie

zebrać wszystkie róże
usypać ścieżki powracającym

po drugiej stronie
wymarzony dom
wystarczy uchylić okna

środa, 20 stycznia 2010

na wesoło hej!

NA WESOŁO z HUMORKIEM!

Przychodzi baba do apteki i mówi do aptekarza, że chce kupić arszenik.
- Po co pani arszenik? - pyta aptekarz. - Chcę otruć mojego męża, który mnie zdradza.
- Droga pani, nie mogę pani sprzedać arszeniku, aby pani zabiła męża, nawet w przypadku gdy sypial z inną kobietą.
Na to kobieta wyciąga zdjęcie na którym jej mąż kocha się z żoną aptekarza.
- Oooo! - mówi aptekarz - Nie wiedziałem, że ma pani receptę!
=
Babcia Jasia jedzie samochodem. Nagle zatrzymuje ją policja:
- Widzi pani ten znak? - stróż prawa pokazuje ograniczenie prędkości do 50 kilometrów na godzinę.
-A pani przekroczyła siedemdziesiątkę! - Nie prawda! To ten kapelusz tak mnie postarza!
=
Młoda, śliczna sekretarka w pierwszym dniu pracy stoi nad niszczarką dokumentów z lekko niepewną miną.
Oczarowany kolega z pracy postanawia wybawić dziewczynę z opresji.
- Mogę ci w czymś pomóc?
- Pokaż mi jak to działa.
Chłopak bierze z jej rąk dokumenty i wkłada do niszczarki.
- Bardzo ci dziękuje!
A którędy wychodzą kopie?
=
PARTNERSKA MATEMATYKA
mężczyzna inteligentny + kobieta inteligentna = ROMANS
mężczyzna inteligentny + kobieta głupia = PRZYGODA
mężczyzna głupi + kobieta inteligentna = MAŁŻEŃSTWO
mężczyzna głupi + kobieta głupia = CIĄŻA
=
Lech Kaczyński umarł. Jego dusza powędrowała do bram nieba, gdzie czekał na niego św. Piotr.
Piotr zatrzymuje Lecha i mówi: - Słuchaj, stary! Z kimś takim jak Ty nie mialem do czynienia
na co dzień, mamy więc specjalną procedurę dla takich przypadków.
Szef każe Ci spędzić jeden dzień w piekle, i jeden w niebie,
żebyś mógł sobie sam wybrać miejsce zamieszkania.
Tam, gdzie wybierzesz, spędzisz wieczność.
Uśmiechnięty Kaczyński odpowiada: - Ale ja już wybrałem, chce do nieba!
Na to Piotr: - Przykro mi, takie są zasady.
Więc Lech wsiadł najpierw do windy prowadzącej do piekła.
Winda się zatrzymała, drzwi się otwierają. Widok wprawia pasażera w zaskoczenie.
Przed nim jest zielone pole golfowe, obok widać pawilon klubowy.
Siedzą tam wszyscy jego nieżyjący przyjaciele, rodzina, elegancko ubrani.
Na jego widok biegną z otwartymi ramionami i witają go radośnie,
a następnie zapraszają na wytrawną kolację z szampanem i kawiorem.
Przy kolacji odwiedza ich diabeł, tak samo elegancko ubrany, czysty, ogolony itd.Przynosi im lody.
Gdy Lech kończy piąty kieliszek szampana, diabeł mówi: - Śmiało, Leszku, wypij następny.
- No, nie wiem czy to wypada...
- Spoko, tu jest piekło i wszystko wolno!

Po 24 godzinach spędzonych w piekle Lech zaczyna się poważnie zastanawiać.
W sumie diabeł to fajny gość, kulturalny, opowiada śmieszne dowcipy.
Nie jest tak źle, ale zobaczymy, jak będzie w niebie."
Przyszła kolej na wizytę w niebie.
Co prawda czysto, ładnie, wokół sami mili ludzie i oczywiście Szef.
Lech czuje się troszkę nieswojo, zwłaszcza że zamiast dobrego klubu jest zwyczajna jadłodajnia,
nikt nie opowie świńskiego dowcipu ani wulgarnie nie zażartuje.
W dodatku wszyscy ciągle powtarzają o "wieczystym pokoju" i generalnie jest miło, ale nieciekawie.
Gdy przyszedł czas na wybór, Kaczyński przychodzi do św. Piotra i mówi:
- Widzisz, Piotrze. niebo niewątpliwie też ma zalety itd, ale chyba jednak wolałbym pójść do piekła.
Piotr oczywiście nie kwestionował wyboru.
Nagle Kaczyński poczuł, że traci grunt pod nogami i po krótkim locie twardo wylądował
na spalonej, ognistej ziemi.
Rozejrzał się wokół i z przerażeniem stwierdził, że piekło już nie jest wspaniałą sielanką.
Przed nim była tylko smoła, sadza i unosił się smród palonych zwłok.
Ujrzał swoich przyjaciół poddawanych okrutnym torturom, skutych łańcuchami.
Nagle poczuł kudłatą, śmierdzącą łapę diabła na swoim garniturze.
Przestraszony, spytał: - Kolego diable, a gdzie się podziało pole golfowe, klub i szampan?
Czemu nie jest już tak pięknie, jak było tu wczoraj?
Na to diabeł z uśmiechem: - Wczoraj mieliśmy kampanię wyborczą.
Dziś zagłosowałeś na nas.

nad jeziorem

olcha oskubana nad brzegiem stała

dziwiłam się 

pytałam

kto cię tak urządził

nie powiedziała

haiku

wczesny poranek
kielichy wypełnione
pszczoły w krokusach

***

wczesny poranek
pusty kielich na stole
pan z kacem w łóżku

***

coraz cieplej
na zmianę z pszczołą
w kielich krokusa
(jasna)

***

Szuka pyłku
Pszczoła w kielichu
Opita jak bąk


Nawet pszczoła
Potrafi
Zbijać bąki

Z prośbą do Boga

wilcze " echa"

nie chcę być rzepem ani pokrzywą
tym bardziej wilczą jagodą


w Twoje ręce oddam smutek
przyjmiesz jak dobrą monetę
wierzę Ty jeden potrafisz
pokrzywę pogodzisz z rzepem

na nowo pragnę odzyskać
w oczach diabliki wygasłe
radość światu przekazać
jak garść monet z pomysłem

na kupno pamiątki z wczasów
kompletu praktycznych kluczy
co raj na ziemi otworzą
by strach się po niej nie włóczył

ze strachem odejdą w nieznane
smutki i troski obrzydłe
pragnę w ich miejsce radości
prawdziwej jak chleb z powidłem

gdy zło nie znajdzie pożywki
maki zakwitną w ogrodach
zatrzymam je w ciepłych dłoniach
szepnę-
ważna jest miłość i zgoda

tyle cudów dookoła
głupotą ich nie zniweczę
Ty
wnosisz wiarę w człowieka
ucząc mnie pisać wiersze

na leniwego

BIEDRONKA


Ech, wy ludzie prości, którym nic nie potrzeba.
Z piwkiem w cieniu dębu, biedronkę ślecie do nieba.
A biedne  stworzenie marnymi skrzydłami
trzepocze by nie spaść, przebiera łapkami
leci 
Chlebem dzielić się z nierobami.

*
i tak sobie myśli gdy leci nad siołem
że ta moja wolność to w oczy was kole
uwiązane dwunogi drepczące po ziemi
nauczcie się wreszcie każdą chwilę cenić
pracować zarabiać pomagać gdy trzeba
a nie tylko wołać:  Biedroneczko leć do nieba...

Jacek Suchowicz

tylko ty bez osób trzecich

dwie trucizny, to o jedną za dużo

Wiesz, kiedyś chciałam cię 
oprawić i karmić 
wilczym łykiem przyprawionym miętą.

Myślałam też o tym, żebyś zaistniał 
między ociosaniem a kolejną przecinką
leśną.

Wkleić cię chciałam
w paprocie  - zakwitłbyś
na użytek szukających
czaru.

Teraz wiem 

nie mogę, 
bo jesteś wilczomleczem,
a ja Jagodą
z jaru.

takie zwyczajne rzeczy

pachnie parzona kawa lubię zapach 
pszenicznego łanu w samo południe 
mam namiastkę oglądania złota całego świata 
dobra zapychają spichrze naszego chcenia 
czasami ogarnia niepokój usprawiedliwiany
jakośtambędziectwem niech inni się martwią po nas
zostanie zaśmiecony księżyc i jałowa planeta 
póki jest "teraz" smakuje ikra najlepiej 
z bąbelkami w wannie pachnącej waniliowo 
świecy w lampkach po szampanie
namiastka miłości 

rozkojarzyłam się 

z kominka drewno rzuca iskry na koci pałąk pośrodku kuchni 
papuga drepcze szukając dziurawej pięty pod stołem
królik jak kulka śniegu jak kłębek 
biegający po podłodze na czas produkcji skarpety
moje bogactwo w niej haluksy niebankowe 

pod oknem trzeszczy śnieg 
sarny przychodzą obskubywać krzewy
jakby mało im było karmy wynoszonej codziennie 
dziwi mnie - przecież do lasu tak daleko
do zrozumienia

o kawałek słoniny ptaki  wszczynają kłótnię
zupełnie jak w domu
pranie się robi a pajęczyny nietykalne 
jak święte obrazki za nimi

ciemność

pędzą, pędzą sanie niby błyskawica - śpiewali Skaldowie

W niedzielę Kazio zaprosił nas na kulig do leśniczówki. Wiózł nas po największych ostępach leśnych, po duktach nieuczęszczanych, krzyki płoszyły sarny i zające, które umykały w pośpiechu. Raz za razem trzeba było się zatrzymywać, bo Piotr wywalał się na zakrętach. Ulka przez całą drogę martwiła się o garnek z barszczem, który to podskakiwał na wybojach i krzywiznach drożyki leśnej. Umieszczony wraz z innymi "towarami" w dużych saniach, tzw. gospodarczych chlapał zupą ąż slina leciała, tak smakowite zapachy się roznosiły.

Na miejscu rej wodziła siostra Wanda, grzaniec w jej wykonaniu przeszedł najśmielsze oczekiwania, piwo na miodzie i zaprawa korzenna rozgrzewały nasze przemarznięte ciała, radowały dusze. Dziewczynki ogrzewały nóżki przy ognisku. Roksanka trochę kwękała, że jej zimno, ale po biegu na jezioro i łowieniu ryb z przerębli, szybko zapomniała o zimnych nogach :)

Ognisko smaliło dopóki  wiatr nie rozpalił płomienia, drewno skwierczało, sypało iskrami. Barszcz szybko doszedł do temperatury godnej zjedzenia. Takiego barszczu jeszcze nigdy nie jadłam. Zachwalaliśmy dzieło Ulinki. Oblizując się z apetytem, aż  wazówka sięgła dna.

Wracaliśmy ze śmiechem i śpiewem z szybkością błyskawicy.Snieg kurzył w oczy . Piach zgrzytał nie tylko pod płozami ale i w zębach.

tabletki przeciwbólowe- opowiadanie

Tabletki przeciwbólowe

Leżała zwinięta w kłębek otulona niebieskim kocem. Była blada,wyglądała na chorą. Niebieski kolor pogłębiał cienie pod oczami. Przypatrzywszy się bliżej można było zauważyć, że jej bladość wiąże się z brakiem makijażu. Królowa blichtru chora na melancholię, wyglądała jak zmięty papier. Upokorzona potrzebą bliskości, wklęsła się w sobie. Czuła się jak czarnobiały telewizor z przebrzmiałymi obrazami. "uśmiech, sen, nadzieja"- (Kant)

wykłady z kantem
Pamiętam cię z wykładów.
Siedziałeś na kancie destruktywnie doświadczony pełnoletniością.
Ołówek w twojej dłoni służył tworzeniu.
Notatnik pusty nie był, jak kartka dżona loka.
Wczytywałeś się w kropki, które zostawiła mucha ,
całkiem bezinteresownie. 

Łączyłeś ze sobą te kropki ciągiem prawdy 
powszechnego upodobania do bazgrania.

Do woli używałeś sobie
muszej kaki jako środka
wewnętrznego uciszenia niepokoju .
Kantem wżynał się w sumienie.
Może sumienia używałeś jako celu
w manipulacji?

