niedziela, 19 grudnia 2010

święta za pasem, to ostatnia niedziela adwentu

"To właśnie tego wieczoru, gdy mróz lśni jak gwiazda na dworze,
przy stołach są miejsca dla obcych, bo nikt samotnym zostać nie może.
To właśnie tego wieczoru, gdy wiatr zimnym śniegiem dmucha,
w serca złamane i smutne, po cichu wstępuje otucha.
To właśnie tego wieczoru, od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy, Bóg rodzi się w człowieku."\


Niech magiczna noc Wigilijnego Wieczoru
Przyniesie Ci spokój i radość.
Niech każda chwila Świąt Bożego Narodzenia
Żyje własnym pięknem,
A Nowy Rok obdaruje Ciebie i Twoją rodzinę,
Pomyślnością i szczęściem.
Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia
Niech spełniają się wszystkie Twoje marzenia.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

opowieść przedświąteczna- bądzmy dobrzy

Był mały chłopiec, który sprawiał przykrość swoim bliskim.
Pewnego dnia jego dziadek powiedział mu,
aby za każdym razem gdy kogoś skrzywdzi wbił jeden gwóźdź w płot,
który znajdował się za jego domem.
Gdy już się trochę tych gwoździ uzbierało, to dodał
- "A gdy osobę którą skrzywdziłeś, przeprosisz za to co zrobiłeś lub zrobisz dla niej dobry uczynek, to wyciągnij jeden gwóźdź z płotu".
Po pewnym czasie w płocie nie było ani jednego wbitego gwoździa.
Dziadek pochwalił chłopca i dodał
-"Popatrz teraz na płot. I zauważ, że pomimo iż wynagrodziłeś swoje krzywdy, to blizny pozostają"

wkrótce święta

**bo nie był takim, jakim oczekiwano

ludzie chętnie biegną do żłobu,
ale są wściekli, gdy znajdują tam dziecko...
najbardziej nie chciane dziecko betlejemskie
narodziło się na sianie w stajence


miał być mocarzem - był maleńką dzieciną
miał trząść światem - a Nim trzęsło zimno
miał rozpierać się na złotym tronie
a tu taki wstyd - nagi leży w żłobie

Bóg wszystko stawia na głowie
obiecywał tron dawidowy
tymczasem daje nędzną szopę
ochronił przed skalpelem herodowym
świat zgotował Golgotę

a dziecko, które nie mogło nic dać
kluczem ukrytym w żłobie odmieniło świat



(¯`•..ஜ۩۞۩ஜ..•´¯

Stwórca ma do mnie interes...

uwikłani w kontakty

sumienie i chleb idą w ludziach parami,
to stanowi cechę człowieka i decyduje o jego godności


Stwórca wciąż ma do mnie jakiś interes
nie pozwala spokojnie bujać w fotelu
doświadcza nie po to by sprawdzić czujność
ale by ogołocić ze złudzeń
zedrzeć kolejną maskę
za którą bezradne dziecko
objada się gorzkim chlebem

inni pracowicie konsumują
utajnione sumienie
bez tłumacza

***
Zrozumieć i iść dalej

motywy literatury
mieszają się z ostrością słów
- przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli

ulatują treści i przepowiednie
o kończącym się czasie
nie robią wrażenia
deszczowe dni krystalizują
promień
odmiany losu.

niedoskonałe kroki jak głupie ćmy
prowadzą w światło obszar
przesiąknięty niezrozumieniem

życie
czytając każdą chwilę
po swojemu
idzie pod rękę ze słowem

***

Rozum paruje szukając pary do wiary

można umrzeć wierząc w sens życia i śmierci
koszmarem jest żyć wątpiąc we wszystko

życie daje szturchańce śpiącemu w ciemności
prawie dotykalnej pełnej zwątpień
kołysanych sierocą chorobą

wkładając dłoń w ranę obudzimy się
bez zadawania pytań o sens
szarpania zamkniętych drzwi

trwamy próbnie Obleczeni w szatę
nie dbając o napełnienie jej treścią
wiary i aktu posłuszeństwa

dopóki nie znajdziemy Boga
sami Go sobie zastępujemy
a świętego Piotra obarczamy winą
za odmowę otwarcia bram


błogosławieni których rozum nie karłowacieje
albowiem oni oglądać będą niebo niebieskie


***
pieśń proszalna

Moje drzewo rozrasta się,
w rozgałęzieniach coraz więcej gniazd
- wylęgarnie aniołów,
w ich skrzydła kiedyś złożę sen.

Zawczasu splatam łuk nadziei
zanim spłonie w ciemności
pieśń
niosę do Boga

otwarł mi drogę przez Morze Czerwone
a ja krzyczę że jestem na dnie

mów, Panie,
ale najpierw otwórz uszy moje
z oczu zdejmij zaćmę

- będę słuchać

ironicznie..politycznie

Kolędnicy

Za oknem śnieg, za oknem zimno,
cieszą się ludzie i piją wino.
Co to za dzień szczególny,
Że wszyscy mają cel wspólny?

Puka do drzwi spora gromadka
Są trzej królowie, bracia bez Tadka
Jest Jarek, Leszek są też dwie panie
Oni pasują na głośne śpiewanie.

Za oknem chmurno, za oknem gniew
Bo już się skończy ‘cudowny’ czas
I znowu marazm ogarnia nas

Za oknem mrok, za oknem śmiech
Już kończy się z gazem afera
Zaczyna się palikota domena

słucham Golców uOrkiestra:))

Dzień jak codzień, nie, nie
ciut inaczej jest
mąż w korytarzu przeprowadza drobny remoncik
ja komputer włączam , cyk
i słucham kolęd, najpiękniejsze polskie w wykonaniu GOLEC uORKIESTRA!!!
Jakoś nawet tańczyć mi się zachciało...
tak rytmicznie, pięknie grają.

Sprzątać miło, gdy tak chwile umilają.
Snieg za oknem sypie wielkimi płatami
w domu spokojnie, muzycznie i ciepło
a Golce są z nami.
I jest oki, świątecznie, miło, grzecznie.
A już wkrótce- Pójdziemy wszyscy do stajenki...

czwartek, 9 grudnia 2010

Lennona rocznica urodzin

i tak minęła już kolejna rocznica najsławniejszego z Bitlesów, dziś miąłby ile to lat? Nieważne ile lat, ważne ile pięknych piosenek by powstało. Udało mi się znalezć na jutubie playlistę z lennona piosenkami, wpuściłam się we wspomnienia :)))

http://www.youtube.com/watch?v=hb2YSAVHmIE&feature=list_related&playnext=1&list=MLGxdCwVVULXduHu2wZH9k8kwu8BX_q2EQ

http://www.youtube.com/watch?v=KYhaZ2pV0CQ&NR=1

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Sałatka grecka (Grecja) -

- składniki

3 pomidory
1 ogórek
1 czerwona cebula
1 zielona papryka
20 dag czarnych oliwek (15 sztuk)
18 dag sera feta
100 ml oliwy
2 łyżki octu winnego
natka
sól
pieprz
oregano.
Sałatka grecka (Grecja) - sposób przygotowania
Najpierw przygotuj składniki na sałatkę grecką. Pomidory pokrój w grubą kostkę, obranego ogórka w półplasterki. Paprykę oczyść i pokrój w kostkę o boku 5 mm. Dodaj oliwki i pokrojoną natkę. Cebulę obierz, pokrój w talarki, dodaj do sałatki. Sałatkę grecką przypraw do smaku solą, pieprzem i oregano. Skrop oliwą i octem winnym. Na końcu do sałatki greckiej dodaj pokrojony w kostkę ser feta.

mikołajowe wypominki

światem rządzi niewidzialna ręka a brak informacji jest gorszy
niż źle zaparzona kawa w komunistycznej szklance z kostką cukru
pamiętacie te kolejki po karpia albo blok słonej margaryny na wagę
wtedy życie miało sens kiedy celem była walka o rolki papieru chociaż
odarte z intymności i godności ludzkiej to miało sens bo nawet
dzieci się więcej rodziło a te cukierki to po prostu były smaczne

Dziś karpiami niebo wyścielone,nic tylko wybierać, przebierać.
Za to Mikołaj z rzadka zagląda do okien i prezentów nie rzuca przez komin,
bo i komu, dzieci w niego nie wierzą, dorośli sami udają Mikołaja.
Wrzucają do wora co pod rękę wpadnie, bez poczucia wstydu i godności
rozpuszczają dzieciaki rzeczami nie dając im miłości.

Czy
dziś miłość, to produkt deficytowy, jak kiedyś papier toaletowy?

niedziela, 5 grudnia 2010

piękna historia świąteczna

Podarunek

Mała dziewczynka przygotowywała podarunek.
Owijała pudełko w piękny, kolorowy papier,
zużywając go bardzo dużo i robiąc przesadne kokardy.

"Co robisz !?" skarcił ją ojciec.
"Tak tylko zniszczysz cały twój papier.
Czy wyobrażasz sobie ile to kosztuje?".

Dziewczynka z załzawionymi oczami skryła się w kącie,
mocno przyciskając do serca swoje pudełko.
W wigilijny wieczór,
stąpając lekko jak ptak,
zbliżyła się do taty,
który jeszcze siedział za stołem
i położyła przed nim pakunek w ozdobionym papierze.

"Tatusiu, to dla ciebie" - wyszeptała.
Ojciec zmiękł, bo odczuł, że byl zbyt ostry,
a ona po tym wszystkim przynosi mu podarunek.

Rozwinął powoli tasiemkę,
rozpakował kolorowy, złocisty papier
i powoli otworzył pudełko.
Było puste.
Niespodzianka wydała mu się nie miła
i rozzłościła go ponownie.
Wybuchnął : "Zmarnowałaś tyle papieru i tyle tasiemek,
aby zapakować w nie puste pudełko?".

Duże oczy dziewczynki ponownie wypełniły się łzami :
"Tatusiu, przecież to pudełko nie jest puste.
Wypełniłam je tysiącem pocałunków".

Jest pewien człowiek,
który w pracy, na swoim biurku,
trzyma pudełko po butach.
Wszyscy mówią, że jest puste.
"Nie. Jest wypełnione miłością mojej córki." - odpowiada mężczyzna

- Bruno Ferrero

sobota, 4 grudnia 2010

jest za zimno na spacery, albo za leniwe mam nogi...

witam serdecznie zaglądajacych.
Pogoda sprzyja spacerom a ja siedze w domu i sprzątam po remoncie:)))


Ej,szłoby się i szło, i szło... na koniec świata
albo i dalej,
ale wiatr za bardzo śniegiem zamiata
i droga staje się biała

słońce za horyzont za szybko się chowa
ciemność zagląda w oczy
ale nic to
idź więc tam gdzie ktoś woła
na pewno czeka pomocy

może dłoń podasz temu ktosiowi
słyszysz jak biadoli?
adwentowy uczynek popełnisz
wyciągając ktosia z niedoli

piątek, 3 grudnia 2010

nie pytaj kim jestem

pytasz kim jestem
jestem tym czym chcę

dzisiaj wiatrem wiosennym
ciepłym i przyjemnym

czasem słonkiem w samo południe
chłodnym cieniem w lecie

dzisiaj jestem śnieżynką
na twojej dłoni
i mroźnym powietrzem

i czym jeszcze?

bombką błyszczącą
wieńcem adwentowym na drzwiach
ach,
jestem tradycją
namiętnością w twoich snach

będę wspomnieniem
utkwionym w światłodowodach
żyć będę dopóki mnie nie wylogujesz
z pamięci twardego dysku

czas adwentu

każdego grudnia punktualnie
zielone spojrzenia przechodniów
wieszają na czubkach świerków
gdzie wrony nie mogą wyżej usiąść
gwiazdę
na lata ubiegłe
coraz mniej miejsca
tyle minęło
tradycji

cała prawda mieszka ulicę dalej
oswajam czasem
dokładam ucho
do barszczu

czwartek, 2 grudnia 2010

Popiół, wosk i pustka

Mam w sercu - coś chciałam powiedzieć.
Umknęło - acha, czy ja mam serce? Popiół szary
pył po miłości, której sama nie chciałam.
Nie o takiej marzyłam, nie taka była potrzebna.
Rozrzucone ramiona nie mają kogo objąć, obejmują głowę.
Usta już dawno zapomniały jak smakuje pocałunek,
ciało oglądam sama, tylko podczas kąpieli, celebruję je
jak dogasające ognisko. Może kiedyś wybuchnie płomieniem.

