jabłuszko pełne snu
wiję gniazdo
pod powiekami
jesień rozkłada
ciepłe czajniki
od których wszystko się zaczęło
poduszka niczym kamień
ciąży niedokończonym snem
czuję głód
przez szyby dotyka nas noc
owinięta szorstkim chłodem
prowadzi w czarne doliny
gorącej czekolady
nagrzewam dłonie aśki plecy misia
rzędem ustawiam zamoczone jabłka
w gumowej posypce nasycą głód
hallowynowych czarownic -[ Natalii, Moniki, Sylwii}
w Ogniu na plaży Morza Północnego
od góry czuć ciepło
studzę powietrze
kolejnym ogryzkiem
wciąż jestem nienażarta
a kiedy odnajdę wszystkie słowa i na wszelkie sposoby wszystko opiszę, to znajdę jeszcze jedno i wykorzystam do cna,
poniedziałek, 22 listopada 2010
ROZMOWA
a właściewie monolog
nie zmuszaj mnie do przyjęcia
twoich osobistych celów,
zrozumienia niejasnych sztuczek,
przekonania nie mają tu nic do rzeczy
nie ponaglaj mnie słowami bez pokrycia,
nauczyłam się już po swojemu
myśleć i czynić
moje słowa nie są nieprzemyślane
realności uczyłam się
przez lata ciężkich prób i wyrzeczeń,
bo jak nazwiesz nasz karciany domek
zdmuchnięty przez wiatr
spójrz
moja ziemia porośnięta zielskiem
drzewo prostuje konary
ja wiem
może dla ciebie to wydaje się śmieszne
ale ja jeszcze zbiorę z tego plon
nie zmuszaj mnie do przyjęcia
twoich osobistych celów,
zrozumienia niejasnych sztuczek,
przekonania nie mają tu nic do rzeczy
nie ponaglaj mnie słowami bez pokrycia,
nauczyłam się już po swojemu
myśleć i czynić
moje słowa nie są nieprzemyślane
realności uczyłam się
przez lata ciężkich prób i wyrzeczeń,
bo jak nazwiesz nasz karciany domek
zdmuchnięty przez wiatr
spójrz
moja ziemia porośnięta zielskiem
drzewo prostuje konary
ja wiem
może dla ciebie to wydaje się śmieszne
ale ja jeszcze zbiorę z tego plon
powrót do tego co było
kilka wierszy starej treści
krzyk lecących żurawi
nagrabiłam górę liści
płomieni więdnących w trawie
z szumem wiatru między zębami
kiedy je dokładnie grabię
w odległy przestworzy błękit
zbłąkani wygnańcy jesieni
wydadzą słoneczne tchnienie
nim je spopielę na ziemi
symbole posłannictwa
rozświetlone rudą chmurką
z marzeniami prosto do nieba
popłyną przez moje podwórko
*
Może zostaną marzenia,
Na ziemi dalszy ich los.
Wiosną chwila spełnienia
Z liści - pożywny kompost.
Z suchych gałęzi ognisko,
W nim kartofle pieczone.
Dym, co snuje się nisko
W oczach lato minione.
Żal za tym, co się skończyło,
Ta łza, co kręci się w oku.
Krótkie pragnienie miłości
Potem jesienna cisza i spokój.Jacek Suchowicz
**
Ta liryka w liście dmucha
Gdzie popadnie, niebny hymn
Ciebie przecież miłość szuka
A z miłością jesteś tyAleksander Szumiński
**
Miłość we mnie, za mnie kwitnie.
Choć przeminą grudnie, kwietnie.
Zawsze będzie w moim sercu,
Ale czy na pierwszym miejscu?.
**
miłości wieczne tchnienie
i moje ciche marzenie
i sieć pajęcza jak tęcza.
Lecz czy moje serce rozmiękcza?
zaplątanie zamotanie,
i problem- co z tego zostanie.
