wtorek, 9 maja 2017

limeryki


Od życia dostałeś wszystko.
Nie zawsze co najlepsze.
Najczęściej po pysku
za perły między wieprze.


Babcia na pedała - by nie dostać ejca-
gumki założyła,co były na jajca.
Na rowerze babcia może śmigać śmiało
zabezpieczyła się dobrze dbając o ciało.


....
Niebo nie będzie ci niebem,
jeśli wejścia nie otworzysz -
- powiedział Adaś otwierając wytrychem
wejście do raju.

..
Ważne jest także mieć przy sobie piłę.
Gdy nawet wytrych człowieka zawiedzie,
zawsze wtedy można cokolwiek na siłę
otworzyć niebo, a potem... posiedzieć?



dla Areny


układ dziewięciu znieruchomiał nad głową
galaktyczne spotkanie
przy fontannie w samo południe
wypatruję gwiazdy

wymiana porozumienia
między tą co wiatr przyniosła
a dociekliwością ludzkiej natury
między orbitą a satelitą

nic do końca od początku nie wszystko
czasu zatrzymać się nie da
przysiadł obok i kukułczy

jak oddać sprawiedliwość chwili wolnej od przemijania

Szczecin, 01 luty 2006 kawiarnia "Galaxy"

nic nie jest takie jak nam się wydaje'

założyłam w sercu
tajną radiostację

nadaję

zaprosiłam świerszcze
na koktajlparty
po kryjomu
żeby nie było że żartowniś
bez ojca ryzyka

przez tajny nadajnik
wysyłam
świerszczową muzykę
co gdzieś w środku się czai
do pękniętego słońca
daleko też
gdzieś po swojej stronie

wszystko jest obok
do końca
nie wiem co

został mi cień i nie wiem dokąd zaprowadzi

2.

Nic nie jest takie jak nam się wydaje'-

założyłam w sercu
tajną radiostację
własne programy lokalne
nadaję

zaprosiłam świerszcze
na koktajlparty
po kryjomu
żeby nie było - że żarty
bez ojca ryzyka

przez tajny nadajnik płynie
świeszczowa muzyka
co gdzieś w środku się czai
do pękniętego słońca
konającego TAM w oddali

nic nie jest do końca
wszystko obok
a wadzi
został mi tylko cień
i nie wiem dokąd zaprowadzi


wszystko obok i wadzi
nie wiem dokąd zaprowadzi

POETA BYLE JAKI


Oto jestem.
Poeta byle jaki, co słów cedzi tylko połowę.
Co łańcuchem logicznie biegnących myśli
lukruje świat potworem metafor.
Co w wyobraźni zaszywa chęć poznania
budując sztuczną inteligencję z gorzkiej czekolady.
Co burzy zakamarki świętości plując na miłość.

Oto jestem- zmierzch przekwitły srebrnymi wierzbami.
Przemienienia nie dokonały się.
Noc wygwizdała wiatr 'przy igielnym uchu'.

Zapłacz świecie nad bolesnością bycia w kratkę.

Oto byłem.
Nie wypatruj mnie w głębi podświadomości,
w zamierzchu nowego dnia,w duszy karmionej spokojem.
Kołataniem do pustej bramy
nie obudzisz orszaków weselnych pieśni.

limeryki


Kobieta podziwia zimny księżyc,
z kochankiem na zielonej łące.(hop-siup, katarynka)
Gdy on położywszy obie ręce,
rozklejone gorącem,
rozpina guziki w sukience
na zielonej łące.- (hop-siup, katarynka)



to dopiero siupy były
jak po ciemku guziki się pomyliły
Dobrze gdy były od sukienki
wspomnianej w wierszyku panienki
krawcowe do innych sukienek
też guziczki przyszyły....




wybrzuszył się mówca
jadem z głębi ucha
krztusząc krople żółci
jednym zębem stuka

nos wyżej stawia
by wyciszyć mocniej
wzmocniony strzeliście
rozgniata owocnie

wsadził się na drzewo
natrząsać się z siebie
sople mroźne głową
wyżłobił na glebie

chcieli internować
skoczył do przerębli
by się hibernować
z absolutu głębi



Od życie dostałeś wszystko,
brałeś co najlepsze,
lecz gdy nie sięgałeś gwiazd,
rzuciłeś perły przed wieprze.

Dostałeś za mało.Chciałeś dużo tak.
Jednego ci jednak brakuje.
Nie spisz i nie jesz,
bo humor ci psuje
myśl, że się starzejesz.

Chciałbyś być wiecznie młody i zdrowy,
lecz nie podpisuj z diabłem umowy.
Sa inne sposoby,by młodość zatrzymać i zdrowie.
Zapytaj serca, ono ci powie.

Zdradzi ci sekret życia z radością.
Sekret, który każdego nurtuje:
Miłość jest wieczna.Ciesz się miłością,
jej wszystkim do szczęścia brakuje.

