środa, 29 marca 2017

Łatwiej złapać srokę za ogon




niż robić zdjęcia drugiej stronie tęczy
obejmującej nasze gorące głowy
ani liściom opadającym na taftową suknię
wieczoru
nie wkładaliśmy do dzbana bukietów
splecionych rąk

deszcz tylko od zawsze tak samo
plącze dłonie zasupłane węzłem
koczowniczego trybu

twarz osnuta misterną siecią
skraca czas pamięci
co więdnie w ciszy
pełniejszej niż rana

a ja
nadal szukam dzbana
ciągle nie po tej stronie tęczy





Ten jest naszym dopełnieniem, kto nie tylko zaakceptuje nas takimi, jacy jesteśmy - ale też odkryje przed nami tę część naszego Istnienia, której sami nie mieliśmy odwagi zbudzić..

we śnie


godzinami układamy się do snu
by wygniecione poprzednio granice
straciły ważność
teraz gdy myśli poukładane
leżą w zziębniętym nastroju
i cisza jakby pękała
od natłoku nieustającego ciepła
drżącą dłonią
wśród bezkresnych przyszłości
zmierzam ku tobie
pełna rumieńców
na ustach




chciałam dzień zbudzić przed świtem
gdyż księżyc niecnota
grubym brzuchem rozpychał szczeliny
z mojego łóżka
wypłoszył wszystkie nocne marki
odarta z ciepłego snu
z rozwichrzonym natchnieniem
jak wiatr szukający przygód
zaszeleściłam ołówkiem lirycznie

obudziłam się w bieli

środa, 22 marca 2017

w poszukiwaniu wiosny







Wiosna za pasem .Śniegi pod lasem.
Błocisko noc moczy w kałużach.
Słonko zagląda wiośnie do dzbana.
I żuraw dzionek przedłuża.

Już klekot się niesie ponad polami.
Poranek sen z oczu nam zrzuca.
I bocian krąży nad chałupami.
Dzieci kominem podrzuca.

na wierzbach rozpasane koty
pną się za słońcem do nieba



w obłokach niedosyt żółci
ziemia rozkłada się
w błocku


zapługują się chłopy orne
poletka staną w oziminie
ruszą gawrony spod budki za rogiem
obudzą naturę tura czy żubra
wreszcie zima ustąpi
zalana ciepłym wylotem dróg
popiwnych kap, kap, sik, sik
rozpada się kapuśniaczek na łepki
przebiśniegów żółtych ranników
rozmarcują się koty
krety podgryzać będą nogi żyrafy
długie szyje utopią w chmurach

i wreszcie minie czkawka
przedwiośniu


staje się niemożliwym
że bociany odbudują gniazda
wpadną jaskółki z nowinami
i gołąb zagnieździ się lipnie

tymczasem
toniemy w pomarszczonych kałużach
bluzgając błotem w szarej monotonni

a ona dostaje już czkawki
od ciągłej gadki bab zielonych
w kolejce po namiętność pąków



wio- wiosno z Londynu do Polski
w leciutkich dotykach wchodzę cała w krystaliczną woń -
pachnie kwieciem obcojęzycznie
a jednak tak samo
w trawach fontanny różnokrokusów
hiacyntowa perfumeria w parku
wiatr stroszy krzewy z zaangażowaniem
zbieram czerwone kulki jakiejś rośliny
pełno ich tu
wszelkiego rodzaju puchów piórek
rozumiemy się doskonale w przelocie
między jednym kęsem a kwileniem
jasnej ptaszyny w wózku
wyciąga ręce do strzępiastych promieni
żonkile łaskoczą noworodka wiosny
cierpliwie na gałęzi godują sikorki
znajomo pogwizduje kos
nie muszę szukać tłumacza
wszystko rozumiem
przyszła wiosna
'ofkors'



z kotami na wierzbie\\



kiedy się w sobie poukładałam
na wierzbie koty rozmarcowały słońce
skryło twarz w rannikach
krokusy ku ziemi błotnistej
pochyliły
zakropione pszczołami kielichy