THE RAKING- wiersz tłumaczony przez Stefana Rewińskiego
I’ve raked a mount of fronds
the blazes withering in grass
with rustle of the wind in teeth
like a cool of flaying cranes
into the blue space far-away
the autumn’s strayed outcasts
the sunny giving breath
before I ashes it on earth
the symbols of a mission
like ginger lighting cloud
straight to the sky with dreams
it’ll swim across my life –
krzyk lecących żurawi
nagrabiłam górę liści
płomieni więdnących w trawie
z szumem wiatru między zębami
kiedy je dokładnie grabię
w odległy przestworzy błękit
zbłąkani wygnańcy jesieni
wydadzą słoneczne tchnienie
nim je spopielę na ziemi
symbole posłannictwa
rozświetlone rudą chmurką
z marzeniami prosto do nieba
popłyną przez moje podwórko
*
Może zostaną marzenia,
Na ziemi dalszy ich los.
Wiosną chwila spełnienia
Z liści - pożywny kompost.
Z suchych gałęzi ognisko,
W nim kartofle pieczone.
Dym, co snuje się nisko
W oczach lato minione.
Żal za tym, co się skończyło,
Ta łza, co kręci się w oku.
Krótkie pragnienie miłości
Potem jesienna cisza i spokój.Jacek Suchowicz
**
Ta liryka w liście dmucha
Gdzie popadnie, niebny hymn
Ciebie przecież miłość szuka
A z miłością jesteś tyAleksander Szumiński
**
Miłość we mnie, za mnie kwitnie.
Choć przeminą grudnie, kwietnie.
Zawsze będzie w moim sercu,
Ale czy na pierwszym miejscu?.
**
miłości wieczne tchnienie
i moje ciche marzenie
i sieć pajęcza jak tęcza.
Lecz czy moje serce rozmiękcza?
zaplątanie zamotanie,
i problem- co z tego zostanie.
THE RAKING- wiersz tłumaczony przez Stefana Rewińskiego
I’ve raked a mount of fronds
the blazes withering in grass
with rustle of the wind in teeth
like a cool of flaying cranes
into the blue space far-away
the autumn’s strayed outcasts
the sunny giving breath
before I ashes it on earth
the symbols of a mission
like ginger lighting cloud
straight to the sky with dreams
it’ll swim across my life –
niedziela, 21 listopada 2010
WRÓCIŁAM
Tak, tak wróciłam
po prawie dwumiesięcznym wojażowaniu po Anglii,
od Liverpoolu do Scarborough, od Scarborough przez York, Birmingham do Londynu.
Znajomośc jezyka? Żadna. Anglicy są bardzo uprzejmi i rozumieli moje rozkładane ręce :)sorki, aj dont spik ingliś:)) tenkju wery macz, lowly dej. hihi
oto co znam :)))noo, może ciut więcej :P
Do domu wróciliśmy razem z Agą, Tadeuszem, Kiką i Filipem- maczo :)
mieli sprawy do załatwienia. Byli 3 dni i polecieli, łza tylko w oku się kręci....
po prawie dwumiesięcznym wojażowaniu po Anglii,
od Liverpoolu do Scarborough, od Scarborough przez York, Birmingham do Londynu.
Znajomośc jezyka? Żadna. Anglicy są bardzo uprzejmi i rozumieli moje rozkładane ręce :)sorki, aj dont spik ingliś:)) tenkju wery macz, lowly dej. hihi
oto co znam :)))noo, może ciut więcej :P
Do domu wróciliśmy razem z Agą, Tadeuszem, Kiką i Filipem- maczo :)
mieli sprawy do załatwienia. Byli 3 dni i polecieli, łza tylko w oku się kręci....
czwartek, 9 września 2010
romantycznie
kiedy przywołujesz chmury
przygasa słońce
i noc nagle spada
pieszczona w półprzytomnej poświacie
świadomości
myśli dźwięczą przyklejone do szyb niczym deszcz
matowieją światła od nadmiaru
tęsknotą pachnie powietrze
każdy szczegół ziemi
szkli się w ciemności
przywołuje kolejne wspomnienia
naszej miłości
taka sobie przypowieść z fotobloga
OSTATNIE MIEJSCE
Piekło było już prawie całkiem zapełnione,
a przed jego bramą oczekiwało jeszcze na wejście wiele osób.