Poczułam subiektywne piękno tych myśli.
Dla przeciwwagi licząc barany na wykładzie 
z błogim uśmiechem usnęłam pełna nadziei.

Boskie dzieło stworzenia nie ma końca.*
Śniła

Schodzili z Jaskini Niedźwiedziej w trójkę. Od czasu, gdy się poznali, trzymali się razem.
Dobrze jej było w ich towarzystwie. Takiej przyjaźni zazdrościła im cała uczelnia.Po skończonych zajęciach chodzili na dalekie spacery, opowiadali o sobie, o wszystkim i o niczym.Śmiali się takim śmiechem, który dźwięczał długo w uszach, szczery i radosny, niezobowiązujący.Kwitła w ich towarzystwie. Jeden dowcipny,wesoły, drugi nadto poważny, ale oka z niej nie spuszczał, uzupełniali się jak dzban i ucho.
No więc schodzili z góry, droga była śliska po deszczu. Najpierw obaj trzymali ją pod ramię, żeby - nie daj Boże- się nie przewróciła. Powiadali. Czuła się jak w imadle, wyrwała się i pobiegła do przodu. Dogonili i złapali się za ręce, ona w środku, biegli tak, dopóki starczyło tchu. Dudnieniu kroków towarzyszyło trio śmiechu, nie mogąc chwycić oddechu poprzewracali się na kamienistą , mokrą drogę, teraz dopiero był powód do radości, utytłani w błocie wyglądali jak bure niedźwiedzie.Kiedy się podnosili, jego twarz na moment zbliżyła się do jej. Bicie serca usłyszały chyba wszystkie kamienie, kamyki i smreki. Na moment spoważniała, by roześmiać się skrywając zmieszanie i coś, co spowodowało wykwit rumieńca.
_ Wyglądam jak pelargonie w najlepszej fazie swojego rozkwitu - przebiegło jej przez myśl.
Pierwszy raz kochali się w ich pokoju. Drugi miał jakieś zajęcia, albo został poproszony o dyskretne usunięcie się.To co przeżyli we wzajemnym uścisku, nie da się opisać żadnym słowem. Euforia wybuchała cichła i od nowa się zaczynało, trwali tak godzin kilka, zmieniając prześcieradła,potem ręczniki.
_ Gdzie się to w tobie mieściło, pytał zafascynowany, nie miałem jeszcze takiej dziewczyny.
Już te słowa powinny dać jej do myślenia, ale wówczas...utopiła się w jego oczach.

Gdy dziś zerkam w twoją twarz 
Nie potrafię znaleźć siebie tam 
Nie pozostał po mnie ślad
płomień zgasił przeciwności wiatr 
wybacz ale nie zapomnę 
nie wymażę żadnych wspomnień
nie wymarzę nas

- Robaczku, dzisiaj się nie spotkamy, muszę wyjechać na cztery dni.
- Gdzie?
Nieważne, po prostu muszę.Spotkamy się we wtorek.

- Hallo, co jest maleńka?
- Ooooo, jesteś w domu? Nie pojechałeś?
- Gdzie?
- No właśnie, gdzie? Mówiłeś, że musisz jechać.
- hmm, no tak, ale...

*
- Haniebne tchórzostwo- myślała- zamiast siódmego nieba doczekam tu siódmego krzyżyka.
Lekko pomylona anielica z wyrafinowanym humorem cierpiała kserofobie.W ich związku zabrakło tego trzeciego.
Reżim osamotnienia jakiemu się poddała, źle wpływał na jej samopoczucie. Opierała się nachalnym umizgom podstarzałych fanów. Młodszych unikała. Ten, któremu zaufała, którego pragnęła, nie był wart jej poświęcenia. Więc w czym rzecz? Dlaczego czuje takie pieczenie w żołądku? Ścisk w krtani, brak powietrza. Pokuta była nierównomierna do czynu.
Podniosła oczy patrząc w skrawek nieba, niebieskiego jak jej twarz.
Ciekawe jakie kwiaty mi przyniesie, czy pamięta, że uwielbiam konwalie.
Przez kraty przesiąkał ostatni promień słońca.
Drzwi do nowego świata były w zasięgu.Tunel jaśniał niespotykanym blaskiem. Było tak pięknie.
- Hallo, proszę wstać, idziemy na USG.
Nie wstała.