w sadzawce żurawie pogubiły pięty
gęsi dzioby a łabędzie szyje
ja nie biorę do ręki igły
godziny certowały się z miejscem pobytu
na wiosennym zegarze
wybiła godzina do przodu
bez poczucia winy
dałam się uwieść
kwietniowi
a on puszcza się
latawcem





wiosenne rozpamiętywania
kra wsiąka spisana na straty
już od początku tworzenia
wplątujemy nowe zawiązki
w stare puzzle
pokrętnych korytarzy
coraz więcej
twórców nowych scenariuszy
i odtwórców kolejnych wiosen
próbują włożyć rozpamiętywanie
starego w gwiezdne wrota
uszczęśliwiając nas na siłę
nie przestaną
póki brakuje kawałka


wiosenne rozdrażnienie



każdego roku punktualnie
a czasem z opóźnieniem
zielenieją spojrzenia przechodniów
wieszają się wspomnieniem na lata ubiegłe
coraz mniej czasu
tyle minęło
tradycji
cała prawda mieszka w cudzym
nie moim planie awaryjnym
oswajam chwile
przykładam ucho
jak szalona rośnie
trawa


wiosennie

Wiosna nadchodzi i moja stara trawa
zaczyna tańczyć w rytm pożądania.

Noc już nie trzeszczy w stawach,
rozmywa stan skupienia w oczach. Kolory
spadną na ziemię pełną kontrastów.
Tęcza przejmie kontrolę jasności.

Na próbę ognia.

Cztery akty z życia i dysharmonia w lustrze
mężczyzna z zimowym krajobrazem
spłukuje resztki bieli. Nie lubi szorstkiego
materiału skóry, ciała.

Pierwsze wiosenne stany posiadania
za nią.


z inspiracji Picassem






nie jestem Pablem
w ogóle nie jestem malarzem
ale lubię słowami
malować niebieskie obrazy
z domieszką różu
nieba o zachodzie
rozciągam farbę na płótno ziemi
wody mój ogród i dom
potem dodaję żółci i mam
dwa końce płótna rozkwitłe
nadzieją
niebo na ziemi
ziemia na drzewie
rozśpiewana sikorkami
słyszysz bocian też klekocze
i słońce nabłyszcza mewy
klangor żurawi na pomarańczowej łące
w porę odleciał z obrazu Picassa
to nie w jego stylu



obraz - Pablo Picasso



na połamanym morzu do góry nogami stołek
wybija dziury w niebie
dalekie zimne i nieosiągalne
jak życie oglądane przy zamkniętych oczach

wizualna wieczność arcydzieło znane
nie tylko Alicji królowej luster
konieczne do przejścia na drugą stronę

wdycham meandrycznie
poddając się pieszczotom marzeń
wzbierają jak fale gmatwaniny przeróżnych
rostów wodo i życio
biorę do ręki ster a on ciągle
staje
do góry brzuchem pod fale
widzę to w lustrze
i kto mówi, że życie jest nie piękne


np.obrazu
P.Picasso- kobieta przeglądająca się w lustrze.

wielkanocnie i szpitalnie



idą, idą, święta

kiedy zima połamie kły
na krokusie pszczoła miodna
rozpyli żółć
słońce rozbroi granat nieba
barabanki się zakocą w koszach
a kotki na wierszbach oznajmią
że już czas
i bociany klekotem oznajmią

- pora rozkroić babę
WielkaNocną






«Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie»
wg św. Jana 8,21-30.