2004,


miłość to jest coś takiego
na nią nie ma dziś mądrego
tak właściwie nigdy nie wiesz
czy miłości można wierzyć

dziewczę mówi do chłopaka
że pojedzie hen daleko
wyjdzie ledwo za opłotki
a tam drugi na nią czeka

czy to miłość-chyba nie
skoro ona kłamie w oczy
a on też nie pójdzie za nią
już go inna zauroczy

dwie miłości-serca cztery
taki głupi cały świat
kochasz kogoś myślisz o nim
on prócz ciebie drugą ma ..ha..ha..ha


miłość ma wiele odcieni
dla jednych to słońce w kieszeni
dla innych modlitwa i wiara
niespełnione marzenia to kara
a jednak na nią czekamy
fortuny za nią oddamy

LUBIĘ ZIME...

lubię zimę z ośnieżonym celem
skrzypiący śnieg pod butami
sino blady lód na jeziorze
czerwieniejący pod łyżwami

lubię zimę z ciepełkiem pokoju
płomień strzelający w piecu
kłotnie sikorek z wróblami
i z kowalikiem kradnącym conieco

lubię wigilię z rybą i opłatkiem
prezenty wylegujące pod choinką
sylwestra z szampanem i życzeniami
by Nowego Roku nie witać cytrynką

lecz nie lubię lodowatych spojrzeń
oczekiwania bez zbytniej nadziei
sopli palców na pożegnanie
zimnego bałwana w pościeli

..
niefrasobliwie rozgrzać
bałwana do czerwoności
to pod pościelą
na dłużej chętnie zagości.
...

niestety racji w tym nawet sporo
potem z bałwana wychodzi zmora
..

gdy żar ust i rąk
rozpali bałwana
zostanie z niegO
tylko mokra plama.



spacerpo wsi,ostatni wspólny


spacer gdzieś ostatni wspólny
kosz papierówek
krople deszczu zadomowione na liściach
świadomość goni
poza wrzesień


trzciny kołyszące ostatnie promienie lata
udaje się złapać na wędkę
mały kawałek rozdartego ja


rzucamy wspomnienia donikąd


pamiętam; kogutami ocknął się ranek
przyniosłeś naręcze świeżych zapachów
łąki budziły zaspane nuty ptaków


teraz nie wiem
gdzie czas zatrzymuje sie w miejscu


tamte chwile zasuszyłam w wazonie

spacer po wsi,ostatni wspólny


w drodze nad jezioro

szliśmy szosą mokra od łez nieba
wabił zapachem
sad z papierówkami

sięgaliśmy po pachnące jabłka
płosząc krople deszczu zadomowione na liściach
spadały na nasze głowy
udawaliśmy że to nie nas

 goni świadomość
poza wrzesień

słońce wyzłacało trzciny
 kołyszące promienie lata
udaje się złapać na wędkę
mały kawałek rozdartego ja


rzucamy wspomnienia pod fale
wrócą do nas kolejnego lata


pamiętam; rzeźko ocknął się ranek
w zapachu kawy zmieszanej ze świeżym
 naręczem  zapachów
które weszły wraz z toba do domu
pobliskie łąki
budziły zaspane nuty ptaków


teraz nie wiem
jak zatrzymać czas w miejscu
które pachnie papierówkami


tamte chwile zesmażyłam w dżemie




łzy płyną parami
uśmiech sam kwitnie inaczej
we dwoje droga nie nudna
gdy się razem śmieje i płacze

środa, 3 maja 2017

operacja- 27 luty 2017- Koszalin dr Tarnowski



szpital
Uciekłabym gdzie pieprz dojrzewa,
żeby tylko nie dać się pokroić.
Składam się z przypadków trudnych do zdiagnozowania.
A może pokażę im środkowy palec,
skoro gubią się w zeznaniach na temat zepsutych części.
Zawsze chodziłam pochyło
szur, szur, więc po co teoria o rozchybotanym kręgosłupie.

Kończy się zima za oknem palą papierosy zagubieni święci.
Pod murem jakby przyklejeni. Wyrastają z kikutami petów.
Chorzy natrętnie mruczą po drzwiami.

Kiedy mnie otworzą będzie blisko.
Dlatego rozmawiam z umarłymi.
Gdybym miała tego nie przeżyć. Dam nogę.
Niebo mnie przyjmie?

Neurochirurdzy
Stoją nade mną i dywagują.
Łatwo o pomyłkę .Chociaż oni wiedzą najlepiej.
Mogą otworzyć drzwi śmierci.
Położyli na ołtarz ofiarny. Złożyli co się wytrąciło w procesie życia.
Wyprostowali jego drogi.

Jest cicho.
Za cicho żeby usłyszeć prawdę.
Chowa za plecami język gotowy skłamać.
Kłamie, wiem, że kłamie obiecankami, że się odnowi,
bo nerwy tak mają.
Na pocieszenie wmawiam sobie, że to tylko koszmarny sen.

Syn
Budzę się. Odgarnia grzywkę z czoła, ściera pot.
Pustynia.
Proszę o kropelkę wody.Wyciska krople cytryny.
Oaza.
Rzygam, torsje wstrząsają ciałem.boję się,
że popękają szwy.A on poprawia poduszkę i serce się ściska.
Współczuciem.Obiecuje że będzie.
Przedawkowuje optymizm.
A ja doszukuję coś przeciwbólowego dla siebie.

w domu
|Córcia
Czeka z utęsknieniem z drżeniem w sercu. Współczuje.
Pomaga.
A mnie łamie w oczach.Ogromne uczucie miłości.

Wyjechała
Ktoś musi wstać.Nikogo nie ma.
Wstaję i padam. Nigdzie nie ucieknę,
póki nie odrodzi się na nowo, nerw.