pamiętam sto lat albo i więcej temu z ojcem za rękę po białym śniegu, brnęliśmy po lesie
śnieg przytulony do drzew do ziemi ślady życia widzisz tutaj żerowały sarny tam dziki ziemię zryły a tu, zobacz jakieś ptaszki śladów tyle że zliczyć trudno widzisz tam pod gęstym świerkiem zająca legowisko to drobne to nie pieprz pamiętam wesoły śmiech ojca spłoszył ciszę dzięcioł pstry na buku wiewiórka czymś rzuca przykucam wyskubana szyszka zachwyca
zakochałam się w świerkach oblepionych uczuciami zimy w soplach dzwoniących echem powracającej pieśni o wiośnie
A WRACAJĄC DO tego co pisałam poprzednio, sprawdza się pogoda zmieniła się wiało strasznie, dmuchało i sypało, rano nie mogliśmy otworzyć drzwi, tyle było śniegu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz