wtorek, 30 listopada 2010

słowiańskie bajanie

to tak apropo wróżb:))

BAJKI SŁOWIAŃSKIE


1.Wdzięczność niedzwiedzia.
Na Wilczy, niedaleko topieli jeden chłop układał w stogu wysuszone siano i zauważył pod sosną niedźwiedzia, który ze swej łapy usiłował wyciągnąć kolec. Szło mu to ciężko. Męczył się , a kolca nijak wyciągnąć nie mógł. Chłop , co pracował przy sianie, nie namyślał się długo , podszedł do niedźwiedzia i udzielił mu potrzebnej pomocy. Uradowany niedźwiedź zamruczał, wstał i poszedł w głąb boru. W kilkanaście lat później chłop ten został napadnięty przez wilki. Bronił się jak tylko mógł, ale sytuacja stawała się z minuty na minutę groźniejsza. I nie wiadomo jak by się to skończyło , gdyby nie nagła pomoc niedźwiedzia , któremu niegdyś okazał życzliwość. Niedźwiedź stanął bowiem w obronie chłopa i pokonał wilczą zgraje. Odtąd niedźwiedź często zaglądał do zagrody swego przyjaciela, gdzie bywał goszczony miodem i chlebem. (do góry)
2.Podróż przez ciemny bór.
Była letnia księżycowa noc. Na niebie świecił miesiączek w pełni. W tę noc wybrał się sołtys ze Świątek w daleką podróż .Mówili że do najmłodszego syna , który od roku przebywał w grodzie. Droga sołtysowi wypadła przez wielki bór, który rozciągał się wedle Klonówki. Szedł wolno od czasu do czasu spoglądając na radosny miesiączek, co oświetlał piaszczystą drogę lub spozierał w głębinę tajemniczego boru .Nagle patrzy a tu obok niego idą stare ,chude wilki i cosik sobie mruczą .Przez głowę przeleciała mu myśl ,że pewnikiem to nie wilki, ino jakieś złe duchy .Toteż zaraz chwycił amulet zawieszony na szyi i machnął osikową laska na lewo i prawo, ale wilki ani drgnęły. Szły sobie dalej jakby nigdy nic. Idzie strwożony sołtys i tylko myśli, jakby się tu z tej strasznej przygody ratować. Przeszedł już Jamy Wilcze i Jamy Lisie, przeszedł Pólko Lipieckie. Na leśnym rozdrożu zatrzymał się ,pomyślał chwile ,a potem ruszył na uroczysko gdzie stał stary ,drewniany posąg Boga Welesa .Tam padł na kolana ,wyjął z torby kawałek chleba i baryłkę piwa .Chleb złożył pod posągiem ,piwo ulał z wielką czcią i począł się modlić: Welesie, Welesie panie wielki Odpędź proszę te złe wilki Gdy skończył wstał i wrócił na swoją drogę . Jakie było jego zdziwienie, gdy zobaczył ,że pod dębem czekają wilki.-O wielcy Bogowie! -zawołał zrozpaczony, lecz ruszył w dalszą drogę. Wilki wnet go otoczyły i szły z nim krok w krok. I tak sołtys w trwodze przebył kawał boru i doszedł do gajówki, co stała niedaleko leśnej strugi. Niewiele się namyślał i wszedł do środka, opowiedział o swojej przygodzie i poprosił o pomoc. Wtedy borowy powiedział mu:-człowieku, nie bój się wilków , one cię nie zjedzą, bo jesteś pod opieką wielkiego Welesa.Gdy sołtys opuścił gajówkę wilków już nie było, tylko w głębi boru rozlegały się ich przeciągłe wycia. Wtedy sołtys ruszył szczęśliwy w dalszą drogę .(do góry)
3. Dawne opowieści o Wężach.
O wężach prawiono różnie. A to, że mają one swojego króla, co na głowie nosi koronę i rządzi innymi, to znowu, że za dokuczanie mszczą się i mogą nawet udusić. Dawniej węże żyły w przyjaźni z człowiekiem, a człowiek je szanował i pozwalał im przebywać w oborze i chałupie. Babka mówiła , że ssały krowy i nieraz zabawiały dzieci. Opowiadano też, że węże wyczuwały jaka będzie zima i jak głęboką maja wykopać sobie kryjówkę, a gdy nadszedł czas siewów ozimych, wchodziły na drzewa i razem ze żmijami słuchały jak na uroczyskach Żercy i Guślarze odprawiali żertwy i wróżby czynili na rok następny, a potem schodziły w głąb ziemi. Starzy ostrzegali aby w dniu tym nie przebywać ani w lesie, ani w sadzie ani tam gdzie rosną jakiekolwiek drzewa, a to dlatego ,żeby uszanować święto gadów i nie sprowadzać na siebie nieszczęścia. (do góry)
