siedzę w domu za oknem zimnisko,deszczysko, a mnie ciepełko ogarnia ciepełko wspomnień
Do Scarboro przyjeżdżam już czwarty rok, Pracuję przy jabłuszkach. Jabłka w czekoladzie to taki stary angielski zwyczaj na Halloween.
Przyjeżdżam wcześniej i zwiedzam cudowne zakątki tego cichego miasteczka. Wspaniała atmosfera czyni go jeszcze piękniejszym, do tego morze z jego odpływami i przypływami. Piekne, tajemnicze ruiny zamku- warowni. Kocham Scarboro. Mieszka tutaj bardzo dużo Polaków, nie musze znać angielskiego, żeby się porozumieć, Anglicy sa bardzo uprzejmi, tolerancyjni. Szkoda , że ziomale moi często to wykorzystują w brzydki sposób.
Powietrze wibruje zapachem zefiru
i krabów, co różowo kołyszą się na fali
Może wianek splotę z wiersza zwrotek kilku
sprawdzę czy zaplącze się, czy zginie w dali
Jakieś roślinki udają ryby pod taflą wody
muszle wciśnięte w skałach rozchylonych
Pełna wigoru skaczę po kamieniach z trudem
bose nogi ślizgają się na mokrych glonach
Zatopię westchnienia między muszelkami
gdzie ryby tajemnic życia swojego strzegą
niech mnie kiedyś budzą miłymi wspomnieniami
spośród zapomnień życia codziennego
Na piachu słów kilka napiszę pocałunkiem
a ty je odnajdziesz i przyślesz
w kopercie z słonecznym nadrukiem
a kiedy odnajdę wszystkie słowa i na wszelkie sposoby wszystko opiszę, to znajdę jeszcze jedno i wykorzystam do cna,
poniedziałek, 19 grudnia 2011
sobota, 17 grudnia 2011
Stwórca ma do mnie jakiś interes
Boże użycz mi pogody ducha
abym godził się z tym czego nie mogę zmienić ,
odwagi abym zmieniał to co zmienić mogę i mądrości
abym odróżniła dobro od zła i czyniła zawsze dobro
ku chwale Pana naszego.
powiedz Panie
dlaczego w ostatecznym rachunku
ubierasz w sądy moje myśli
kazałeś kochać każdego
posadziłeś obok siebie faryzeuszy i apostołów
pozwoliłeś zanurzyć się
w zapach matczynej dłoni
za późno odkryłam
dlaczego
krzyżem naznaczyłeś pająka
od kiedy mnie dotknął
umieram ze strachu
kiedyś świadomość
przyprawię o zawrót głowy
a może Twoją wolą
tylko naucz mnie kochać
http://www.adopcjaserca.pl/
"Jeżeli biedni musieli umierać z głodu, to nie znaczy, że Bóg się o nich nie troszczył. Znaczy to natomiast, że ty i ja niczego im nie daliśmy, nie staliśmy się narzędziami miłości w ręku Boga, by dawać im chleb i ubranie. Znaczy to też, że nie rozpoznaliśmy Chrystusa, który ponownie przyszedł w nędznym przebraniu człowieka ubogiego, bezdomnego, osieroconego dziecka".
bł. Matka Teresa z Kalkuty
sobota, 3 grudnia 2011
czwartek, 1 grudnia 2011
podróż z 'rzygodami'
W drodze do domu ze Scarboro pojechałyśmy z Ulką do Londynu. Podróż przebiegała bez zakłoceń do chwili kiedy zajechaliśmy do Midland. Tam do autobusu wsiadł Angol z długimi włosami , zielonej kamizelce kierowcy i coś mamrotał, pokazywał. Nic a nic nie rozumiałyśmy. Jeden z pasażerów pokazał nam, że należy wysiąść.Najgorzej było wyciągać bagaże z pojemnika autobusu. MOje dwie ciężkie walizy i Ulki dwie. Jakoś dociągnłęyśmy się do budynku dworca. Wszyscy podróżni porozkładali się na krzesłach, jedni poszli do kafejki, a my jak te dwie sójki ze starchem w oczach stałyśmy nie wiedząc co począć.
Wyobrażacie to sobie?
Bez znajomości języka.