Mam serce z wosku, stopi się jak poczuje ciepło,
A tu zima stuka, mrozi. Serca nie czuję, więc tulę do siebie psa.
Niech ma odrobinę ciepła- to są myśli psa.

Wieczorem kulę się jak królik pod ciężką kołdrą,
albo jak wróbel na szorstkiej gałęzi w grudniowy wieczór.
Patrzy w drugą stronę nieba moje gliniane serce
takie twarde i suche, albo jak gips na złamanej ręce,
stuka,wtedy gdy uderzasz w niego. Inaczej nie usłyszysz.
A jak mocniej uderzysz, rozpadnie się na części,
może znajdziesz kawałek i ulepisz.

Słyszysz?

anielska dobroć -Angel Light Healing ( Messenger of Love )


kiedy anioł schodzi i skrzydła rozpościera
srebrnym pyłem znaczy miejsca,
kto chce w podróż się z nim zabiera

z ogrodów kwiaty zrywa garściami
i rzuca wysoko
popatrz
stają się błyszczącymi świeżynkami

w ich zapachu świat skąpany
weź mnie za rękę
poprowadź przez wyboje, kochany

najdroższe oczom tchnienie
dotyka puchem białym
niech się perli, iskrzy, błyszczy
ja słucham

muzyki co się w okna wdziera
przenika ciało i mnie całą

http://www.youtube.com/watch?v=jdAughVacYg&feature=related
z inspiracji Teresy Czapczyńskiej

takie tam dywagacje...

Każdy ranek daje szansę na to, by wieczorem móc sobie powiedzieć:
to był szczęśliwy dzień...
Nie otrzymujemy krótkiego życia, lecz je takim czynimy...
Nie brakuje nam czasu, lecz trwonimy go...
Sens życia polega na tym, aby cieszyć się z niego i czynić go piękniejszym dla każdej ludzkiej istoty...
Jeden dzień może być perłą, a wiek cały może nic nie znaczyć...
Spraw, aby każdy dzień miał szanse stać się najpiękniejszym dniem Twojego życia.

zima na całego

Ech, i znowu jak w zeszłym roku, przyszła trochę za wcześnie, no może nawet nie trochę, a dużo za wcześnie. Sypie śniegiem, mrozi, a ja maluję mieszkanie. Dlaczego zimą? Pewnie dobre pytanie, ale odpowiedz wiadoma, bo teraz mam kasę, trochę zarobiłam na jabłuszkach w Scarboro. A poza tym muszę, bo jesienne deszcze zalały ścianę i mus było ja skuć, a jeśli skułam to i malować nada:)
ajęsli już jedną, to dlaczego nie wszystkie, jeszcze pozostałe by się obraziły...
i też chciały zalania:)))

Mój pokoik wyszedł baaardzo na plus.Z niebieskiego zrobiłam słoneczną dynię, wnęki ciemniejsze, a małych ustawiłam moje anioły- Roksi, Niki i Julkę - oczywiscie to rysunki w ołowku, wykonane przez nklasową malarkę - Basię Szatan.
Obok obrazów postawiłam ich osobiste anioły stróże.
Paulince kupiłam nowy tapczanik. Jedynie mam problem z łóżkiem piętrowym, nie mogę go złozyć,ponieważ... tak schowałam śrubki, że znależć nie mogę. Tak mam, niestety,od zawsze, buuu.

Na święta spodziewam się wszystkich dzieci i wnuków, razem 11 osób, jak małe wesele. W następnym roku będzie nas 12. Olga spodziewa się Tadeusza- juniora, to pierwszy chłopak z rodowodem:) żak, hehehe. Dziadek wniebowzięty.

Oby tylko śnieżycy nie było, ponieważ Tadzio przyjeżdża z Londynu samochodem.
Aga przyleci samolotem, daj Boże żeby lotniska w Szczecinie nie zamknęli, jak to było w zeszłym roku.Bliżej ma Tomek z Asią. Koszalin oddalony zaledwie 100km, no, około, nie będę taka skrupulatna.Ale,jeśli zawieje drogi...

Wszystko w Ręku Boga!!!
....

środa, 1 grudnia 2010

zima, zima, zima, pada pada śnieg....

Jeszcze jesień w kalendarzu
swe ostatnie broni szańce,
a już zima w białym tangu
w parze z mrozem śmiało tańczy.

Scenografię odmieniła
białym tiulem kryjąc drzewa
szarą scenę przyprószyła
białym puchem, prosto z nieba.

Krok do przodu i krok w lewo
udanego nieco chłodu
celesita i bolero
wiatr do tańca im przygrywa.

Rytm podaje, przytupuje
w szał uniesień ich porywa
śnieżnym pyłem obsypuje
w tańcu płyną już nad ziemią.

Jak anioły śnieżne dwa
nie przejmując się jesienią
na zimowy proszą bal...

wtorek, 30 listopada 2010

słowiańskie bajanie

to tak apropo wróżb:))