* Kant

piątek, 15 stycznia 2010

wyczytane w necie

Żyjemy coraz szybciej, pracujemy coraz więcej. Takie czasy. Ale czy to znaczy, że mamy chodzić notorycznie niewyspani i przemęczeni? Jasne, że nie. Poczuj rytm, w jakim pracuje twój organizm i... tańcz, jak ci biologia zagra. To ona ustala reguły.

Dawno, dawno temu homo sapiens nie używał komórki, w porze lunchu polował, a na wynalezienie żarówki miał jeszcze poczekać parę ładnych lat. Naturalne światło słoneczne było wówczas najważniejszym regulatorem dobowej aktywności człowieka, wyznaczając widny dzień jako czas na działanie, zdobywanie pożywienia i przemieszczanie się, a zmrok i noc - na porę odpoczynku i snu.

Teraz cuda techniki w rodzaju jarzeniówek czy ekranów HD wytwarzają sztuczne światło i utrudniają słońcu całą robotę. Jakby tego było mało, coraz więcej czasu spędzamy w pracy, zaniedbując przez to odpoczynek i sen. O tym, jak ważne dla dobowego rytmu człowieka jest pozostawanie w zgodzie z prawami natury, świadczy fakt, że za rytm ten odpowiada specjalny układ w mózgu, zwany centralnym zegarem biologicznym.

Między bajki możesz włożyć historie o tym, że godzina snu przed północą równa się 2 godzinom snu po północy. Grunt to położyć się spać wtedy, gdy odczuwasz zmęczenie, a więc kiedy dyktują ci to twoje geny zegara. Niektórym z nas jednak zegar biologiczny może płatać figle.

U "sów" jest on opóźniony, a u "skowronków" - przyspieszony. Typowa "sowa" nie znosi wcześnie wstawać - jest wtedy niewyspana i mało przytomna. Najlepiej funkcjonuje w nocy. "Skowronek" natomiast odczuwa senność już około godziny 19, a wstaje o 5-6 rano. Najlepiej pracuje mu się w ciągu dnia - wtedy szybko rozwiązuje problemy i jest najbardziej wydajny.

70-80 proc. ludzi to tzw. nawykowe sowy i skowronki - ich chronotyp jest wyuczony i zależy od stylu życia, jaki prowadzą. Mogą bez większego wysiłku zmienić swój rytm aktywności (pod warunkiem że chcą i że rodzaj wykonywanego zawodu nie stoi na przeszkodzie). Na przykład większość aktorów i studentów to "sowy", a sprzedawców - "skowronki". - Pozostałe 20-30 proc. posiada odmienny od reszty ludzi wariant genu zegara - mówi dr Wichniak. To tzw. prawdziwe sowy i skowronki, które nie są w stanie bez pomocy leków i terapii przestawić swojego chronotypu

1. NREM, w trakcie którego przechodzisz ze stanu czuwania w sen - najpierw płytki, później głęboki. Wtedy właśnie twój organizm wypoczywa: spada temperatura ciała, zmniejsza się ciśnienie tętnicze krwi, spada częstotliwość oddechu, serce bije wolniej i następuje synteza hormonu wzrostu. W każdym kolejnym cyklu sen głęboki trwa coraz krócej. Gdy jesteś przemęczony, dominuje on przez większość nocy.

2. REM, w którym pojawiają się marzenia senne, a twoje gałki oczne gwałtownie się poruszają, oglądając senną rzeczywistość. Gdy głęboki sen biologiczny zostanie już zaspokojony, REM wydłuża się nawet do 50 minut (w pierwszym cyklu trwa ok. 10 minut). To czas dla mózgu na przetworzenie i posegregowanie informacji przyswojonych w ciągu dnia. W REM ciało zachowuje się jak w stanie czuwania: wzrasta ciśnienie tętnicze krwi, serce bije szybciej, przyspiesza też oddech. Długość trwania jednego cyklu snu zależy od genów. U jednej osoby może trwać 80 minut, u drugiej 120. Każdy z nas potrzebuje jednak od 4 do 6 pełnych cykli, aby się wyspać. Prosta kalkulacja - jednej osobie wystarczy 5 h snu (4 cykle x 80 min), druga będzie potrzebować 12 h (6 x 120 min)

środa, 13 stycznia 2010

straszna wiadomość - doniesienia z kraju i ze świata

trzęsienie ziemi na HAITI, tysiące osób zginęło,
a ja rozpaczam po buku, który runął na wyspie ze starości,
życie niesie tragedie,

dowcip o mężczyznach

czytałam ostatnio dobry dowcip, więc wklejam go

Jak konsumować mężczyznę?"