Zawsze liczyłam, że wszędzie są Polacy, a tu ani jednego.W końcu podeszłam do tego co kazał nam wysiąść, dałam mu telefon do syna. Okazało się że autokar nie jedzie dalej, a my mamy za półtorej godziny pociąg do Londynu. Tor pierwszy peron drugi,
- O matko jak ruszyć te ciężkie torbiszcze i przetransportować po schodach na drugi peron.
Z trudem pchając walizę przed sobą najpierw jedną, potem drugą, uadło się przejść na cholerny peron.
MORAŁ? koniec języka za przewodnika ale najpierw trzeba znać angielski kiedy się jedzie do obcego kraju:))
U Tadzia i Olgi byłyśmy 3 dni, ULka niecierpliwiła się bardzo chciała czym prędzej wracać do domu. Nawet nie poszła ze mną zwiedzać Londynu, a od Tadzia do Bena miałyśmy godzinę marszu.
Za to mogłam byc dłużej z moimi kochanymi wnuczętami, Nikitą i Aleksem
Tańczący Lex
wieczorem kiedy przy klawiaturze
jednym okiem oglądam jakiś film o dzieciach
mam tendencję do porównań
próbuję sklecić kilka sensownych słów
o moich dwóch
Adaś i Aleksander
Oddaleni od siebie o tysiące kilometrów
Za obydwoma tęsknię
Aleksander skończył właśnie pół roczku
i nie obca jest mu topografia mieszkania
kiedy w chodziku zamiata wszystkie zabawki
do kąta zapędza miśki i całą menażerię
czasami przez uchylone drzwi
widzę ich niebieskie oczy
które pasują do jasnych brwi i włosów
typowo słowiańska uroda
a ja jestem wciąż na etapie
płodzenia wiersza o nich
to tak jak ciężki poród
tak trudno coś mądrego napisać
by pozostało w pamięci na zawsze
Zaczki zaprosili nas na obiad do litewskiej restauracji, oczywiście wzięłam moje ulubione danie zeppeliny i chłodni, mniam, uwielbiam.
Ale chyba Aleks lubi najbardziej.. wyłapywac z talerzy;))
- dam ci buzi, jesteś taki grzeczny :)))
Wyobrażacie to sobie?
Bez znajomości języka.
Zawsze liczyłam, że wszędzie są Polacy, a tu ani jednego.W końcu podeszłam do tego co kazał nam wysiąść, dałam mu telefon do syna. Okazało się że autokar nie jedzie dalej, a my mamy za półtorej godziny pociąg do Londynu. Tor pierwszy peron drugi,
- O matko jak ruszyć te ciężkie torbiszcze i przetransportować po schodach na drugi peron.
Z trudem pchając walizę przed sobą najpierw jedną, potem drugą, uadło się przejść na cholerny peron.
MORAŁ? koniec języka za przewodnika ale najpierw trzeba znać angielski kiedy się jedzie do obcego kraju:))
U Tadzia i Olgi byłyśmy 3 dni, ULka niecierpliwiła się bardzo chciała czym prędzej wracać do domu. Nawet nie poszła ze mną zwiedzać Londynu, a od Tadzia do Bena miałyśmy godzinę marszu.
Za to mogłam byc dłużej z moimi kochanymi wnuczętami, Nikitą i Aleksem
Tańczący Lex
wieczorem kiedy przy klawiaturze
jednym okiem oglądam jakiś film o dzieciach
mam tendencję do porównań
próbuję sklecić kilka sensownych słów
o moich dwóch
Adaś i Aleksander
Oddaleni od siebie o tysiące kilometrów
Za obydwoma tęsknię
Aleksander skończył właśnie pół roczku
i nie obca jest mu topografia mieszkania
kiedy w chodziku zamiata wszystkie zabawki
do kąta zapędza miśki i całą menażerię
czasami przez uchylone drzwi
widzę ich niebieskie oczy
które pasują do jasnych brwi i włosów
typowo słowiańska uroda
a ja jestem wciąż na etapie
płodzenia wiersza o nich
to tak jak ciężki poród
tak trudno coś mądrego napisać
by pozostało w pamięci na zawsze
Zaczki zaprosili nas na obiad do litewskiej restauracji, oczywiście wzięłam moje ulubione danie zeppeliny i chłodni, mniam, uwielbiam.