BAJKI SŁOWIAŃSKIE


1.Wdzięczność niedzwiedzia.
Na Wilczy, niedaleko topieli jeden chłop układał w stogu wysuszone siano i zauważył pod sosną niedźwiedzia, który ze swej łapy usiłował wyciągnąć kolec. Szło mu to ciężko. Męczył się , a kolca nijak wyciągnąć nie mógł. Chłop , co pracował przy sianie, nie namyślał się długo , podszedł do niedźwiedzia i udzielił mu potrzebnej pomocy. Uradowany niedźwiedź zamruczał, wstał i poszedł w głąb boru. W kilkanaście lat później chłop ten został napadnięty przez wilki. Bronił się jak tylko mógł, ale sytuacja stawała się z minuty na minutę groźniejsza. I nie wiadomo jak by się to skończyło , gdyby nie nagła pomoc niedźwiedzia , któremu niegdyś okazał życzliwość. Niedźwiedź stanął bowiem w obronie chłopa i pokonał wilczą zgraje. Odtąd niedźwiedź często zaglądał do zagrody swego przyjaciela, gdzie bywał goszczony miodem i chlebem. (do góry)
2.Podróż przez ciemny bór.
Była letnia księżycowa noc. Na niebie świecił miesiączek w pełni. W tę noc wybrał się sołtys ze Świątek w daleką podróż .Mówili że do najmłodszego syna , który od roku przebywał w grodzie. Droga sołtysowi wypadła przez wielki bór, który rozciągał się wedle Klonówki. Szedł wolno od czasu do czasu spoglądając na radosny miesiączek, co oświetlał piaszczystą drogę lub spozierał w głębinę tajemniczego boru .Nagle patrzy a tu obok niego idą stare ,chude wilki i cosik sobie mruczą .Przez głowę przeleciała mu myśl ,że pewnikiem to nie wilki, ino jakieś złe duchy .Toteż zaraz chwycił amulet zawieszony na szyi i machnął osikową laska na lewo i prawo, ale wilki ani drgnęły. Szły sobie dalej jakby nigdy nic. Idzie strwożony sołtys i tylko myśli, jakby się tu z tej strasznej przygody ratować. Przeszedł już Jamy Wilcze i Jamy Lisie, przeszedł Pólko Lipieckie. Na leśnym rozdrożu zatrzymał się ,pomyślał chwile ,a potem ruszył na uroczysko gdzie stał stary ,drewniany posąg Boga Welesa .Tam padł na kolana ,wyjął z torby kawałek chleba i baryłkę piwa .Chleb złożył pod posągiem ,piwo ulał z wielką czcią i począł się modlić: Welesie, Welesie panie wielki Odpędź proszę te złe wilki Gdy skończył wstał i wrócił na swoją drogę . Jakie było jego zdziwienie, gdy zobaczył ,że pod dębem czekają wilki.-O wielcy Bogowie! -zawołał zrozpaczony, lecz ruszył w dalszą drogę. Wilki wnet go otoczyły i szły z nim krok w krok. I tak sołtys w trwodze przebył kawał boru i doszedł do gajówki, co stała niedaleko leśnej strugi. Niewiele się namyślał i wszedł do środka, opowiedział o swojej przygodzie i poprosił o pomoc. Wtedy borowy powiedział mu:-człowieku, nie bój się wilków , one cię nie zjedzą, bo jesteś pod opieką wielkiego Welesa.Gdy sołtys opuścił gajówkę wilków już nie było, tylko w głębi boru rozlegały się ich przeciągłe wycia. Wtedy sołtys ruszył szczęśliwy w dalszą drogę .(do góry)
3. Dawne opowieści o Wężach.
O wężach prawiono różnie. A to, że mają one swojego króla, co na głowie nosi koronę i rządzi innymi, to znowu, że za dokuczanie mszczą się i mogą nawet udusić. Dawniej węże żyły w przyjaźni z człowiekiem, a człowiek je szanował i pozwalał im przebywać w oborze i chałupie. Babka mówiła , że ssały krowy i nieraz zabawiały dzieci. Opowiadano też, że węże wyczuwały jaka będzie zima i jak głęboką maja wykopać sobie kryjówkę, a gdy nadszedł czas siewów ozimych, wchodziły na drzewa i razem ze żmijami słuchały jak na uroczyskach Żercy i Guślarze odprawiali żertwy i wróżby czynili na rok następny, a potem schodziły w głąb ziemi. Starzy ostrzegali aby w dniu tym nie przebywać ani w lesie, ani w sadzie ani tam gdzie rosną jakiekolwiek drzewa, a to dlatego ,żeby uszanować święto gadów i nie sprowadzać na siebie nieszczęścia. (do góry)
4. Duch Pasiecznik.
Żył przed laty sławetny ,a jakże pszczelarz, Wawrzon Olbiński. Miał on ci wielgachną pasiekę na głębokich supłach, gdzieś niedaleko leśnej prześlogi. Ojce mówili .że okopana była rowem i obtoczona wałem. I gadali też ,że w samym środku , gdzie złocił się kierz dziewanny, stał ulok-odmieniec, niby starzec jaki , z długą brodą i grzywą. W nim to miał przemieszkiwać dobry duch-pasiecznik, który opiekował się pszczelną chudobą Olbińskiego. Rabsiki i guślarze , co to niby mieli go widzieć ,powiadali , że kręcił się po pasiece jako smukły człowieczyna w białym przyodzianiu, w reku miał podkurzacz, z którego na wszystkie strony walił okrutny dym. Pono rzucał on czary na tych , co chcieli okradać ule z miodu i wosku. Miały mu w tych czarach pomagać wilcze kły i pazury, co wisiały na otworze ulotka, w którym przemieszkiwał. Pono w każde południe , jako że był przezorny gospodarek , obchodził pasiekę i pilnie pozierał , czy w każdym wylotku dobrze sprawują się robotne pszczółki i czy nie kręcą się tręty i skarle. Raz do roku na początku sierpnia w jego święto ,Olbiński składał ofiare swojemu duszkowi. Przed jego ulokiem stawiał na kamieniu miód w skorupce, a obok kładł kawałek rżanego chleba. Pono duch -pasiecznik wielce z tego był rad.(do góry)
5.Kwiat paproci.
Jednemu chłopu w dzień przed nocą kupalną zginęły konie. Szukał ich po wsi, po łąkach i pastwiskach. Na próżno. Powędrował w końcu do ciemnego boru . Tam szukał po ługach i drogach. Już zapadła noc , a on wciąż biegał i wołał ;-Cieś , ciesiu ,cieś , ciesiu....-tylko echo rozlegało się miedzy drzewami. O północy znalazł się na Białym Ługu , gdzie rosły wielkie paprocie. Już nie biegł, ale szedł noga za nogą, bo czuł coraz to większe zmęczenie. Chciał usiąść na zielonym wrzosie, aż tu nagle ogarnęła go uniezwykla błogość i zobaczył ,gdzie są jego konie. A potem jawiły mu się jeszcze jakieś inne dziwy. Serce jego wypełniło się wielkim szczęściem.-Bogi wielkie!!!! - wołał ucieszony chłop. - Toż niechybnie dostał mi się kwiat paproci. Co tchu w piersiach pognał tam gdzie spokojnie pasły się jego konie. Połapał je i przyprowadził do stajni , a sam poszedł do chałupy. Gdy zdejmował buty , kwiat paproci wyleciał , a z nim szczęście ,które trwało tak krótko.(do góry)
6. W noc Kupały.
Nocą , w czas Kupały paśli chłopy woły na ugorze. Siedzieli przy ognisku i prawili o dawnych czasach. W pewnej chwili jeden z nich , a był to Lewuniok odezwał się w te słowa:- Słuchajcie, nadchodzi północka , a wiadomo , o takiej porze kwitnie cudowna paproć. Niedaleko stąd jest długi rów , a w nim , jak w najśliczniejszym gaju , pełno zieloniutkich paproci. Chodźmy tam!!- Chodźmy!- zawołali wszyscy i pośpiesznie ruszyli do podmokłego rowu.Pokładli się nad nim i zaczęli wpatrywać się w tajemniczy gąszcz . Przez dłuższy czas leżeli na zorowiu w grobowym milczeniu. Tylko z dala dolatywały do nich sobótkowe pokrzykiwania i pieśni smutne i radosne. Lewuniok pierwszy zobaczył , że na czubku najniższej paproci rozjaśniał piękny, biały kwiat. Chciał go zerwać, wyciągnął rękę , a tu patrzy, żmija wychyla swoją głowę i przeraźliwie syczy. Krzyknął wiec z wielkiej bojaźni. W tej samej chwili przeleciał nad nimi straszliwy świst wiatru , a potem jeszcze straszniejszy trzask łamanych drzew i gałęzi. Wszyscy struchleli ze strachu. Leżeli na pół żywi. Jak tylko się trochę uspokoiło , zerwali się z zorowia i co tchu pobiegli miedzy woły. Widać nie im był pisany cudowny kwiat paproci. (do góry)
7. Jak wąż ratował chłopa.
W jesienny ranek o świtaniu wziął chłop kobiałkę i poszedł na grzyby. Gdy tylko znalazł się w borze , zaraz skręcił tam gdzie rosły wrzosowiska i paprocie. Chodził bardzo powoli , rozglądał się , i od czasu do czasu podnosił to prawdziwka , to panoka lub koźlarza. W godzinę miał już pełną kobiałkę. Spojrzał na słonko i ruszył do prześlogi. Kiedy przechodził przez chechły , zawadził o korzeń i wpadł z całą siła w wilczy dół, w którym spał potężny wąż z koroną królewską na głowie . Przeląkł się strasznie , ale nie węża , bo te uchodziły zawsze za gady przyjazne, tylko ciemnej czeluści , w której znalazł się tak niespodziewanie. Zaczął żarliwie modlić się do Bogów i błagać o pomoc jakąś. Potem próbował sam wydostać się. Robił to kilka razy ale zawsze nadaremnie. Wreszcie wielce strudzony gorzko zapłakał nad swoją niedolą. Wąż leżał spokojnie i patrzył litościwie na nieporadne wysiłki człowieka. Zapragnął mu pomóc .Syczeniem chciał się z nim porozumieć ale nieszczęśnik takiego języka nie rozumiał .Wtedy wąż skierował swój ogon do ręki chlopa, a sam zaczął pełzać po ścianie dołu. W końcu wydostał się na górę, gdzie okręcił się o najbliższe drzewo. Ale chłop tego też nie pojął. Wąż z głośnym sykiem wrócił do dołu i po raz drugi zrobił to samo. Chłop wreszcie zrozumiał , chwycił go oburącz i jak po linie wygramolił się z wilczego dołu.Był uratowany.(do góry)
8. Siostry zmienione w łabędzie.
Były trzy siostry , wszystkie ładne , dobre i wesołe. Kochały się bardzo . Jednej było na imię Dobrusia ,drugiej Sławka , a trzeciej , najstarszej Jagódka. Razu pewnego postanowiły iść na Żertwe na stare uroczysko , co było pośrodku ciemnego boru. Zerwały się z posłania o pierwszym pianiu kokota, ubrały się , coś niecoś zjadły i wybiegły przed chałupę. Księżyc był wtedy akurat w nowiu i niewiele dawał blasku. Toteż ciemność zalegała dokoła. Siostry w obawie , aby się nie pogubiły , chwyciły się za ręce i wędrowały samym środkiem piaszczystego gościńca. Pierwsze wiorstwy przeszły w milczeniu , potem zaczęły cichutko śpiewać . Tak dotarły do wielkiego zielonego Dębu Perunowego na rozstajach . Tam skręciły w lewo . Minęły jezioro i wkrótce znalazły się w brzozowym gaju, gdzie znajdowały się mogiłki potępieńców. Przywarły jeszcze bardziej do siebie , a gdy szły dalej , słyszały tajemniczy szum drzew i wołanie; - Pójdź ! Pójdź! Pójdź! Na skraju owego brzozowego gaju przystanęły , żeby cokolwiek odpocząć i zastanowić się czy dobrze idą. Gdy tak się naradzały , nagle zauważyły w ciemnościach słabe , ledwo widoczne światełko. Ucieszyły się i natychmiast ruszyły w tamtą stronę .Nie minęło kilka minut , a już były pod oknem starej chałupy. Patrzą i wierzyć im się nie chce; w izbie stoi baba i smaruje sobie czymś pachy i spody stóp ,potem okrakiem siada na ożogu i głośno woła:- Las , nie las, wieś , nie wieś, wietrze nieś!!!!!!!!! Rozległ się głuchy trzask i rozczochrana baba odwróciła się do komina. Dobrusia nie wytrzymała i krzyknęła:- Na Bogów Wielkich , toć to straszna Ciota !!! Uciekajmy! Usłyszała to zła czarownica. Bardzo się rozgniewała i migiem dopadła do okna , rozwarła je na oścież i zawołała:- Stańcie się łabędziami i odtąd żyjcie w wodach Czarnego jeziora !! Gwałtownie zahuczało w powietrzu . Dobrusia i Sławka padły na zagony miedzy główki kapusty i zaraz też zamieniły się w białe, krzykliwe ptaki. Tylko Jagódce , która zdążyła chwycić biedrzeniec , udało się uciec i co tchu pobiegła ku matczynej zagrodzie. Gdy już była na rozstajach , spotkała staruszka , który zagrodził jej drogę i odezwał się do niej spokojnie:- Czemuś taka przerażona i tak się śpieszysz ?- Panie wędrowcze , stało się wielkie nieszczęście ! Moje siostry zła ciota zza brzozowego gaju zamieniła w łabędzie i kazała im pływać po Czarnym Jeziorze!- Wracaj do chałupy i pośpiesznie szyj dla sióstr koszulki z pokrzyw . Jeżeli je w przeciągu trzech dni przyodziejesz , to zaklęte siostry -ptaki odzyskają dawną postać . Pocieszona Jagódka szybko poszła do matki, której wszystko , co się stało , opowiedziała z wielkim płaczem i zaraz zabrała się do roboty. O rannej rosie zrywała pokrzywy na ugorze , potem je suszyła i międliła , a z otrzymanych włókien przędła nitki. Z nitek tych tkała zgrzebne płótno. Późnym wieczorem przy płonącym łuczywie szyła koszulki dla swoich sióstr. Bardzo się spieszyła , bo w najbliższy ranek musiały być już gotowe . Przy tym smutnie powtarzała Siostry moje kochane Siostry łabędzie Jutro waszym cierpieniom Już koniec będzie Nim zorza wzejdzie Nim opadną wody Wrócicie z powrotem Do ludzkiej urodySkoro świt przybiegła nad wody Czarnego Jeziora. Uklękła przy trzcinach i prosiła:- Siostry - siostrzyce , łabędzie - łabędzice , przybywajcie , przybywajcie !Trzy razy prośbę swoją powtórzyła . W pewnej chwili usłyszała ciche pluskanie i jękliwe głosy, a później coraz głośniejsze . Wreszcie ujrzała dwa śliczne łabędzie . Chwyciła pierwszego i ubrała go w koszulkę . Od razu zmienił się w uroczą dziewczynę . Była to Dobrusia. Potem złapała drugiego, i ubrała w koszulkę , ale że zapomniała w pośpiechu przyszyć jednego rękawka , odczarowana Sławka pojawiła się bez ręki. Rozpłakały się siostry i z wielkim płaczem wróciły pod matczyną strzechę. W rok później udały się na uroczysko w ciemnym borze , aby za wszystko podziękować i prosić o opiekę wielkich Bogów.(do góry)
9. Samotna sosna.
P rzy świńskiej drodze , na wzgórzu , tuż nad strugą stała samotna, rozgałęziona sosna . Zwali ją matką albo nasiennicą , bo rodziła jąderka , z których rosła borowa gęstwina. Szanowali ją i poważali jak jakąś świętość .Wkrótce w sosnowej dziupli pszczółki założyły sobie siedlisko. I tak latami stała i szumiała sosna na wzgórzu , nad strugą , ludzie jej się kłaniali i uważali za Boże drzewo. Aż tu któregoś jesiennego dnia zapadła uchwała, że sosnę - matkę trzeba ściąć , a na jej miejscu wystawić gromadzką tarnie .Wyznaczyli wysoką nagrodę . Przyszło kilku chłopów do roboty. Popatrzyli , podumali , ale żaden sosny nie tknął, bo się bał kary Bogów. Dopiero Antek z sąsiedniej wsi porwał się na sosnę. Mówili ,że jak ją rąbał to krew z niej ciekła. Długo nie cieszył się nagrodą , bo w trzecim tygodniu życie postradał rażony piorunem. Przerażenie we wsi było wielkie. Odtąd tu straszyło . Na ubłaganie Bogów ludzie znosili jadło i miody i składali w ofierze prosząc o litość .Tak ciężko los ich pokarał za wycięcie tego świętego drzew

andrzejkowe moje dosje:)

Czwartek- moje

Energia: męska
Planeta: Jowisz
Kolor: purpurowy, błękit królewski
Drzewo: dąb

Magiczne działania: szczęście, sztuka lekarska, honor, powodzenie, rozwój, ekspansja, hojność, męska płodność, spełnione marzenia, starsi ludzie, sprawy prawne, zdrowie, honor, bogactwo, stroje, pragnienia, męskie zawody, duchowe osiągnięcia, dobry mediator, dyplomata.