4. Duch Pasiecznik.
Żył przed laty sławetny ,a jakże pszczelarz, Wawrzon Olbiński. Miał on ci wielgachną pasiekę na głębokich supłach, gdzieś niedaleko leśnej prześlogi. Ojce mówili .że okopana była rowem i obtoczona wałem. I gadali też ,że w samym środku , gdzie złocił się kierz dziewanny, stał ulok-odmieniec, niby starzec jaki , z długą brodą i grzywą. W nim to miał przemieszkiwać dobry duch-pasiecznik, który opiekował się pszczelną chudobą Olbińskiego. Rabsiki i guślarze , co to niby mieli go widzieć ,powiadali , że kręcił się po pasiece jako smukły człowieczyna w białym przyodzianiu, w reku miał podkurzacz, z którego na wszystkie strony walił okrutny dym. Pono rzucał on czary na tych , co chcieli okradać ule z miodu i wosku. Miały mu w tych czarach pomagać wilcze kły i pazury, co wisiały na otworze ulotka, w którym przemieszkiwał. Pono w każde południe , jako że był przezorny gospodarek , obchodził pasiekę i pilnie pozierał , czy w każdym wylotku dobrze sprawują się robotne pszczółki i czy nie kręcą się tręty i skarle. Raz do roku na początku sierpnia w jego święto ,Olbiński składał ofiare swojemu duszkowi. Przed jego ulokiem stawiał na kamieniu miód w skorupce, a obok kładł kawałek rżanego chleba. Pono duch -pasiecznik wielce z tego był rad.(do góry)
5.Kwiat paproci.
Jednemu chłopu w dzień przed nocą kupalną zginęły konie. Szukał ich po wsi, po łąkach i pastwiskach. Na próżno. Powędrował w końcu do ciemnego boru . Tam szukał po ługach i drogach. Już zapadła noc , a on wciąż biegał i wołał ;-Cieś , ciesiu ,cieś , ciesiu....-tylko echo rozlegało się miedzy drzewami. O północy znalazł się na Białym Ługu , gdzie rosły wielkie paprocie. Już nie biegł, ale szedł noga za nogą, bo czuł coraz to większe zmęczenie. Chciał usiąść na zielonym wrzosie, aż tu nagle ogarnęła go uniezwykla błogość i zobaczył ,gdzie są jego konie. A potem jawiły mu się jeszcze jakieś inne dziwy. Serce jego wypełniło się wielkim szczęściem.-Bogi wielkie!!!! - wołał ucieszony chłop. - Toż niechybnie dostał mi się kwiat paproci. Co tchu w piersiach pognał tam gdzie spokojnie pasły się jego konie. Połapał je i przyprowadził do stajni , a sam poszedł do chałupy. Gdy zdejmował buty , kwiat paproci wyleciał , a z nim szczęście ,które trwało tak krótko.(do góry)
6. W noc Kupały.
Nocą , w czas Kupały paśli chłopy woły na ugorze. Siedzieli przy ognisku i prawili o dawnych czasach. W pewnej chwili jeden z nich , a był to Lewuniok odezwał się w te słowa:- Słuchajcie, nadchodzi północka , a wiadomo , o takiej porze kwitnie cudowna paproć. Niedaleko stąd jest długi rów , a w nim , jak w najśliczniejszym gaju , pełno zieloniutkich paproci. Chodźmy tam!!- Chodźmy!- zawołali wszyscy i pośpiesznie ruszyli do podmokłego rowu.Pokładli się nad nim i zaczęli wpatrywać się w tajemniczy gąszcz . Przez dłuższy czas leżeli na zorowiu w grobowym milczeniu. Tylko z dala dolatywały do nich sobótkowe pokrzykiwania i pieśni smutne i radosne. Lewuniok pierwszy zobaczył , że na czubku najniższej paproci rozjaśniał piękny, biały kwiat. Chciał go zerwać, wyciągnął rękę , a tu patrzy, żmija wychyla swoją głowę i przeraźliwie syczy. Krzyknął wiec z wielkiej bojaźni. W tej samej chwili przeleciał nad nimi straszliwy świst wiatru , a potem jeszcze straszniejszy trzask łamanych drzew i gałęzi. Wszyscy struchleli ze strachu. Leżeli na pół żywi. Jak tylko się trochę uspokoiło , zerwali się z zorowia i co tchu pobiegli miedzy woły. Widać nie im był pisany cudowny kwiat paproci. (do góry)