Ale chyba Aleks lubi najbardziej.. wyłapywac z talerzy;))
- dam ci buzi, jesteś taki grzeczny :)))
milczenie owiec
** dzień zaczął się od narzekania
została okrzyknięta złośliwym babskiem
i dobrze jej tak.
nie wszyscy mają język rozdzielony na dwoje.
- kurna u niej coś się takiego zdarza raz na rok :)
zapędy stosuje z braku innych braków?
może z własnej niemocy
a może
ma kota
do rozmów między drzwiami
została okrzyknięta złośliwym babskiem
i dobrze jej tak.
nie wszyscy mają język rozdzielony na dwoje.
- kurna u niej coś się takiego zdarza raz na rok :)
zapędy stosuje z braku innych braków?
może z własnej niemocy
a może
ma kota
do rozmów między drzwiami
poniedziałek, 28 listopada 2011
SCARBORO
wschód słońca
o zmierzchu
zbiegają się myśli na kontinuum czasu
przedsenne umierają słowa
z oddali
uchodzisz w niepamięć
wspólnych dróg codziennie uczymy się od początku
otwieramy drzwi z drugiej strony
niezrozumiałe puenty kończą rozmowy
a później noc wyrzucana na brzeg błyszczy kolorami miasta w morzu czekania
snują się zapominania dziurawe
nie łatwo powrócić
poniedziałek, 21 listopada 2011
miasto nocą - od strony zamku króla Artura
> Gorzka czekolada
Z okien podmiejskiego autobusu
z mgieł wyłania się miasto – małe domki, jak dla lalek.
Któż w nich mieszka- myśl jedna za drugą szuka drogi -
sięgam ponad, by zaczerpnąć błękitu.
Wysiadamy.
Zaspane oczy zahaczają o strzępy mijanego krajobrazu.
Zamykam buzię, żeby nie połknąć idących przede mną.
Chociaż nie jestem człekożerna, w tej scenerii
wszystko może się zdarzyć.
Słońce obudzi się w morzu wykrwawi i zastygnie
jak czekolada na jabłuszkach, wieczorne zmęczenie weźmie nas
pod skrzydła szarpane północnym wiatrem.
Na miejscu
Z braku powietrza - ledwie dyszymy. Ciasnota pomieszczenia
skupia nas przy ziemi szukam butów w niebieskim mundurku.
Potem czystego fartucha i wciskana w drzwi automatycznie
wykonuję znane czynności: mycie, maczanie, sypanie, ustawianie.
I nagle słyszę
Kurwa, co za numery odpierdalacie.
Jabłka bez posypki.
Śmiech.
Oo, z jednego nawet springi spadły. I gdyby nie spokojny głos za plecami - nie martwcie się, wszystko da się załatać nie byłby to miły dzień *
W moim sercu wyrasta spustoszenie,
z dłoni można wywróżyć wydziobany krajobraz.
* B. Mazurkiewicz
z roku 2010
zmiana nocna
jabłuszkowe dzieci
( jeden dzień z życia polskiego emigranta)
Pod wczesnymi kopułami zachodu
gromadzą się jak te gołębie do chleba.
Jesienny wieczór ciemnieje w krajobrazach ich dłoni.
Oświetleni nagle blaskiem świateł nadjeżdżającego autobusu
mrużąc oczy wsiadają obcojęzycznie z głośnym śmiechem.
Zegar na gotyckiej wieży przystanku metra ,
wybija kuranty księżycowe.
Płyną tęsknotą wszystkich „Szopenów”
szukających bułek w obcym kraju.
Koniec jazdy.
Stacja docelowa to słodkie odmęty czekoladowej toni.
Godzinami na sztywnych nogach nabijają te swoje nadzieje
na godniejsze życie. Czasami mają dość, ale kusi perspektywa
rozmywa się gorzką słodyczą.
Nie pytaj jak pachnie kartoflana nać.
Obrazy dni zachodzą mgłą maczanego jabłka.
Tylko marzenia nic nie kosztują?
(Marysia chce wyremontować dom, Krycha kupić mieszkanie dla córki,
Basia, zrobić łazienkę, taką z prawdziwego zdarzenia.
Misiu zbiera na własne wesele.
Paulina na opłacenie studiów.Natalka z ciekawości.
Seba, nie ma pracy w Polsce.
Ktoś inny pragnie urządzić rodzinie święta.
Młodzi pragną poczuć trochę luksusu,
kupując ciuchy markowe, na które w Polsce nie byłoby ich stać.
