wtorek, 7 lutego 2017

alegoria




nie jestem poetą zimy sama jestem zimą
przetykaną anielskim włosem z moich choinek
nie potrafię chodzić po śniegu nago i boso
gdzie wiatr między palcami nabiera tchu
i lotem wyprzedza orszaki łabędzi

zimę zacznę traktować jako sztukę
z kaprysami białej Damy do oglądania
martwość jej natury to wszystkie pory roku
zamknięte w przeźroczystych pieśniach sopli
wyobcowana nawet w marzeniach o zieleni

hipochondrycznie powraca





strudzony dzień opada z sił
topi w znikającym błękicie chwile
nieskażonej ciszy
kropla wyrzeźbiona życiem
każdą rysą dloni rozbija tęczę
kobieto z dużymi oczami
strach jest za tobą
usiądź i patrz
na księżyc

dochodzenie





kiedy nie mogę dojść do siebie
na pytanie czego ci trzeba
boję się usłyszeć własną odpowiedź

wsiadam do ciemnej windy na wprost napisu
"Zakaz palenia"
i zapalam
deszcz meteorytów

wszystko co piękne dzieje się w nocy
spadają Perseidy
świetlisty zestaw znaków
do zadań zbyt trudnych by mogły przejść
życzeniami przez gardło
nie pytaj czego mi trzeba

otwieram usta i znajduję odpowiedź

- chodźmy zbierać to co tli się jeszcze
założę czerwony kapelusz
a ty choć

na chwilę będziesz poetą






powroty i wywroty



w powrotach zawsze staję na głowie
żeby odnaleźć siebie
w zgrzytach starej kuku-i łka
wahadło
zarośnięte żalem i dziegciem
gdzieniegdzie
rumianek na mięcie dziki dziurawiec
na schorzałą wątrobę
sam sobie
jesteś

panem sługą lekarzem i księdzem
nikt ci nie potrzebny
za nikim nie tęsknisz
perz rozkładasz dokoła

zaperzone słowa
zachwaszczają grządki
potraktuję je randapem
rozmiękną z czasem

wtedy ja zamienię wilczą skórę
na trzewiki bardziej ludzkie
wężowe
i zdepczę nimi szlak
wypalonych gwiazd
popiołem
posypię głowę

tymczasem
cisza w tobie rozwinie przestrzeń
i piekło rozpadnie się na tysiące
bladych manekinów
może nie pora jeszcze

na nas skurczonych
musimy przekroczyć
od nowa
częstuję herbatką

kapliczka przydrożna w Starych Trokach





kroplami deszczu naszkicuję
obraz duszy
drzwi dla Ciebie otworzę, Boże
byś mógł wejść

Smuga wiatru wymaluje
twój obraz w moich oczach
w palecie kolorów tęczy
dla Ciebie
stworzę swoją Miłość.







Odrestaurowane.W czasie wojny było to bardzo ciężkie więzienie .
Sowieci przetrzymywali tiu żołnierzy ARMII KRAJOWEJ.
Droga stąd była jedna....SYBIR!
ze wspomnien


Stąd wywieziono stryjka mojej babci.lat 50 na Sybir.Nie dojechał .Po kilkumiesięcznych przesłuchaniach zmarł w drodze.Nie wiemy co zrobili z ciałem zmarłego.Był legionistą ,walczył na kresach o POLSKĘ W 1920.Pomagał organizować Armię Krajową w Ejszyszkach pow.Lida,woj.Nowogródek.Aresztowano go po wyzwoleniu Wilna,po akcji odbicia więźniów,żołnierzy AK w Ejszyszkach.




na spotkaniu z zespołem z Syberii ,, Krakowiacy ,







walentynkowo


dziś cała pachnę słodką
rozkoszą z uśmiechem tobie ślę
zaproszenie
czekasz na gest mój czy może tylko
wystarczy jedno czułe spojrzenie
spieniona ufność mojej sukienki
rozgrzewa się pod twoim dotykiem
drażni muśnięciem całus maleńki

iskierki drżące na szyje
sypie
radosny uśmiech jednoczy
dłonie
pąsem się barwią niesforne
myśli
zwarci jak muszle całkiem
świadomie
w morskich bałwanach gasimy
zmysły

Artystom ziemi złocienieckiej



zesztukowani ludzie mogą
pokazać innym co dała natura
bo potrafią dostrzec moment

układania się drogi w kłębek
wędrówki światła po jeziorze
i rozmowy kaczek z kaczeńcami
wciskają w szczelne ramy

ulotne wrażenie i chmury
nasyceni mnogością barw
pachnący terpentyną zbierają
niedopowiedzenia rozcierając
na napiętym rozkładzie dnia

malują słowami pędzlami nićmi
tworzą koronkową rzeczywistość
mogliby błyszczeć jak biżuteria

rękotwórcy przestrzeni znanych
tylko im

Roksanie w rocznicą pierwszych urodzin – 29 grudzień 2005











piąstki ściskają kapotę wiatru
sprężynki nóg podążając za ważnym
zmiatają niedawny śnieg
zsunięty na brzeg słońca

w odwrotności do kroczków tupiących
z wielkim zaangażowaniem po płycie
chodnika zabrakło jakoś tak szybko
i zajączek nie dał się złapać

drży w piersiach grudka uczucia
zacieśnia się bliskość palców
przekornie do sytuacji tańczymy
choć płyta nie ta
a świat się śmieje buziami pierwiosnków

serce uczy się drżenia na nowo
a ręce sprawności





słońce praży niemiłosiernie,
kwiaty więdną,
ale Roksanka nie da im uschnąć
dzielnie walczy z suszą ,
chociaż konewka ciężka,
dzwiga dzielnie i leje wodę
i leje, jak babcia
w swoich wierszach