Jowisz opiekuje się tobą, nie trzeba do szczęścia niczego więcej. Szacunek, uznanie, powodzenie masz zapewnione. Dobrą pozycję w życiu zawodowym i zadowolenie w sferze materialnej. Dodając jeszcze do tego twoje ciepło i serdeczność, będzie ci się wiodło.

Zawsze jesteś we właściwym miejscu o właściwej porze. Los ci sprzyja. Umiesz sobie poradzić w każdej sytuacji. Jesteś koleżeński i sprawiedliwy. Bestia wchodzi w ciebie, jak widzisz, że komuś dzieję się krzywda.

Odważny, śmiały, pewny siebie kroczysz przez życie ze ślicznym uśmiechem. Niech cię tylko pycha nie zgubi, bo masz do tego predyspozycje...

szukając siebie

Codzienne kroki bezszelestnie oddalają od siebie nas
Spoglądamy w różnych kierunkach i nie wróżymy z gwiazd

każdym świtem odwaga narasta i niknie wraz z twoim zarysem
zakotwiczonym na stałe w mojej pamięci
tymczasem szansa na snucie marzeń
ustąpiła polu nieśmiałości

a gdybyśmy przypadkiem wyciągnęli dłonie po tę samą gazetę
przypadkowo stykając się palcami, to wiedz , że
nie wyczytamy tam wspólnego horoskopu

to do niego będzie należał pierwszy gest

białe ślady na poduszce
Zatrzymał czas

czwartek, 25 listopada 2010

jabłuszka pełne snów

Ledwie w pożółkłych kartkach domowego imperium
poskładałam jeden wątek
a już kręci się gorsza siostra – bezsilność.

Jeszcze przed i wczoraj
czokomen misiek dolewał czarny płyn do czajników
i udawał że nie widzi wybieranych płatków
białej
gorąca czekolada zalepiała muchy w jabłkach
a przystojny terrorysta nadziewał je na patyk
i w biegu mówił Dorocie, że ją kocha
tak normalnie po polsku
seba – przeciwieństwo Waryńskiego-
wyganiał nas za bramę.

Wtedy brała nas głupawka, tuż po północy
Krycha dostawała skrzydeł, a Marysia
pochylała się coraz niżej nad tacą pełną posypki
Baśka usypiała w zwolnionym tempie tłukąc jabłczane muchy
razem z Lady Gagą i jej „Alejandro”, który stał się
przebojem jabłkowego sezonu
tańczyliśmy w rytm rozchlapywanej czekolady
niestety

nie widziałam rac rozświetlających niebo
i Ognisk w blasku których czarownice z Istfild
zjadały moje jabłka

a ja „nienażarta”

zwyczaje w Angli pochodzą od celtów

W Celtyckim kalendarzu 31 października to ostatni dzień roku. Celtowie rozróżniali tylko dwie pory roku – lato i zimę. Noc z 31 października na 1 listopada, miała być momentem przejścia. Nazywano go świętem "Samhain", co według współczesnych badaczy języka galeickiego znaczy "koniec lata". Celtowie wierzyli, że zły duch przychodzi wraz z długimi, ciemnymi nocami zimowymi.

Czarny kot

Święto Samhain było także związane ze zmarłymi. Celtowie wierzyli, że właśnie w tą noc, granica pomiędzy światem żywych i światem duchów jest bardzo cienka. Dlatego w Halloween wyjątkową aktywnością wykazują się duchy, zjawy, czarownice. Jeśli kiedykolwiek ukaże nam się duch… to najprawdopodobniej właśnie w tę noc. Wierzono, że zmarli powracają wcielając się np. w zwierzęta. Najpopularniejszym wcieleniem duchów był czarny kot. Jego symbolika przetrwała do dziś, będąc jednym ze znaków rozpoznawczych Halloween.

Z czasem, kiedy w Europie, a także w Anglii, zaczęło dominować chrześcijaństwo próbowano zaadoptować pogańskie tradycje. Dlatego obecnie Halloween obchodzone jest pierwszego listopada, chociaż według starych zwyczajów uroczystość powinna zacząć się w wigilię Wszystkich Świętych, czyli ostatniego dnia października.

W ciągu wieków narosło wiele zwyczajów związanych z Halloween. Część z nich ma swoje korzenie w celtyckich wierzeniach, niektóre powstały na przestrzeni wieków, a inne są całkiem współczesną formą zabawy. Żadne z nich nie mają już głębszego znaczenia, nie wiążą się z popularnymi przesądami, ani wierzeniami. Korzenie tej tradycji odchodzą w niepamięć. Jednak warto je znać, by zrozumieć, dlaczego Anglicy tak lubią to święto.

Ogniska

Ogień dla wszystkich ludów pogańskich był niezwykle ważny. Zarówno jako źródło ciepła, jak i bardzo niebezpieczny żywioł. Dlatego w wielu wierzeniach ogień zajmuje szczególnie ważne miejsce. Wiąże się z nim symbolika, a także kult. Jednym ze zwyczajów celtyckich, było palenie w tę noc ogromnych ognisk na szczytach wzgórz. Szczególnie popularne były one w Irlandii. Gdy zapadał wieczór ludzie brali niedopałki z ognisk i szli z nimi do domu. Potem wkładali je do paleniska i na nowo rozpalali ogień.

Przebierańcy

Ponieważ w tę noc ludzie szczególnie obawiali się złych duchów, zakładali podarte ubrania wierząc, że upodabniają się do nich. Mieli nadzieje, że w ten sposób duchy nie rozpoznają ich, więc nie zwrócą na nich uwagi. Liczyli też na to, że duchy przestraszą się i będą się trzymać z daleka, pozwalając bezpiecznie wrócić do domu.

Obecnie najważniejszym elementem Halloween jest nadal przebieranie się. Na ulicach dominują czarownice, kościotrupy, wampiry i wszelkie inne przerażające postacie. Inspirację można czerpać z własnej wyobraźni lub zaczerpnąc z filmowych horrorów. Tradycja palenia ognisk nie jest już kultywowana, ale ogień nadal nieodłącznie towarzyszy Halloween, chociażby w lampionach z dyni.

Jack-o'-lantern


Istnieje legenda zwana "Jack-o'-lantern". Pochodzi ona z wierzeń irlandzkich, a spopularyzowana została w XVIII wieku. Jack to człowiek, który przechytrzył diabła. Namówił go, by wspinali się na drzewo. Kiedy diabeł był już na górze, Jack wyciął symbol krzyża na pniu, i tym sposobem uwięził czarta pośród gałęzi. Kiedy Jack umarł, nie mógł pójść do nieba, bo za życia był nikczemnikiem i pijakiem. A Diabeł miał dobrą pamięć i też go nie chciał w piekle. Dlatego Jack musi tułać się po ziemi w nieskończoność. Pewnego dnia diabeł się nad nim zlitował i dał mu trochę rozżarzonych węgli, by oświetlały mu drogę. Jack włożył je do nadgryzionej rzepy, którą zwykle się żywił. W ten sposób zrobił sobie lampion.

List w niebieskiej kopercie

Czekasz listu ode mnie. Niecierpliwisz się,
wiesz, nie lubię pisać kiedy morze
rozmawia ze mną samotnicą pośród abrazji
muszle pokrętnym charakterem oddają szum.

Odpływ zlizał wszystkie ślady, teraz tańczę jak grają fale.
Uderzając z całej siły ,rozbryzgują się o mury nadbrzeża.
Dla mnie brzmią jak melodia Alejandro, na okrągło puszczana
przez tutejsze radio.
Mewy chłodzą powietrze i wyczekują zapłaty.
Tutaj czas płynie tak szybko jak fale przypływu.

U ciebie długa słota, drzewa chore z tęsknoty
pogubiły liście. Wiem. Ostatni przytulił się twarzą do okna.
Drżą oliwkowe nerwy szyb, puszcza promienie
pęknięta nić. W ustach cierpki smak tarniny.

U mnie kwiaty kwitną jeszcze i ptaki śpiewają ,chyba kosy.
Poczekam kiedy dzień odda ostatni promień, napiszę ci
o tym wszystkim co czeka mnie za bramą sprzed lat dwudziestych.
Wiesz, poniekąd sami tworzymy zbieg zdarzeń
zaciskając pięści rwiemy prze siebie, na oślep. Szarpiemy
struny własnych nerwów, pomiędzy frazami łapiemy kurs
na El dorado.

Wiem co myślisz, a ja usypiam na stojąco
przy czajniku pełnym słodkości z kamieniem u nogi
i twarzą wyrzeźbioną cichą tęsknotą. Zabijam ją w rytm
rozchlapywanej czekolady, Lady Gaga dudni w uszach
wgryza się w serce jak posypka pod paznokcie,
podnosi adrenalinę. Tańczę.

Wiesz, tutejsze miasteczko w deszczu pięknieje,
ulice jak wylakierowane odbijają kolorowe światła,
bo 30 października obchodzi się wesołe Hallowyn.
Zjada się przy tym tony jabłek w czekoladzie,
a 5 listopada na plaży rozpala się olbrzymie ogniska.
Tak Anglicy obchodzą święto Ognia, niebo rozświetlają kolorowe race ,
trwa to do 6 grudnia.

Nim wyślę ten list, włożę do niego te wszystkie zapachy,
których tobie brakuje ; zapach morza, białej czekolady
i błękit tutejszego nieba, ale muszę się spieszyć, bo ładna pogoda
jest jak dobra kobieta, najczęściej się nie zdarza ,a jeśli już
przeważnie jest niestała i za moment chmury ołowiem zawisną
nad głowami, a wiatr porwie ostatnie dobre słowa.

Wypatruj listu w ognistej kopercie

poniedziałek, 22 listopada 2010

nostalgia jesiennego dnia

moje wołanie


popatrz
liść przylepił twarz do okna
wsłuchaj się w jego szept
o czułości miękkiej pieszczoty

to ja

smutne bajanie wiatru w kominie
o tęsknocie marzeniach nadziei
na spełnienie

czekam


słuchaj
jak deszcz po szybie
po liściu spływa kropelkami
ulubionej melodii

siła pragnienia
to też ja



Piszewiersze
„_
Lubię nocnym powietrzem oddychać
wtedy w kroplach deszczowych śpi cisza,
srebrne błyski drżą lekko wśród drzew,
księżyc śpi- otulony w welon mgieł.
http://www.youtube.com/watch?v=niqrrmev4mA&feature=related
Alejandro Lady Gagi
przebój sezonu jabłuszkowego w Scarborough

dla przyjaciół czekoladowych nocy w Scarboro

jabłuszko pełne snu


wiję gniazdo
pod powiekami
jesień rozkłada
ciepłe czajniki
od których wszystko się zaczęło

poduszka niczym kamień
ciąży niedokończonym snem
czuję głód

przez szyby dotyka nas noc
owinięta szorstkim chłodem
prowadzi w czarne doliny
gorącej czekolady

nagrzewam dłonie aśki plecy misia
rzędem ustawiam zamoczone jabłka
w gumowej posypce nasycą głód
hallowynowych czarownic -[ Natalii, Moniki, Sylwii}
w Ogniu na plaży Morza Północnego

od góry czuć ciepło
studzę powietrze
kolejnym ogryzkiem

wciąż jestem nienażarta

ROZMOWA

a właściewie monolog


nie zmuszaj mnie do przyjęcia
twoich osobistych celów,
zrozumienia niejasnych sztuczek,
przekonania nie mają tu nic do rzeczy

nie ponaglaj mnie słowami bez pokrycia,
nauczyłam się już po swojemu
myśleć i czynić

moje słowa nie są nieprzemyślane
realności uczyłam się
przez lata ciężkich prób i wyrzeczeń,
bo jak nazwiesz nasz karciany domek
zdmuchnięty przez wiatr

spójrz
moja ziemia porośnięta zielskiem
drzewo prostuje konary
ja wiem
może dla ciebie to wydaje się śmieszne
ale ja jeszcze zbiorę z tego plon
Zdarzyło się nam niekochanie,
słowa wdarły się jak w wodę kamień.
skończył się sens naszych rozmów
została gorycz

Samotne serca biją w nas,
i choć pragniemy siebie tak,
zachłannie omiata nas czas
Zgubieni na rozstaju dróg,
nie potrafimy wierzyć w cud,
bo łatwiej błędy powtarzać znów

powrót do tego co było

kilka wierszy starej treści


krzyk lecących żurawi

nagrabiłam górę liści
płomieni więdnących w trawie
z szumem wiatru między zębami
kiedy je dokładnie grabię

w odległy przestworzy błękit
zbłąkani wygnańcy jesieni
wydadzą słoneczne tchnienie
nim je spopielę na ziemi

symbole posłannictwa
rozświetlone rudą chmurką
z marzeniami prosto do nieba
popłyną przez moje podwórko
*

Może zostaną marzenia,
Na ziemi dalszy ich los.
Wiosną chwila spełnienia
Z liści - pożywny kompost.

Z suchych gałęzi ognisko,
W nim kartofle pieczone.
Dym, co snuje się nisko
W oczach lato minione.

Żal za tym, co się skończyło,
Ta łza, co kręci się w oku.
Krótkie pragnienie miłości
Potem jesienna cisza i spokój.Jacek Suchowicz


**
Ta liryka w liście dmucha
Gdzie popadnie, niebny hymn
Ciebie przecież miłość szuka
A z miłością jesteś tyAleksander Szumiński

**
Miłość we mnie, za mnie kwitnie.
Choć przeminą grudnie, kwietnie.
Zawsze będzie w moim sercu,
Ale czy na pierwszym miejscu?.

**
miłości wieczne tchnienie
i moje ciche marzenie
i sieć pajęcza jak tęcza.
Lecz czy moje serce rozmiękcza?
zaplątanie zamotanie,
i problem- co z tego zostanie.



THE RAKING- wiersz tłumaczony przez Stefana Rewińskiego

I’ve raked a mount of fronds
the blazes withering in grass
with rustle of the wind in teeth
like a cool of flaying cranes

into the blue space far-away
the autumn’s strayed outcasts
the sunny giving breath
before I ashes it on earth

the symbols of a mission
like ginger lighting cloud
straight to the sky with dreams
it’ll swim across my life –

niedziela, 21 listopada 2010

WRÓCIŁAM

Tak, tak wróciłam
po prawie dwumiesięcznym wojażowaniu po Anglii,
od Liverpoolu do Scarborough, od Scarborough przez York, Birmingham do Londynu.
Znajomośc jezyka? Żadna. Anglicy są bardzo uprzejmi i rozumieli moje rozkładane ręce :)sorki, aj dont spik ingliś:)) tenkju wery macz, lowly dej. hihi
oto co znam :)))noo, może ciut więcej :P
Do domu wróciliśmy razem z Agą, Tadeuszem, Kiką i Filipem- maczo :)
mieli sprawy do załatwienia. Byli 3 dni i polecieli, łza tylko w oku się kręci....

czwartek, 9 września 2010

romantycznie



kiedy przywołujesz chmury
przygasa słońce
i noc nagle spada
pieszczona w półprzytomnej poświacie

świadomości

myśli dźwięczą przyklejone do szyb niczym deszcz
matowieją światła od nadmiaru
tęsknotą pachnie powietrze

każdy szczegół ziemi
szkli się w ciemności
przywołuje kolejne wspomnienia
naszej miłości

taka sobie przypowieść z fotobloga

OSTATNIE MIEJSCE





Piekło było już prawie całkiem zapełnione,
a przed jego bramą oczekiwało jeszcze na wejście wiele osób.
Diabeł nie miał innego rozwiązania sytuacji
jak tylko zablokować drzwi przed nowymi kandydatami.
- Pozostało tylko jedno miejsce, i jak się rozumie, może je zając tylko ktoś z was,
kto był największym grzesznikiem, powiedział.
- Czy jest wśród zgromadzonych jakiś zawodowy morderca?, zapytał.
Ale nie słysząc pozytywnej odpowiedzi, zmuszony był przystąpić do egzaminowania
wszystkich stojących w kolejce grzeszników.
W pewnym momencie swój wzrok skierował na jednego z nich,
który umknął wcześniej jego uwadze.
- A ty, co zrobiłeś?, zapytał go.
- Nic. Jestem uczciwym człowiekiem a znalazłem się tutaj jedynie przez przypadek.
- Niemożliwe. Musiałeś jednak coś zawinić.
- Tak. To prawda, powiedział zmartwiony człowiek
- starałem się być zawsze jak najdalej od grzechu.
Widziałem jak jedni krzywdzili drugich ale sam nie brałem w tym udziału.
Widziałem dzieci umierające z głodu i sprzedawane
a najsłabsze z nich traktowano jak śmieci.
Byłem świadkiem, jak ludzie czynili sobie wzajemne świństwa i oskarżali się.
Jedynie ja wolny byłem od pokus i nic nie czyniłem. Nigdy.
- Naprawdę nigdy?, zapytał z niedowierzaniem diabeł
- Czy to rzeczywiście prawda, że widziałeś to wszystko na swoje własne oczy?.
- Jak najbardziej!.
- I naprawdę nic nie zrobiłeś, powtórzył jeszcze raz diabeł.
- Absolutnie nic!. Diabeł zaśmiał się ze zdziwienia:
- Wejdź, mój przyjacielu. Ostatnie wolne miejsce należy do ciebie!.

czwartek, 26 sierpnia 2010

świat bez marzeń jest jak ul bez miodu

świat marzeń

Kraina snów, kraina marzeń .
Kraina niespodziewanych zdarzeń.
Czy taka istnieje , czy warto jej szukać?
Może wystarczy do serca zapukać?

Ono otworzy doznań bramy
Na jawie zupełnie nieznany.
Świat cudów i tajemnic wszelkich
taki maleńki jak łez kropelki

W nim odnajdziemy siłę i moc
I cichą przystań, wśród ciemnej nocy.
I powiew ciepła co strach rozwiewa.
Maleńkie szczęście, w nim nadzieja.

środa, 25 sierpnia 2010

Weselny dzwon DLA ALICJI I CZARKA

http://www.youtube.com/watch?v=P4RB0H6lP0k&feature=player_embedded#at=75

Jest taki dzień, taka noc,
jest taka chwila z marzeń powstała.
Przynosi z sobą Miłości moc...
Niechby na życie została !


Jest taki moment, tej chwili czar,
taki wyśniony, wyczekiwany,
jak z bajek niesie uczucia dar.
Na zawsze niech Wam jest dany !


Krok, jeden krok bliżej ołtarz
i cichy szept : mamo ma...
Szczęście naprawdę Wam się przydarza.
Miłość niech wiecznie trwa !


Dzwon, bije dzwon w rytmie wesela.
Usta przy ustach, przy sercu serce,
i cichy szept co onieśmiela...
Na zawsze razem ! Nic więcej !

wtorek, 24 sierpnia 2010

miasto snów

może jest takie miasto
gdzie śpią ulice wszystkie
rzeki prężą swoje grzbiety
napinają mięśnie mostu
lśniącego w blasku oczu

lampy przy nich mżą
wstydząc się cieni pod którymi
panny
czekając na oblubieńca
widzą w tym swój początek i kres

może w taki dzień
nikt nie wyruszy w drogę
zostanie tam gdzie jest
a ona stanie się mostem
po którym mężczyzna przejdzie
na drugą stronę

łączy się most z horyzontem
i marzy by każdy kto
na niego wszedł
był zaraz i z powrotem

niedziela, 22 sierpnia 2010

wielka wyprawa do ojczyzny mojej drugiej synowej.

i tak zupełnie niespodziewanie moje kochane dzieci ; Tadzio i Olga, zaproponowały mi wyjazd na Litwę. Miłam godzinę na spakowanie się. Możecie sobie wyobrazić, nic godnego uwagi,w czym bym wyglądała jak człowiek, nie mogłam znaleźć. Na szperanie w szafie nie było czasu, więc zabrałam to, co pod ręką. I szkoda, bo nie miałam w czym się pokazać na Litwie - hihi, Wiadomo, kobiety już tak mają...
Prosto z Urodzin Patryka wyjechaliśmy w daleką podróż.Oj jechało się i jechało, Godziny sie wlokły, jak flaki z olejem. Kika tylko najbardziej cierpliwa. Znosiła niedogodności podróży samochodem.Nie mówiąc o biednym kierowcy, który całą noc musiał ślęczeć nad kierownicą. Nad ranem przespaliśmy sie na stacji cepenu,śniadanko, kawa i dalej w drogę.
Po przekroczeniu granicy wjechaliśmy w ocean..." Wpłynąłem , na suchego przestwór oceanu, wóz nurza się w zieloność i jak łodka brodzi"... Przypomniał mi się Mickiewicz i jego podróż do POlski. Ileż wtedy trwała taka droga, O matulu, z nudów można by... koniom warkoczyki pleść...Więc czegóż ja narzekam.
Wyjechaliśmy o 22.00 a dotarliśmy na miejsce około 15.00 następnego dnia i tak szybciej niż do Londynu!!!
Hotel EuropaS przywitał nas słoneczną pogodą i uśmiechniętymi litwinkami w recepcjii. Hotel dla sportowców wyposażony doskonale w niezbędne akcesoria; hale,sale, sprzęt,siłownie, masaże,ect, nawet sklepy z odzieżą sportową.Słowem super!!!

nadrabiam blogowe zaległości

w dzień wesela Ali, Patryk miał urodziny, osiemnastak!!!!
Ponieważ nie był na weselu,po poprawinach w klewinówce państwo młodzi urządzili mu przyjęcie urodzinowe.
Pomysłowo i z przytupem.Drugi świadek panny Młodej zrobił urodzinowego torta, Mama przekąski i było miło i przyjemnie.

o ślubach , miłości i ślubowaniu

„Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą,
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego, nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego,
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje...”

/1 Kor 13, 4-8/

„Niosę Ci miłość W darze
Ofiarowuję siebie
Cokolwiek czas Pokaże
Stać będę obok Ciebie”


Jak ja ją, tak mnie ona ukochała
I do jedności która nas już splata
Brakuje tylko byś nas ty do świata
Stułą zjednoczył.
Gdzie o jakiej dobie
Zejdziem się skrycie i przysięgniem sobie
Powiem ci idąc, czcigodny kapłanie
Błagam Cię tylko, niech się to dziś stanie.

/W.Shekespeare - „Romeo i Julia”/


I choćbym miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał całą wiedzę,
i choćbym miał pełnię wiary,
tak żebym góry przeniósł,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.


/Kor. 13,2/

wesele Alki i Czarka -31 lipiec 2010

Cudowne, romantyczne marzenia każdej małej dziewczynki w końcu się spełniają…. Nadchodzi długo oczekiwany, jedyny w swoim rodzaju…Ten Dzień.

Dzwony biją jak szalone,
Marsz weselny w uszach brzmi.
Młody mężu przytul żonę,
Niechaj cała ziemia grzmi.
Młoda żono przytul męża,
Twej miłości barwny kwiat.
Nie potrzeba Wam Oręża,
U stóp macie cały świat.