drogą pośród płaczących wierzb
pośród łąk przybranych mleczem
po kamieniach cierniach
oziębiany ostrym wiatrem
noga za nogą idzie Ktoś

z kosturem w dziurawej dłoni
znaczy ślad kroplami krwi
i nie mów mi że nie wiesz kto On
że nie dostrzegasz
szkarłatnego płaszcza naszych przewinień

niewidoczny dla tych co chcą zniweczyć
wiarę w Zmartwychwstanie

a On wyciąga ku niebu dłonie
przestawia gwiazdy naszych zwątpień



CZY wystarczy stanąć krzyżem na tle rozłożyć ręce prosząc o łaskę
Trzymając w dłoni zapędy słów
by nie wymknęły się nieproszone
Niecenzurowane
By poczuć spokój i odprężenie

Czy wystarczy zamknąć w dłoni strach
By nie wyleciał jaskolką a powrócił wroną
Czy wystarczy bukiet wiosennych nadziei
by uskrzydlić marzenia

wystarczy

wiara
silna i niezłomna


Tak myślę



Bóg w mojej głowie zostawił słowa i nadzieje.
Słowa zamienił w skalpel i położył na ołtarz ofiarny.
Przywiódł sprawców i mówi do nich
Weźcie go i otwórzcie jej wnętrze,
znajdźcie krzyż i prostujcie jego ścieżki.

Bóg w mojej głowie strach
zamienił w jaskółkę.
Wyleciała w przestworza z radosną nowiną.
Słuchajcie o czym szczebiocze.


Teraz ja rzucam wyzwanie cieniom
moich myśli



Nie będę brała urlopu
Od siebie .
Zadbam tylko o to by wyjść
Bez szwanku na ulicę własnych domniemywań.
Kto inny zadba o moje ciało .
Proszę jedynie Boga żeby zrobił to
z sercem i kompetentnie.
Bym mogła radośnie w deszczu
Płoszyć gołębie.
Gdybym tylko mogła zamknąć strach
bez dostępu do mojego serca.
Zamykam pod powiekami jedynie
gwiazdy moich myśli nieskończoność.


A póki co kicham na wszystko.
Ferwex nie działa.

w zapomnieniu


Wystarczy zwrócić uwagę na człowieka,
by stał się na swój sposób piękny.*



nigdy nie umiała palić mostów
pozostawiona furtka
rdzewieje jednak z braku
wspomnienia
wracają wśród snów
nie mających zakończenia
czasem spisuje myśli
nie ma w nich nagości
jest oślepiający obraz
w spalonej ramie
dni przesuwają się z trudem
jak wyszczerbiona furtka
rzuci ją w ogień
czy uleczy duszę
w zapomnieniu


*Louise Hay


Wywiad na wyłączność. ugory marzeń


Wiem wiem
powinnam prostować stare naleciałości
deficyty umysłowe pamięci
tworzą dziury budżetowe
robią z mózgu bigos
przedświąteczny.

Nie lubię takiej sytuacji,tym bardziej o niej pisać .
Myślę jednak, że myślenie na nic się nie zda,
trzeba wziąć w garść tego wróbla
i wycisnąć
gównie bezmyślne narzekania
na sytuację wytworzoną przez ogół
przypadków. pana Doświadczyńskiego
zaczynamy leczyć, lecz błędna diagnoza
wraca jak bumerang i uderza w to samo
miejsce niezrównoważenia
zakłóca równowagę yang
wypadło z obiegu niczym złotówka,
krąży bez pokrycia, a wszystko inne ją osacza
i przewyższa, aż staje się maleńka
skurczona staruszka,
żebraczka, co to nie dla siebie
a dla wszystkich innych wyzyskiwaczy,
ja też biorę
się za ćwiczenia.
Albo i nie.
Skończył się poligonu czas
pomedytować, poleżeć odłogiem niedługo
święta.

Żarełko i takie tam
podżeranie siebie nawzajem.



ugory marzeń

nie potrafię objąć myśli
o przenikaniu kropli wody
kiedy pragnienie dusi
wypływają na powierzchnię
nierealności

i co ma do rzeczy
wpływ słońca na psychikę
kiedy
w mroźnym powietrzu
włos się jeży

weź mnie za rękę
pójdziemy z nadzieją
ugory marzeń
obsiać ziarnem