7. Jak wąż ratował chłopa.
W jesienny ranek o świtaniu wziął chłop kobiałkę i poszedł na grzyby. Gdy tylko znalazł się w borze , zaraz skręcił tam gdzie rosły wrzosowiska i paprocie. Chodził bardzo powoli , rozglądał się , i od czasu do czasu podnosił to prawdziwka , to panoka lub koźlarza. W godzinę miał już pełną kobiałkę. Spojrzał na słonko i ruszył do prześlogi. Kiedy przechodził przez chechły , zawadził o korzeń i wpadł z całą siła w wilczy dół, w którym spał potężny wąż z koroną królewską na głowie . Przeląkł się strasznie , ale nie węża , bo te uchodziły zawsze za gady przyjazne, tylko ciemnej czeluści , w której znalazł się tak niespodziewanie. Zaczął żarliwie modlić się do Bogów i błagać o pomoc jakąś. Potem próbował sam wydostać się. Robił to kilka razy ale zawsze nadaremnie. Wreszcie wielce strudzony gorzko zapłakał nad swoją niedolą. Wąż leżał spokojnie i patrzył litościwie na nieporadne wysiłki człowieka. Zapragnął mu pomóc .Syczeniem chciał się z nim porozumieć ale nieszczęśnik takiego języka nie rozumiał .Wtedy wąż skierował swój ogon do ręki chlopa, a sam zaczął pełzać po ścianie dołu. W końcu wydostał się na górę, gdzie okręcił się o najbliższe drzewo. Ale chłop tego też nie pojął. Wąż z głośnym sykiem wrócił do dołu i po raz drugi zrobił to samo. Chłop wreszcie zrozumiał , chwycił go oburącz i jak po linie wygramolił się z wilczego dołu.Był uratowany.(do góry)
8. Siostry zmienione w łabędzie.
Były trzy siostry , wszystkie ładne , dobre i wesołe. Kochały się bardzo . Jednej było na imię Dobrusia ,drugiej Sławka , a trzeciej , najstarszej Jagódka. Razu pewnego postanowiły iść na Żertwe na stare uroczysko , co było pośrodku ciemnego boru. Zerwały się z posłania o pierwszym pianiu kokota, ubrały się , coś niecoś zjadły i wybiegły przed chałupę. Księżyc był wtedy akurat w nowiu i niewiele dawał blasku. Toteż ciemność zalegała dokoła. Siostry w obawie , aby się nie pogubiły , chwyciły się za ręce i wędrowały samym środkiem piaszczystego gościńca. Pierwsze wiorstwy przeszły w milczeniu , potem zaczęły cichutko śpiewać . Tak dotarły do wielkiego zielonego Dębu Perunowego na rozstajach . Tam skręciły w lewo . Minęły jezioro i wkrótce znalazły się w brzozowym gaju, gdzie znajdowały się mogiłki potępieńców. Przywarły jeszcze bardziej do siebie , a gdy szły dalej , słyszały tajemniczy szum drzew i wołanie; - Pójdź ! Pójdź! Pójdź! Na skraju owego brzozowego gaju przystanęły , żeby cokolwiek odpocząć i zastanowić się czy dobrze idą. Gdy tak się naradzały , nagle zauważyły w ciemnościach słabe , ledwo widoczne światełko. Ucieszyły się i natychmiast ruszyły w tamtą stronę .Nie minęło kilka minut , a już były pod oknem starej chałupy. Patrzą i wierzyć im się nie chce; w izbie stoi baba i smaruje sobie czymś pachy i spody stóp ,potem okrakiem siada na ożogu i głośno woła:- Las , nie las, wieś , nie wieś, wietrze nieś!!!!!!!!! Rozległ się głuchy trzask i rozczochrana baba odwróciła się do komina. Dobrusia nie wytrzymała i krzyknęła:- Na Bogów Wielkich , toć to straszna Ciota !!! Uciekajmy! Usłyszała to zła czarownica. Bardzo się rozgniewała i migiem dopadła do okna , rozwarła je na oścież i zawołała:- Stańcie się łabędziami i odtąd żyjcie w wodach Czarnego jeziora !! Gwałtownie zahuczało w powietrzu . Dobrusia i Sławka padły na zagony miedzy główki kapusty i zaraz też zamieniły się w białe, krzykliwe ptaki. Tylko Jagódce , która zdążyła chwycić biedrzeniec , udało się uciec i co tchu pobiegła ku matczynej zagrodzie. Gdy już była na rozstajach , spotkała staruszka , który zagrodził jej drogę i odezwał się do niej spokojnie:- Czemuś taka przerażona i tak się śpieszysz ?