***

Był to bardzo ważny moment nie tylko dla młodych ale i dla wszystkich Bliskich.
Minął prawie miesiąc, ostygły emocje.Młodzi wyjechali do Ani- siostry Ali- na Słowenię, na miesiąc miodowy.

***
Przygotowywałam się cały tydzień.Wiadomo, każdy przed rodziną pragnie wypaść jak należy. Młodzi przygotowywali się cały rok!
Przedwstępone czesanie, lekkie podcięcie włosów.
Trzy dni przed weselem poszłam do innego fryzjera zrobić pasemka. Jak zaczęła mnie podcinać, to o mało nie wyszłam bez włosów. A tak chciałam zapuścić na nieco dłuższe, bo to i przykryją conieco, osłonią. I nie udało się, zostałam powygryzana...ale z pasemkami,hihi. Czy dodały uroku? Nieważne, wążne ,że rozweseliły twarz i nie muszę już tak często malować.... włosów "ofkors".

Ślub był w Koszalinie a kościele Ducha świętego.Uroczystość jak każda ślubna- piękna wzruszająca, Człowiek uświadamia sobie istotę ślubowania, ważność tego.
A słowa- : że cię nie opuszczę aż do śmierci"
są czasami małozobowiązujące dla tych co z lekceważeniem podchodzą do ślubów. Myślę, że większośc młodych nie zdaje sobie sprawy z ważności tego czynu.
No cóż takie życie, może dlatego dzisiejsi młodzi żyją bez ślubów....

poniedziałek, 19 lipca 2010

lipnie?

nie mów do mnie

- dziwaczko
kiedy kładę się na ławce
spoglądam w niebo poprzez sukienkę lipy
seledynowe koronki cieniem kładą się na twarz
na ramię
osłonięte
ławką która drzemie pod stuletnim drzewem

zniecierpliwiona twoimi słowami
zawijam się w kulki

cokolwiek powiesz wiem że się mylisz
lipa jest słaba od środka
przechowuje milczenie w cienkich żyłkach
odradza się na zewnątrz

radością którą nosi w sercu
uleczy świat

sobota, 17 lipca 2010

Zielono mi

Zielono mi

Zgrywam się na damę w kapeluszu
farbowany lis
kłębek srebrnych nici tak naprawdę
nie umiem odnaleźć drogi w lesie
zbyt ciemno pod nogami
mchowa rzeczywistość
przekracza wyobrażenie o tym co na pewno
nie należy do świata mojej egzystencji
pod lipą wszystko wydaje się proste
bez pancerza konik polny
zgrywa wielkiego muzyka
wokół śpiew i szemranie
tych co nie potrafią żyć w zgodzie
z naturą
naturalnie najlepiej wychodzi się
przez okno w stronę gór
z kamieniem w ręku

poniedziałek, 12 lipca 2010

to było tak dawno

To nie koniec snu,
ciągle ta sama scena

biegnę do pociągu
nogi wrastają w ziemię
budzę się, zasypiam
już pociąg we mnie
a ja nago i wstyd
że mam czarne stopy.

Przecież to było tak dawno
uczynki dla spokoju, kartki na cukier
i kolejki za kieliszkiem kawy
albo jakimś niepotrzebnym młynkiem.
To nic gdy w środku zimy idę do pracy
w gumofilcach obcasy nie stukają
cichutko, mięciutko i głupio
że wystać nie mogę nowych butów.

A dziś co.
Nic.
Wielki szum.
Mam wszystko
oprócz kartek na cukier.

adonaj

Adonaj

Człowiek, który przestaje wierzyć ,
jest wypalony jak spróchniale drzewo
umarło w nim to, co najpiękniejsze –
prawda życia.


Stal, beton i kilka drzew zniekształconych
ulic, napręża się i zamyśla w kolorze reklam
pokazuje umęczone dniem rumieńce cegły,
nagie mury. W oczodołach okien
ciemność pęka jak lustro w rwącym nurcie.

Za nimi obumierają myśli zaklatkowanych istnień.
Nie byli w stanie zebrać wiatru w zagłębieniach dłoni,
ani zawinąć wody w płaszcz.
Nie ma znaczenia, że przeszli morze
suchą stopą
Lgną do siebie z niejasnym przeczuciem,
że wystygną niczym popielnik
nim odnajdą dzień w spojrzeniach nieprzespanej nocy,
w słońcu osuszą koszmary zziębniętego serca.

Bez słów
Adonaj
wrzucą kolejne ziarno.
W ciemność, w słońce

Na własną chwałę, czy zgubę?

Staje się pustynią.

czwartek, 8 lipca 2010

zwyczajna podróż

Zabierz stąd mnie przeprowadź przez ten deszcz...
Zabierz stąd mnie chcę środkiem burzy przejść...



We śnie myśli mnożą nieznane zjawiska
kołują nad łowiskami chwil
w lunatycznej świadomości
przekraczają wymiar.

Czy możemy śnić o tym samym
lecąc nad kukułczym gniazdem?
Wśród zapachów wilgotnej ziemi
zabrakło czystych barw .

Deszcz kosi brzuchy wzgórz,
najmniejszy szczegół pociętej trawy
układa na twarzy rozgrzeszenie.

Dom. Mnóstwo rzeczy niepotrzebnych,
taboretów, codziennych posiedzeń,
rozmów i drzwi przez które wciska się jutro.
Pełznie wzdłuż ścian, sięga okien,
zabiera blask i wyznacza

nową podróż.

wtorek, 6 lipca 2010

horoskop majowych....

Szafir


23 kwietnia - 12 maja

Roztropność, rozwaga, mądrość - to cechy przypisywane Szafirom, z reguły osiągającym życiowe sukcesy. A w dodatku otoczonym powszechnym szacunkiem, dla swej prawości i uwagi poświęcanej innym. Szafir jest pracowity, wie czego chce. Nie zamierza jednak osiągać sukcesów kosztem innych. Woli obdarzać ich przyjaźnią i szacunkiem. Podobnie jak współmałżonków, którzy mogą liczyć na ich stałość i wierność. Dba o ognisko domowe, do którego Szafiry przywiązują wielką wagę. W miłości Szafir jest odpowiedzialny. Nie ulega porywom, stara się dobrze ulokować uczucia. Zdaje sobie sprawę, że wiele daje i chce w zamian otrzymać tyle samo. Łatwo ich jednak zrazić - wyczuwają każdą nieszczerość.

JAŚMIN


1 - 14 maja, 3 - 11 listopada

Dusza towarzystwa, budząca zainteresowanie, wprowadzająca innych w doskonały nastrój. W rzeczywistości bywa jednak nieśmiały, pełen obaw. Jaśmin to często pesymista, nader ostrożny w kontaktach z ludźmi. Przejawia jednak talenty dyplomatyczne, co pozwala mu w życiu funkcjonować. Chociaż posiada wysoko rozwinięte poczucie odpowiedzialności, nie lubi ograniczeń. Dlatego w małżeństwie bywa trudny, wręcz konfliktowy. Za to jest doskonałym rodzicem, gdyż właśnie z dziećmi wiąże wielkie nadzieje. Nie boi się pracy, często odnosi materialne sukcesy, do których nie przywiązuje jednak zbyt wielkiej wagi.

On nie był uczniem Chrystusa

w tej dalekiej podróży
zabija siebie
dłonie srebrzą się w słońcu

złudzenie

codziennie powtarza seans
nie mów nikomu pod którym mostem
wszak jest
tylko jeden
rozumie każdego
licznym wybacza

długo jeszcze?

słony smak wspomnień

nie wywabisz go różową oxy
nie zatamujesz ałunem
lek na zapomnienie tylko
w ampulce
lecz nie wiem jak się go dawkuje



***


Historia jednej znajomości

wypatrzyłam cię pod krzewem jaśminu
pachnącym jak zapomnienie
przez następne dni
ćwiczyłam pilnie spostrzegawczość
by nie przeoczyć cię spośród wielu podobnych
klonów na jednej ulicy

nadszedł czas. wchodziłam w cień starych drzew
nie przesadzałam witając cię uśmiechem
promiennym jak jesienne słońce
kiedy potrafi ozłocić promieniami wszystko dookoła
zagęściło się od ubranych w kwiaty rabatek
dodawały uroku chowającym się za nimi
kolorowym wspomnieniom

tak się zaczęła nasza przyjaźń
trwa


*
myśli rozbiegły się jak zające po miedzy
i noc której nie wystarczy by kochać
zamyka swój rozdział

chłodną ręka dotykam twoich powiek
w milczeniu kiedy zasypiasz
czuję jak cząstkami ucieka z nas życie
i sen którego duszny wymiar zatacza koło
przenika pod skórę

jak z kilku zdań złożona rozmowa
kończy się ciszą

Herbatka pod dzikim winem

wiersz poprawiony... wersja II

Lubię o tobie myśleć. Wyciągasz
dwa fajansowe kubki. Uderza zapach mięty.
Czujesz?

Już stygnie.

Zapatrzyłeś się w punkt
bez widoku. Jestem po drugiej stronie,
u siebie, zwinięta jak gazeta.

Czekam. Przeczytasz być może
nie zaparzę
Sojanowych ziółek.

W jaskrawym świetle widać bruzdy
naszych przemijań. Za oknem
wiatr tańczy, jakby chciał wyprostować
korzenie starych drzew wrośniętych w puste mieszkania.
Ty i ja. Wznoszenie i opadanie na falach oddechów. Było.

Mówiłeś.
Miłość jest smutna,
gdy nie jesteśmy jej pewni.

Miłość jest dzika, jak stepowe konie.
Tego jestem pewna. Jak jazzu Tomasza Stańki
i ziółek z wiadomego źródła.

środa, 30 czerwca 2010

osamotnieni

Lubię o tobie myśleć. Wyciągasz dwa fajansowe kubki.
Zaraz zaparzysz kawę, zapach uderzy w nozdrza.
Rozniesie się echo naszych westchnień. Czujesz?
Kawa z drugiego kubka już stygnie, zapatrzyłeś się
w punkt bez widoku.
Jestem po drugiej stronie stołu
w swoim mieszkaniu zwinięta jak gazeta,
czekam, aż ktoś poda mi aromatyczną kawę,
bez mleka smakuje jak życie.
W jaskrawym świetle poranka najwyraźniej widać
bruzdy naszych przekonań za oknem
dziko tańczy wiatr jakby chciał wyprostować
korzenie starych drzew wrośniętych w puste mieszkania.
Ty i ja. Mówisz
Miłość jest smutna.
Ale tylko wtedy gdy nie jesteśmy jej pewni.
Miłość jest dzika. Jak stepowe konie.
to pewne.

środa, 9 czerwca 2010

rozćwierkane stado wróbli....wiersz dla myszki :)))

Puka w serce...

Rozćwierkane stado wróbli
tuż przede mną lot ćwiczyło
kilka siadło na wajgeli
w gąszczu kwiecia się zgubiło

Pozostałe z wielkim krzykiem
okrążyły krzew wajgeli
rozhuśtałam spadło kwiecie
oraz wróbel całkiem mały

wypadł prosto w moje ręce
przestraszony skulił skrzydła
mocno biło jego serce

ot, gromadka łobuzerska
myśl przemknęła wolnym lotem
zostawiłam wróbla w gnieździe,
broniącego dostęp kotom

poniedziałek, 7 czerwca 2010

warto czekać...


"Sekretem szczęśliwego życia jest wyrozumiałe akceptowanie zmian.."

/James Stewart/

-ڰۣ-✿ڿڰۣ-✿ڿڰۣ✿


"NAJPIĘKNIEJSZE JEST TO
CO PRZED NAMI ..."