Diabeł nie miał innego rozwiązania sytuacji
jak tylko zablokować drzwi przed nowymi kandydatami.
- Pozostało tylko jedno miejsce, i jak się rozumie, może je zając tylko ktoś z was,
kto był największym grzesznikiem, powiedział.
- Czy jest wśród zgromadzonych jakiś zawodowy morderca?, zapytał.
Ale nie słysząc pozytywnej odpowiedzi, zmuszony był przystąpić do egzaminowania
wszystkich stojących w kolejce grzeszników.
W pewnym momencie swój wzrok skierował na jednego z nich,
który umknął wcześniej jego uwadze.
- A ty, co zrobiłeś?, zapytał go.
- Nic. Jestem uczciwym człowiekiem a znalazłem się tutaj jedynie przez przypadek.
- Niemożliwe. Musiałeś jednak coś zawinić.
- Tak. To prawda, powiedział zmartwiony człowiek
- starałem się być zawsze jak najdalej od grzechu.
Widziałem jak jedni krzywdzili drugich ale sam nie brałem w tym udziału.
Widziałem dzieci umierające z głodu i sprzedawane
a najsłabsze z nich traktowano jak śmieci.
Byłem świadkiem, jak ludzie czynili sobie wzajemne świństwa i oskarżali się.
Jedynie ja wolny byłem od pokus i nic nie czyniłem. Nigdy.
- Naprawdę nigdy?, zapytał z niedowierzaniem diabeł
- Czy to rzeczywiście prawda, że widziałeś to wszystko na swoje własne oczy?.
- Jak najbardziej!.
- I naprawdę nic nie zrobiłeś, powtórzył jeszcze raz diabeł.
- Absolutnie nic!. Diabeł zaśmiał się ze zdziwienia:
- Wejdź, mój przyjacielu. Ostatnie wolne miejsce należy do ciebie!.
Piekło było już prawie całkiem zapełnione,
a przed jego bramą oczekiwało jeszcze na wejście wiele osób.
Diabeł nie miał innego rozwiązania sytuacji
jak tylko zablokować drzwi przed nowymi kandydatami.
- Pozostało tylko jedno miejsce, i jak się rozumie, może je zając tylko ktoś z was,
kto był największym grzesznikiem, powiedział.
- Czy jest wśród zgromadzonych jakiś zawodowy morderca?, zapytał.
Ale nie słysząc pozytywnej odpowiedzi, zmuszony był przystąpić do egzaminowania
wszystkich stojących w kolejce grzeszników.
W pewnym momencie swój wzrok skierował na jednego z nich,
który umknął wcześniej jego uwadze.
- A ty, co zrobiłeś?, zapytał go.
- Nic. Jestem uczciwym człowiekiem a znalazłem się tutaj jedynie przez przypadek.
- Niemożliwe. Musiałeś jednak coś zawinić.
- Tak. To prawda, powiedział zmartwiony człowiek
- starałem się być zawsze jak najdalej od grzechu.
Widziałem jak jedni krzywdzili drugich ale sam nie brałem w tym udziału.
Widziałem dzieci umierające z głodu i sprzedawane
a najsłabsze z nich traktowano jak śmieci.
Byłem świadkiem, jak ludzie czynili sobie wzajemne świństwa i oskarżali się.
Jedynie ja wolny byłem od pokus i nic nie czyniłem. Nigdy.
- Naprawdę nigdy?, zapytał z niedowierzaniem diabeł
- Czy to rzeczywiście prawda, że widziałeś to wszystko na swoje własne oczy?.
- Jak najbardziej!.
- I naprawdę nic nie zrobiłeś, powtórzył jeszcze raz diabeł.
- Absolutnie nic!. Diabeł zaśmiał się ze zdziwienia:
- Wejdź, mój przyjacielu. Ostatnie wolne miejsce należy do ciebie!.
Subskrybuj:
Posty (Atom)