- Panie wędrowcze , stało się wielkie nieszczęście ! Moje siostry zła ciota zza brzozowego gaju zamieniła w łabędzie i kazała im pływać po Czarnym Jeziorze!- Wracaj do chałupy i pośpiesznie szyj dla sióstr koszulki z pokrzyw . Jeżeli je w przeciągu trzech dni przyodziejesz , to zaklęte siostry -ptaki odzyskają dawną postać . Pocieszona Jagódka szybko poszła do matki, której wszystko , co się stało , opowiedziała z wielkim płaczem i zaraz zabrała się do roboty. O rannej rosie zrywała pokrzywy na ugorze , potem je suszyła i międliła , a z otrzymanych włókien przędła nitki. Z nitek tych tkała zgrzebne płótno. Późnym wieczorem przy płonącym łuczywie szyła koszulki dla swoich sióstr. Bardzo się spieszyła , bo w najbliższy ranek musiały być już gotowe . Przy tym smutnie powtarzała Siostry moje kochane Siostry łabędzie Jutro waszym cierpieniom Już koniec będzie Nim zorza wzejdzie Nim opadną wody Wrócicie z powrotem Do ludzkiej urodySkoro świt przybiegła nad wody Czarnego Jeziora. Uklękła przy trzcinach i prosiła:- Siostry - siostrzyce , łabędzie - łabędzice , przybywajcie , przybywajcie !Trzy razy prośbę swoją powtórzyła . W pewnej chwili usłyszała ciche pluskanie i jękliwe głosy, a później coraz głośniejsze . Wreszcie ujrzała dwa śliczne łabędzie . Chwyciła pierwszego i ubrała go w koszulkę . Od razu zmienił się w uroczą dziewczynę . Była to Dobrusia. Potem złapała drugiego, i ubrała w koszulkę , ale że zapomniała w pośpiechu przyszyć jednego rękawka , odczarowana Sławka pojawiła się bez ręki. Rozpłakały się siostry i z wielkim płaczem wróciły pod matczyną strzechę. W rok później udały się na uroczysko w ciemnym borze , aby za wszystko podziękować i prosić o opiekę wielkich Bogów.(do góry)
9. Samotna sosna.
P rzy świńskiej drodze , na wzgórzu , tuż nad strugą stała samotna, rozgałęziona sosna . Zwali ją matką albo nasiennicą , bo rodziła jąderka , z których rosła borowa gęstwina. Szanowali ją i poważali jak jakąś świętość .Wkrótce w sosnowej dziupli pszczółki założyły sobie siedlisko. I tak latami stała i szumiała sosna na wzgórzu , nad strugą , ludzie jej się kłaniali i uważali za Boże drzewo. Aż tu któregoś jesiennego dnia zapadła uchwała, że sosnę - matkę trzeba ściąć , a na jej miejscu wystawić gromadzką tarnie .Wyznaczyli wysoką nagrodę . Przyszło kilku chłopów do roboty. Popatrzyli , podumali , ale żaden sosny nie tknął, bo się bał kary Bogów. Dopiero Antek z sąsiedniej wsi porwał się na sosnę. Mówili ,że jak ją rąbał to krew z niej ciekła. Długo nie cieszył się nagrodą , bo w trzecim tygodniu życie postradał rażony piorunem. Przerażenie we wsi było wielkie. Odtąd tu straszyło . Na ubłaganie Bogów ludzie znosili jadło i miody i składali w ofierze prosząc o litość .Tak ciężko los ich pokarał za wycięcie tego świętego drzew

2 komentarze:

  1. Witaj! Czy mogłabyś napisać z jakiej książki wzięłaś te bajki? Byłabym Ci bardzo wdzięczna :)

    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zi nternetu, artykuł o tym samym tytule

      Usuń