Na rozstajnych drogach usiądę
I nad życiem minionym pomyślę
Może nic w moim życiu nie było
O czym warto pamiętać i myśleć .

Potem pójdę w kierunku nieznanym
Nie zapytam nikogo o drogę
Póki sił mi wystarczy iść będę
Bo zatrzymać się przecież nie mogę .

Jestem jedną z tysiąca wybranych
Która czeka na wielkie olśnienie
Co dzień nowe goją się rany
I ciągle spadam z łoskotem na ziemię .

Na rozstajnych drogach usiądę
I nad życiem minionym pomyślę
Wiem ,że coś jeszcze może się zdarzyć
Na co warto poczekać nim przyjdzie .
( z netu)

dzieci- nasza radość DZIEŃ DZIECKA



Miłość kwiatem dziecięctwa w sercu zakwita
i każdy dzień nowy co rano z nim witam

Na każdy ich krok spoglądam z miłością,
i głaszczę ich głowki z olbrzymią czułością

Miłość jest wzlotem w niebieskie otchłanie.
Kochaj swoje wnuki Z miłością patrz na nie.

i smiać się należy ze swoich dolegliwości

al..alc.. haimer?

słońce jesienne wysusza mózg
metodycznie dokładnie powoli
dla niego to duży plus
bo skleroza podobno nie boli

skulony w swej pelerynce
rzeczywistość pomyli z baśnią
smażąc kropki biedronce
obdarzy dozgonną przyjaźnią

chyba że jakaś frau odkryje
panaceum und antidotum
albo pogoni deutsche herr kijem
by nie zadręczał głupotą

czwartek, 27 maja 2010

po prostu była...


była wspaniałą matką

spotykałyśmy się przy kuchennym stole
piekła najsmaczniejsze uśmiechy
w zielonych oczach gościła dobroć
zawsze
płaszcz tylko do kościoła - na miarę uszyty
kostium i kapelusz– zazdrość sąsiadek
i obowiązkowo rosół z domowym klimatem

nie była nigdy stara
zawsze zadowolona
mawiała kiedy bieda, choc do żyda

nad ranem wyszła na wieczny spacer
bez butów bez kapelusza
w nim skrawek lata
szamotał się jeszcze

śniłam że za oknem ptak śpiewa
najpiękniejsze melodie
ona
w szarym kostiumie wybiera chabry
i kąkole z kłosów pszenicznych

dziś Panu Bogu piecze najsmaczniejsze ciasta

środa, 26 maja 2010

refleksje....zaduma, smutek

nie ma jej już...w połowie

tulę twarz do jej zapadłych policzków
jakbym chciała wyżebrać przebaczenie
za noce zarwane oczy za słone

matka wzruszeniem
maluje szklisty wizerunek
w sercu po grób do zapamiętania

zaufała już Temu, który się nami posługuje
i nic nie zmaże wyroku wypisanego
sympatycznym atramentem Boga

nie rzucam wyzwania - nadzieja
daje prawdziwe owoce
dziś łozówka zaśpiewała nad ranem

02.07.06. nie ma jej już

dzień refleksji- 26 maj - sprzed czterech lat!

Poemat, który nie ma tytułu

kto uwierzy, że u źródeł ludzkiego zagubienia jest zawsze brak czułości i miłości

Najgorsza chwila, kiedy wchodząc do pokoju
wstrzymujesz własny oddech, by usłyszeć tę,
która w zgniecionej pościeli cicho oddycha.
Patrzysz, chłoniesz ciemność wielkimi oczami,
a ona najciszej by nie być utrapieniem,
faluje drganiem w ciele, gdzie noc się domowi.
Możesz zrobić cokolwiek: śmiać się, pogłaskać lub
na palcach cichusieńko, nie budząc nikogo
odejść stąd, niosąc swojego cyrenejczyka.

Patrząc na twarz śpiącej, z głęboką wiarą Bogu
polecasz swoją bezradność i zagubienie.
Ciemność rozświetlasz lampkami cichej modlitwy,
nadając sens temu cierpieniu - wbrew logice.
Rany nie gojących się blizn, są jak stygmaty
na jej ciele. Szukasz odpowiedzi u Pana : -
ona jest sympatycznym atramentem Stwórcy.
Sumienie tylko paruje pod maglem grzechów.

Gdzieś w mroku, za oknem anioł prostuje skrzydła.
Mógłby łatwo podejść znienacka, w każdej chwili.
Jednak zwleka, jakby dawał czas tym na ziemi,
na jedyny rodzaj zajmowania się sobą:
co nie jest samolubnym dowartościowaniem.
Miłość, która późno odważyła się mówić,
wypełnia najtrudniejsze godziny wyrzeczeń.

dzień matki- piękne święto



Matka

słowami malowałaś moją twarz
bezwiednie układałam grymas
uśmiechu
jak to dziecko
cieszyłaś się

wyprzedziłaś drżące słowa
jak myśli wyprzedzają ruch ręki

byłam przecież śladem bosych stóp
profilem twoich dłoni

mówiłaś

Żyj tak aby każdy kolejny dzień
był niesamowity i wyjątkowy.
Wypełniaj każdą chwilę tak
aby potem wspominać ja z radością.
Czerp energię ze słońca,
kapiącego deszczu i uśmiechu innych.
Szukaj w sobie siły,
entuzjazmu i namiętności.
Żyj najpiękniej jak umiesz.
Po swojemu. Spełniaj się.


Matka

w szybie widzę ciebie
nos przytulam zimna, drętwa

po mgiełce rysuję kontur twojej twarzy
płyną krople

wieczorem chucham na szybę
znów jesteś

zasłaniam okno
znikasz.
czy wrócisz jeszcze?


Twoja nieobecność

kwiaty na wietrze są bardziej słone
niż łzy przez wiatr wysuszone

Tak boli Twoja nieobecność
zebrana w kącikach oczu
sumą wszystkich strachów
jest również łez niepokój

w szklanym ciętym pyle
kwiaty wody mają dosyć
rani serce wspomnień tyle
zapomnieć- nie sposób

środa, 19 maja 2010

sobota, 15 maja 2010

mój świat, moje życie


Wieczór


dzień zaciąga chmurami niebo
przyodziewa z granatu płaszcz
ogarnia nas senność
odległa na tyle
by nie kłaniać się jej w pas
*

wczoraj odpłynęło z melodią słowika
dzisiaj dzień nowy radośnie wita
wygoń cień, co świt przesłania
słońcem i nadzieją z rana





Tutaj rzekotki śpiewają najładniej

był czas kiedy
kropla głaskała szybę
szyba tuliła się do policzka
- nikt nie był zadowolony

kwiaty odwróciły się od słońca
żeby oddychać wiatrem
słońce odwróciło się od brzoskwini
- dojrzewała gorzkniejąc

w mchu topiły się grzyby
jak w cieście rodzynki
i nikt nie wydłubywał
robaków zasuszonych na zapas

tylko rzekotki kumkają normalnie
tym ładniej im bliżej
lasu
a może ciebie?




wiosną na jeziorze drawskim

Masz braki w znajomości
natury - wymruczał kamień olszynie

drobne szyszki trzymają się mocno
unerwionych liści na tle
trzciny poddającej się płomieniom
podsycanym przez wiatr
który wyszumieć się chce w poziomie
kładąc trawy

swobodny i majestatyczny w swojej mnogości
przyniósł zapach zefiru
i kwiatów grążeli
w mdląco- słodki sen
naturalnie na fali
zielone palą
się olszyny

moja ziemia, mój kraj...

córka słońca - wiejska sielanka

mówisz, że żyję na księżycu
a jestem przecież córką ziemi
zdeptana niczym dróżka
dobrej energii w drzewa cieniu

wszystkie sprawy wielkiego świata
tu mało mnie jakoś obchodzą
mamy już w końcu swoje lata
rozstaje ze zmienną pogodą

mówisz:- jesteś z innej planety
odległej od ziemskich spraw wielu
przyrosła czołem morenowo
do jezior rynnowych, grążeli

trendów nowomodnych unikam
wszelkich gromadzeń pończoszanych
wraz ze swoim aniołem stróżem
bujam się między obłokami

luzakiem na boso po trawie
w przyjaźni z bocianem, gołębiem
lub w objęciach kochanej lipy
upozytywniam się dogłębnie

wszystko inne tu nie na miejscu
życie płynie starym korytem
jak Wisła pradawnym Słowianom
wtedy gdy nas nie było przy tym













W zapachu dzikiej koniczyny

Mozolne, wieczne pszczół krzątanie
wśród trawy i kwiecia na łące
nad Drawą, rozebraną z cienia
złoci się w kaczeńcach słońce.

Pszczoła wciąż kwiat na kwiat zamienia
To mniszek, to kwiat koniczyny.
Kwiat więdnie jak nasze pragnienia.
I nie ma w tym niczyjej winy.

Samoistnie zalesione wzgórza
Pola bezpańsko pozostawione.
Południe żarem w rzece się nurza,
wsłuchane w kościelne dalekie dzwony.

Pastwiska choć pełne są rosy.
Wzgórza przepasane weselem.*
Łąki nie stroją się trzodami,
choć szmaragdowa na nich zieleń.

piątek, 14 maja 2010

mieliśmy dośc zimy, teraz mamy zimny maj



Nad jeziorem drawskim

tu zobaczysz wody czyste
po nich słońce stąpa rano
zbiera rozpostarte chusty
mgły zmienione w pianę

z cichym brzękiem ważka modra
muśnie pianę utrzepaną
i za chwilę podmuch wiatru
lekko pogna w dal nieznaną

w białym puchu promień słońca
łabędź wciska w pierzy ciszę
a strącony pył złocisty
woda miękko rozkołysze

***

Proszę jedźmy tam najprędzej
zauroczy każda chwila
ciepło, spokój wchłonie serce
by pośpiechu rytm przetrzymać

poetycki plon


nie jest ważne to, czy czynię coś wielkiego

Odjeżdżam? Przecież siedzę. I myślę.
Śladowo. Ze mną tak zawsze.
Nie wiem skąd wiem, że ziemia żyzna to ta,
w której ziarno gnijąc cierpi, rozpada się
i że najłatwiej w życiu dodawać klęski.
Pozycja na początku stracona, pozornie
nieudany los, podlewany łzami,
wypuści głęboki korzeń nowego wiersza.

Udany plon dojrzewa kwiecistością
pociągów do zielonego maja,
przystanków nie tylko przed czerwonym,
przemoczonych w deszczu
niepotrzebnych wierszy
obciążeń
a wyrzucić szkoda
przyziemnych zwyczajów.

Plon wzniesie się ponad ziemię,
prosto do nieba strzeli
możliwość poprawy losu albo i nie.