Facet w galarecie.....
Wiedzą to kochanki i wiedzą to żony:
facet przed konsumpcją ma być wymoczony.

Można go doprawić szczyptą pikanterii,
żeby nie był mdławy, (lecz bez fanaberii ...)

Potem na ogniu zmysłów gotujemy faceta.
Kiedy zdjąć go z ognia? - wie każda kobieta.

Trzeba tu uważać moje drogie panie,
bardzo niekorzystne jest "przegotowanie".

A ... i jeszcze jedno (niech mi każda wierzy),
źle jest także, gdy facet jest trochę nieświeży ..
.
"Po myśliwsku" smakuje, gdy masz chęć polować,
a "po prowansalsku", gdy chcesz go całować,
" na słodko" zbyt nudzi, "na ostro" zbyt brudzi,
"w sosie słodko - kwaśnym" najczęściej marudzi ..

Nie próbujcie jednak w zalewie octowej,
bo go nabawicie w mig frustracji nowej.

Gdy za dużo octu jest w waszej miłości,
jest to zagrożeniem dla jego męskości.

A więc dochodzimy do ciekawej puenty,
że najlepszy facet jest leciutko "ścięty".

Dodajemy więc szczyptę żelatyny
i spożywamy go "na sztywno",
lecz bez sztywnej miny :-)))

przemijanie

GDY PŁYNĘŁAM ŁÓDKĄ PO JEZIORZE Z DALEKA WIDAĆ BYŁO
OLBRZYMIE DRZEWO POŚRODKU WYSPY
PEWNEGO RAZU JAKOŚ DZIWNIE ŁYSO SIĘ ZROBIŁO, PODPŁYNĘŁAM BLIŻEJ,
łodkę zaczepiłam o drzewo i wysiadłam na brzeg, oczom ukazał się straszny widok
nie było drzewa tylko olbrzymie konary konały na ziemi

i tak powstał ten wiersz


tylko pień rozdarty straż trzyma nad zwłokami


dłonie
dotykają miejsc gdzie przelatywały mgły
wilgotne ciepło mieszało noc miękkim dźwiękiem
otaczającej wody

kiedy lata zaczynały opadać z kalendarza
szczyty w brązach tliły się na tle księżyca
zaczęła wyrastać

wśliznęła się w tożsamość
zdobyła status zasiedleńca
opanowała niezamieszkałe obszary

ratunkiem miała być szczepionka

pękły ramiona potężnego starca
z hukiem i krzykiem
ptactwa

próchnem płacze
zieloność wydeptana przez ludzkie myśli

na spacerze w lesie

z ojcem w lesie

pamiętam
sto lat albo i więcej temu
z ojcem za rękę po białym śniegu,
brnęliśmy po lesie

śnieg przytulony do drzew do ziemi
ślady życia
widzisz
tutaj żerowały sarny
tam dziki ziemię zryły
a tu, zobacz jakieś ptaszki
śladów tyle że zliczyć trudno
widzisz tam pod gęstym świerkiem
zająca legowisko
to drobne to nie pieprz

pamiętam wesoły śmiech ojca
spłoszył ciszę
dzięcioł pstry na buku
wiewiórka czymś rzuca
przykucam wyskubana szyszka
zachwyca

zakochałam się
w świerkach oblepionych uczuciami zimy
w soplach dzwoniących echem
powracającej pieśni o wiośnie

A WRACAJĄC DO tego co pisałam poprzednio, sprawdza się
pogoda zmieniła się wiało strasznie, dmuchało i sypało,
rano nie mogliśmy otworzyć drzwi, tyle było śniegu