sobota, 4 czerwca 2011

drugi wiersz dla Aleksandra

Aleksander przyszedł na świat 5 kwietnia,( 5.04) mamy w liczbach tak samo, bo ja 4 maja( 4.05)
Byłam przy narodzinach, cudowne!!!


Drugi wiersz dla Aleksandra

W twoim pokoju mieszkają chochliki .
Trochę niesforne, niespokojne.
Chcą się z tobą bawić, latać balonem.
Wierzgasz nóżkami, odganiasz się od nich
drobnymi rączynami.
Mama wtedy przychodzi z pomocą.
Tuli cię. Mocno. Uspokaja.
Przemawia do Aniołów.
Przywołuje Twojego Stróża.
On wie, jak postępować.

Układa Drogę Mleczną twojego snu.
Słuchasz Usypiasz ukołysany głosem mamy
Najpiękniejszym dla dziecka

A ja tak bym chciała opowiedzieć ci bajkę.
Nieopowiedzianą jeszcze, najpiękniejszą
pod słońcem. Przywołać dobre wróżki,
by czuwały nad słodkim snem.

Zakradam się na palcach do twojego pokoju. I proszę Matkę. Tę Jedyną,
by wzięła Cię pod swój opiekuńczy płaszcz.

Pokazała światy przyjazne.

5. maj 2011

oj, jak dawno mnie tu nie było, a tyle się wydarzyło

Maluszek jest śliczny, BYlam w LOndynie prawie dwa miesiące




Pierwszy wiersz dla Aleksandra


Przyszłam do ciebie.
Leżałeś w małym szklanym łóżeczku.
Taka drobinka, kruszynka pomarszczona
i czerwona z wysiłku. Ciężką drogę pokonałeś, nim nieprzychylny świat przyjął cię do grona.

Mama wzięła cię w ramiona, wzruszony tato ze łzami tulił drobinę ludzkiego szczęścia.
Nie zdawałeś sobie sprawy, ile radości przyniosłeś swoim zjawieniem się.

Przez szybę wyciągnąłeś rączkę do swojej siostrzyczki, jakbyś chciał przywitać się.

Malowałam czułość we własnych oczach,
kiedy przez sen uśmiechałeś się mimo woli, na policzku utworzyły ci się dołeczki.
- To miłość wszystkich babć, mawiała kiedyś babcia Józia.
Będą zawsze przypominały o szczęściu.

Nie śmiałam tykać tego piękna.


5.kwiecień 2011

wtorek, 5 kwietnia 2011

Nie jest ważne to, czy czynię coś wielkiego

Nie wiem skąd wiem, że ziemia żyzna to ta,
w której ziarno gnije, cierpi, rozpada się
i że najłatwiej w życiu sumować klęski.
Pozycja na początku stracona, pozornie
nieudany los. Kiedyś głęboki
wypuści korzeń.

Udany plon
dojrzewa we mnie
- wzniesie się ponad ziemię,
prosto do nieba strzeli -
możliwość poprawy losu.
Podobnie jak ulewa i śnieg
spadają z nieba i tam nie powracają.*


Ważne, nieważne




z Kiką wracamy ze szpitala gdzie urodził sie mały Aleksander

Narodziny!!

Dziś w LOndynie w szpitalu św. Tomasza przyszedł na świat Aleksander,
pierwszy mężczyzna żaczek, dziadek stał się końcu prawdziwym dziadkiem


spotkanie babć z okazji urodzin wnuka- LOndyn, mieszkanie Tadzia.



Kwiaty dla Olgi



wio- wiosno z Londynu do Polski

w leciutkich dotykach wchodzę cała w krystaliczną woń -


pachnie kwieciem obcojęzycznie
a jednak tak samo
w trawach fontanny różnokrokusów
hiacyntowa perfumeria w parku

wiatr stroszy krzewy z zaangażowaniem
zbieram czerwone kulki jakiejś rośliny
pełno ich tu
wszelkiego rodzaju puchów piórek
rozumiemy się doskonale w przelocie
między jednym kęsem a kwileniem
jasnej ptaszyny w wózku
wyciąga ręce do strzępiastych promieni
żonkile łaskoczą noworodka wiosny

cierpliwie na gałęzi sikorki godują
znajomo pogwizduje kos
nie muszę szukać tłumacza
wszystko rozumiem

przyszła wiosna
'ofkors'

NA WSI- Jestem w Londynie a tęsknię za wsią, nie głupota to?


Idziemy do szpitala odwiedzić Olge i maluszka co przyszedł na świat.