Dla Michała, Asi, to ich żywioł.
Tutaj zamieszkali, tutaj znaleźli pracę.
Założyli rodziny.Czy tęsknią?
Tylko Dorota przyjeżdża co roku, bo lubi?.)
Powiedzmy.
Oto ich kształt.
Wędrowcy pod wczesnymi kopułami wschodu
idą jak koty po ściernisku wlokąc ogony zmęczenia
w sam środek jesiennej mgły.
Obwieszczają: noc minęła.
Ale kształty nie mijają. Zmrużonymi oczami inaczej
jadą po polski chleb w angielskim mieście.
Sen przyjdzie później.
Z okien podmiejskiego autobusu
z mgieł wyłania się miasto – małe domki, jak dla lalek.
Któż w nich mieszka- myśl jedna za drugą szuka drogi -
sięgam ponad, by zaczerpnąć błękitu.
Wysiadamy.
Zaspane oczy zahaczają o strzępy mijanego krajobrazu.
Zamykam buzię, żeby nie połknąć idących przede mną.
Chociaż nie jestem człekożerna, w tej scenerii
wszystko może się zdarzyć.
Słońce obudzi się w morzu wykrwawi i zastygnie
jak czekolada na jabłuszkach, wieczorne zmęczenie weźmie nas
pod skrzydła szarpane północnym wiatrem.
Na miejscu
Z braku powietrza - ledwie dyszymy. Ciasnota pomieszczenia
skupia nas przy ziemi szukam butów w niebieskim mundurku.
Potem czystego fartucha i wciskana w drzwi automatycznie
wykonuję znane czynności: mycie, maczanie, sypanie, ustawianie.
I nagle słyszę
Kurwa, co za numery odpierdalacie.
Jabłka bez posypki.
Śmiech.
Oo, z jednego nawet springi spadły. I gdyby nie spokojny głos za plecami - nie martwcie się, wszystko da się załatać nie byłby to miły dzień *
W moim sercu wyrasta spustoszenie,
z dłoni można wywróżyć wydziobany krajobraz.
* B. Mazurkiewicz
z roku 2010
zmiana nocna
jabłuszkowe dzieci
( jeden dzień z życia polskiego emigranta)
Pod wczesnymi kopułami zachodu
gromadzą się jak te gołębie do chleba.
Jesienny wieczór ciemnieje w krajobrazach ich dłoni.
Oświetleni nagle blaskiem świateł nadjeżdżającego autobusu
mrużąc oczy wsiadają obcojęzycznie z głośnym śmiechem.
Zegar na gotyckiej wieży przystanku metra ,
wybija kuranty księżycowe.
Płyną tęsknotą wszystkich „Szopenów”
szukających bułek w obcym kraju.
Koniec jazdy.
Stacja docelowa to słodkie odmęty czekoladowej toni.
Godzinami na sztywnych nogach nabijają te swoje nadzieje
na godniejsze życie. Czasami mają dość, ale kusi perspektywa
rozmywa się gorzką słodyczą.
Nie pytaj jak pachnie kartoflana nać.
Obrazy dni zachodzą mgłą maczanego jabłka.
Tylko marzenia nic nie kosztują?
(Marysia chce wyremontować dom, Krycha kupić mieszkanie dla córki,
Basia, zrobić łazienkę, taką z prawdziwego zdarzenia.
Misiu zbiera na własne wesele.
Paulina na opłacenie studiów.Natalka z ciekawości.
Seba, nie ma pracy w Polsce.
Ktoś inny pragnie urządzić rodzinie święta.
Młodzi pragną poczuć trochę luksusu,
kupując ciuchy markowe, na które w Polsce nie byłoby ich stać.
Dla Michała, Asi, to ich żywioł.
Tutaj zamieszkali, tutaj znaleźli pracę.
Założyli rodziny.Czy tęsknią?
Tylko Dorota przyjeżdża co roku, bo lubi?.)
Powiedzmy.
Oto ich kształt.
Wędrowcy pod wczesnymi kopułami wschodu
idą jak koty po ściernisku wlokąc ogony zmęczenia
w sam środek jesiennej mgły.
Obwieszczają: noc minęła.
Ale kształty nie mijają. Zmrużonymi oczami inaczej
jadą po polski chleb w angielskim mieście.
Sen przyjdzie później.
Subskrybuj:
Posty (Atom)