Podobnie jak ulewa i śnieg
spadają z nieba i tam nie powracają*

Iz.55,10-11

czwartek, 13 maja 2010

ech, same kłopoty....


wiesz..
codzienność jest po to żeby pod rynną
odnajdywać kiełki zielonego groszku
wdeptane w ziemię za dobrych czasów
zadbać o stare
przyjaźnie
tworzyć nowe
zawiązki owoców

wiesz...
cholera wie po co manipulujemy środkami innych
kiedy nie mogąc trafić w swój środek odbicia
obarczamy wszystkich dookoła
winą za niepowodzenia

i wiesz
może i nie będzie nam dane trafić
ale na psa urok ( może być ostrzej)
przecież to nie o to chodzi

***

Pogoda wpływa bezpośrednio na stan mojego ducha. Niby jasno, ale nie słonecznie nie mroźno, ale zimno jak jasna cholera. Podobno winę ponoszą Ogrodnicy. Czuję, że jeśli ktoś napatoczyłby się teraz pod moje ręce, to za jednym dotknięciem dłoni zostałby zamieniony w posąg.
Jak ta Zoja z Samary 50 lat temu, (z wczorajszego programu tv), która tańczyła z ikoną świętego Mikołaja. I wrosła w podłogę, skamieniała. Tylko nocami przez 128 dni wydobywała straszliwy krzyk z martwiejącej krtani. Brrrrr. Kiedy wycięto podłogę razem z nią, Z desek leciała krew. Pamiętam tę opowieść. Mama mi opowiadała, bardzo dawno temu, byłam jeszcze dzieckiem. Coś w tym musi być
Zalało ścianę w drugim pokoju, odpryski stają się bardzo widoczne, jak strupy denerwujące. W wiejskim sklepiku nie było ulubionego „kołodzieja”, a przez to, że nie zamknęłam czajnika gwizdkiem i beztrosko poszłam do swojego pokoju gmerać w internecie, nastawiając wcześniej wodę na kawę, uchnia na dobre pół godziny stała się najprawdziwszą kopalną węgła. Smród spalonego ebonitu i woda ugotowana na „twardo”. Nawet niebo poszarzało od tego dymu, który wypuściłam przez okno i jest mniej niebieskie niż zazwyczaj. Ech, dawno nie narzekałam, ale chyba nie wyszłam z wprawy, prawda?

Od rana po domu latam na odkurzaczu i z mopem, cała kuchnia niesamowicie zagracona, acz niezwykle przez to przytulna, staje się czysta i błyszcząca jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A raczej ścierki .I pachnie woskiem do mebli, płynem do płytek, uwielbiam ten zapach. Ale poprzez miłe zapaszki, daje się odczuć jeszcze mały smrodek spalenizny.

A wiecie, po co cały ten cyrk, po co te tańce-połamańce z rurą od odkurzacza? Ano po to, żeby zapomnieć o... Do gotowej na wszystko pani domu raczej mi daleko, ale gdy pomyślę o….i znowu pączkuje w moim umyśle …pomysł na samognębienie ... Brr, chyba pójdę pozamiatać podwórko, albo poprzesadzam kwiatki.
Malowanie to nie moje hobby. A należałoby odnowić conieco za niewiem skądkasę.
I jak Tu nie pokochać przyrody….


Pokochaj wiatru podmuch
gdy pośród drzew szeleści,
dla Ciebie nieustannie
snuje swe opowieści.

Pokochaj wszystko wkoło
nie omiń też niczego,
jednak najwięcej miłości
miej dla siebie samego.

poniedziałek, 10 maja 2010

kiedy sen bierze nas w objęcia



myśli rozbiegły się wokoło
i noc której nie wystarczy by kochać
zamyka swój rozdział
chłodną ręka dotykam twoich powiek
w milczeniu kiedy zasypiasz
czuje jak cząstkami ucieka z nas życie
i sen którego duszny wymiar zatacza koło
przenika pod skórę

jak z kilku zdań złożona rozmowa
kończy się zawsze ciszą

zatrzymaj zieleń nadziei


Trzymaj w swoich dłoniach zielone kolory.
Rozsypane dźwięki układaj w symfonię.
Na strunach przygrywaj słowem jakże pięknym,
by wszystko pachniało skromnie.

Czasem nas nachodzi jakaś dumka smutna,
że niebo zamknięte że statek odpłynął…
Jednak trzymaj się słonecznej strony.
Kurs nadziei przyjąć ku milszym krainom.

Poświęć czas nocy rozgwieżdżonej srebrnie.
W mroku zostaw bunt i żal bezprzeczny,
porzucić i złóż strudzone myśli
w objęcia księżyca w jego kształt foremny.

Poświęcić czas ciepłu, jego wielkiej magii,
co idąc wciąż naprzód kręgi swe zatacza.
Nakręca poezją zegary serc naszych,
i wraz ze spokojem do nas zawsze wraca

barwy mojego ogrodu




czwartek, 6 maja 2010

dwie połówki jednej łodygi


rodzi się człowiek

Mówią, że kiedy rodzi się człowiek,
z nieba spada dusza i rozpoławia się.
Jedna część trafia do kobiety,
druga do mężczyzny.

Całe życie polega na szukaniu
tej drugiej połowy.
Dla uszczęśliwienia siebie
dzień po dniu wchodzimy w słońce, w cień.
Obdarzani na przemian blaskiem i ciepłem.
Zimnem i szarością
- szukamy.

kim jesteś

Kim jesteś dla mnie.
Czy jesteś
Motylem w brzuchu.
Zielenią wiosenną.
Błękitem nad głową,
Nie gasnącym optymizmem,
Uśmiechem od ucha do ucha.

Myślę wtedy, że to szczęście,
że jesteś
darem danym przez Boga.


miłość

nadchodzące światło załamuje
punkty odniesienia
zmieniają położenie
ruch rozciąga się wzdłuż dotyku
różowieje na znak nocy
i robi się całkiem pąsowa
po wszystkim ślepo wierzymy
że świat ma kolor czerwony
i kształt serca

wyłączeni z rzeczywistości
szukamy spojenia z przestrzenią
tłumiąc wady
kształcimy obraz idealny

teraz wiem

środa, 5 maja 2010

widziałam motyla cień


nocą
cumują statki przeładowane widmami
przybierają znajome kształty
pamięć
dojrzewa w głębinach
nęka
aż do brzasku wśród ryczących fal
pełnych języków niepewności

motyl zostawił cień

poniedziałek, 3 maja 2010

świątecznie, smętnie


Od rana pada, nawet dobrze, bo ziemia pod lipą bardzo sucha.Stokrotki bardzo przywiędły, rozczapierzyły się, deszcz je ożywił.
Ten rok jest inny od poprzednich, co roku miałam pełno gości, a dziś... trudno. Nie zawsze jest po naszej myśli.Jutrzejszego szampana wypiję z mężem...

No, cóż. Wszystkiego najlepszego, Stasiu

piątek, 30 kwietnia 2010

witam w przeddzień majowy



wierszem -wiosna

Samotnościom uśpionym w ramionach drzew
wykluwa się radość w rozgardiaszu ptasim,
otwarta na słońce tęsknota za
kwitła liliowo.

Mniszek słonecznie usposobiony,
niewinnie wabi goniących za niczym
- zwolnij, popatrz na nas - zdają się mówić barwne hiacynty.
Spod dzwonków pierwiosnków
Chopinem spływa na ziemię nieśmiały dźwięk
ukochanej melodii

Krecie domki stają się tarasami dla nóg przechodniów.
Sznurówki tańczą na wietrze wiążąc w pary zamiłowanie do wędrówek
i szepczą z czułością do dziurek od butów :
kocham świat!

--Miłego wykendu, tradycynie

czwartek, 29 kwietnia 2010

antidotum


Antidotum

nie jesteś moim antidotum
choć inaczej się zapowiadało
na samotność nie piszę wierszy
one trwają

czas odmierzany w krzywych literach
linijka po linijce znaczy więcej
niż zwykłe klepsydry

zapominam się modlić
kiedy wybieram z oczu piasek
nie lecą już łzy

podnoszę kolejny kamień

sobota, 24 kwietnia 2010

poszukiwanie bezpiecznej przystani


nawyk

wśród bezsennych zegarów marznę
a przecież wyobrażałam sobie że jesteś
od nakręcania czasu wśród śmiechu
piszemy na skórze gorące listy pragnąc zamieszkać w sobie

rzucamy płatki za siebie by nie wiedzieć do końca
dlaczego tak się dzieje że omijamy kołek w płocie
cupiąc na gałęzi jak bażanty samotnicy
w pociętym lustrze przeczucia odnotowują same straty
ciało drży przyjmuje obawy rzeki
podmywającej własny brzeg

płynę spojrzeniem wody do kwiatów
kolorowej poduszki zagubionej wśród samotności

nawykiem jest wspominanie

***
ból samotności

miłość różowieje na znak nocy
i robi się całkiem pąsowa po wszystkim
wtedy gdy ślepo wierzymy
we wszystko ma kolor czerwony
i kształt serca

wyłączeni z rzeczywistości doskonalimy świadomość
która poza wszelkimi normami
tłumi w sobie wady
a jedynie kształci obraz idealny

teraz wiem jak boli samotność

wróżki


zastanawiam się gdzie znikły wróżki
jeszcze wczoraj rozpuszczały czerwone
nici magii
dzisiaj dwie ręce do dyspozycji i coś się przewraca
od poniedziałku do piątku kolejny spadek ciśnienia

za plecami powietrze szczypie w kark
a przecież marzannom zdarto suknie
do słońca wystawiam twarz
i nawet nie wiem jak nazwać
pierwsze oznaki miłości
wypisane nierówno dłutem czasu

wszystko jest kłamstwem ustawionym na ołtarzu
bajek o ujędrniających balsamach
na duszę zabrakło ich jakoś
cała jestem kłamstwem
przychodzę i odchodzę kiedy mocniej wieje
szukam wróżek za oknem

czwartek, 22 kwietnia 2010

wiersze na dzień dobry

Chmury

wypinają się
przepychają
nadymają

wiatr
wyprasuje, przypasuje,
rozpędzi, rozgoni
w cztery świata strony.

chmury, jak morskie bałwany,
urządzą nam za to
cały tydzień lany

mnie wszystko jedno
jestem już
zalany


Bierność, apatia, czy to tam chcecie

na miękkim podłożu kwiecistej gnuśności
brzemienny nieistotnymi sprawami
wdzięczy się jegomość w skorupie zielony

cedząc z potoku wylewność słów wielu
szczelnie smaruje codzienność byleczym
przeciska się gnojnie przez dziurkę sznurówki

cudzymi słowami mężniejąc w sobie
wzorcami jakośtobędzie staje się
kameleonem wspólnej rzeczywistości

wtorek, 20 kwietnia 2010

Nowe w miejsce starego czyli porządki w szafach





Wpuściłam świeżego powietrza do moich moli w swetrach...
Czas najwyższy!.No cóż, lat ubywa a ciała przybywa,
ubrania na stosach, a nie do użytku.
Zawsze żal mi było wyrzucać, ale szafa pęka w szwach jak stary kostium kąpielowy.
Podjęłąm męską decyzję i oto stoją dwa olbrzymie wory.
Musze się ich pozbyć jak najszybciej, bo znowu zacznę grzebać, przerzucać i skurczy sie worek a napełni szafa,hehe
londyńska róża

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

wiosna w Regent's Park




z czaplami

widok z Grynicz z cyklu, moje podróże.



stałam na dwóch półkulach.... Tadeuszowi
Wyleciałam w obce słowa i własne myśli . Z dużymi oczami szłam przed siebie . Obok ty, zawsze omijasz nieistotne . Pokazujesz drogę wśród obcych. Wiedziałam .
Gdy wrócę, opowiem o domach i ogrodach z hortensjami , fuksjami, co nawet zimą mają kolor czerwony , o morzu odsłaniającym ukryte w skałkach muszle . wdeptywałam w piasek żółte liście moich kalendarzy . Pokażę fotografie i te wszystkie miejsca , którymi zachwycałam się pisząc: "szkoda że tego nie widzicie”.
Opowiem o tym, ile musiałeś znieść, by dźwigać osamotnienia . Czerwień kojarzyłeś z domem ojczystym . Teraz marzenia przybrały kształt znajomego punktu na mapie .
Zebrać wszystkie róże , usypać ścieżki powracającym ptakom, niech mają turkusowe albo pomarańczowe skrzydła , po drugiej stronie wymarzony dom . Wystarczy uchylić okna.