Na wsi

z ugorów krzyk ziemi niebrzemiennej
unosi się ponad domostwami
zubożałymi bez ptactwa i trzody
ziemia cierpi ludzkimi cierpieniami

parami bociany po wsi nie krążą
nie mają komu podrzucać dzieci
młodzi z mojej wsi sielskospokojnej
błądzą za chlebem po szerokim świecie

I drzewa szumiąc tak samo przy drogach
strącają gwiazdy co w lampach się złocą
słonecznikami domy malowane
i maciejką słodko pachnącą nocą

a czasem zazulka larum podniesie
wypłoszy koty i baby w pierzynach
wiatr do otwarcia goni okiennice
wstyd żeby jeszcze spały przy dziewczynach

już dzień przymyka oczy lirycznie
wędrują myśli w bury cień ciszy
trzymając nadzieję mocno za uszy
nie pytam czy jeszcze krzyk ziemi słyszy





w.2 Jagody

z ugorów ziemi krzyk niebrzemienny
unosi się ponad domostwami
zubożałymi bez ptactwa i trzody
ziemia stygnie ludzkimi cierpieniami

bociany w parach już po wsi nie krążą
nie mają dla kogo podrzucać dzieci
wieś zapomniana przez Boga i młodych
co błądzą za chlebem po innym świecie

i tylko drzewa te same przy drodze
strącają gwiazdy co w lampach się złocą
słonecznikami domy malowane
maciejką upojnie pachnącą nocą

wieczorem zazulka larum podniesie
płosząc kochanków i koty w pierzynach
wiatr okiennice cierpliwie popędzi
nie powinny przecież spać przy dziewczynach

już dzień przymyka oczy lirycznie
wędrują myśli w bury cień ciszy
trzymając nadzieję mocno za uszy
nie pytam czy jeszcze krzyk ziemi słyszy

hurrraaaaa, jestem po raz szosty babciá

Jestem w LONDYNIE, SIEDZIMY Z KIK,A I CZEKAMY NA BRACISZKA, wlasnie dostalismy telefon, olga urodzila synka, 3,50, wszystko szzcesliwie, ULGA, BO PRZENOSILA 2 TYG I DWA DNI, UFFF,

poniedziałek, 7 lutego 2011

przyjaciel tluszczyk

Mam wiernego przyjaciela
we mnie się codziennie wciela
jak ja kocha bombonierki
tłuste mięsko i serdelki

do spacerów mnie nie zmusza
nie przeraża go moja tusza
budzi się przy moim boku
do lekarza? –tak- z doskoku

śniadanie obiad kolacja
przed zaśnięciem telewizja
słodkie ciastko kubek kawy
łyk wiśniówki dla zabawy

i tak razem w spólnym dziele
dojrzewamy - przyjaciele
wszędzie razem wierzcie mi
nawet sen ten sam się śni

przyjaciel na całe życie
cholesterol- przed nim drżyjcie
jest przyczyną niestrawności
skutek diety i słodkości



wyrzuty sumienia



nocą
cumują statki przeładowane widmami
przybierają znajome kształty
pamięć
dojrzewa w głębinach
nęka
aż do brzasku wśród ryczących fal
niepewności

zostawił cień



wyznania grzesznika


Wyznania grzesznika

Panie
Przyznaję się do notorycznego łamania ciszy
Odbiór zakłócam codziennie gdy żona bardzo zrzędzi
Łapię się również na tym że okupuję kanapę
Od rana do wieczora kusi mnie cholernie zmora
Telewizor z dużym ekranem i gołe baby co na nim
Wiercą się i kręcą mnie starego nęcą
Coś się w kieszeni otwiera i bierze mnie cholera
Gdy żona z znienacka wpada i obiad zapowiada
I jak tu Panie żyć w ciszy gdy człowiek taką słyszy

Przyznaję się bez kantowania do żony złego traktowania

I bez ogródek że skopałem sąsiadowi ogródek
Oczywiście nie cały ale działeczki kawałek
Jego żona samotna była no i mnie skusiła
Wpadłem tylko na chwilkę a ona na mnie wilkiem
A raczej w wilczycę wystawiła dwie donice
To i użyźniłem gruntu kawałek w zamian dostałem spadek
W postaci wilczątka ale to winy tylko początek
Bo z gruntu uczciwy jestem nie konfliktowy biznesmen
Mam na utrzymaniu jego swoja rodzinę i własne ego
Kuli się pod grzechów ciężarem wybacz Panie ale
Datków na kościół nie skąpię o tym, ze mi pomożesz głośno trąbię
Panie może coś dla Ciebie znaczę korzę się ślimaczę
I błagam o Twoją dobroć
Zamień mi te dwie na jedną młodą
Z poważaniem Twój Bodzio